Na pasku Berlina
Exposé Radosława Sikorskiego sprawia wrażenie tekstu niespójnego,
niezbornego, nie do końca przemyślanego, co zapewne jest świadectwem marazmu
intelektualnego w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Dowód? Sprzeczne
oceny w rodzaju: "Koniunktura międzynarodowa Polski jest nadal dobra, choć
gorsza". A więc dobra czy gorsza?
W tym przemówieniu zabrakło odniesienia do paktu fiskalnego. Minister
Sikorski stwierdził: "Nie mieliśmy wątpliwości, że w interesie Polski jest
podpisanie umowy fiskalnej". I dalej: "W perspektywie roku 2015 chcemy spełnić
wszystkie kryteria konwergencji i być w pełni zdolni do przyjęcia euro. Zależy
nam, aby Polska należała do najściślejszego kręgu integracji krajów unijnych,
które posługują się wspólną walutą". Pakt fiskalny ma jednoznaczną wymowę. Jest
to ograniczenie suwerenności państw, które go przyjmą. Zresztą niemieccy
komentatorzy nie ukrywali tego faktu, stwierdzając wprost: "Niech nikt nie żywi
złudzeń, że pakt fiskalny ograniczy się tylko do kwestii budżetu". Minister
Sikorski zaanonsował w swoim przemówieniu dokument noszący tytuł "Priorytety
polskiej polityki zagranicznej na lata 2012-2016". Na czoło szef MSZ wybił
stwierdzenie, że naszym najważniejszym partnerem w Europie są Niemcy, z którymi
łączy nas podobieństwo kultury gospodarczej i koncepcji politycznych. Mając na
względzie zupełnie odmienną tradycję polityczną Niemiec, co zaowocowało
dwudziestowiecznym totalitaryzmem, i odmienną tradycję polityczną Polski, należy
postawić duży znak zapytania. Jak wyglądać mają te stosunki z Niemcami? Sikorski
stwierdza: "Chcemy razem działać na rzecz silnej Unii". Powołał się tutaj na
swoje berlińskie przemówienie, w którym stwierdził: "Jeżeli włączycie nas w
proces podejmowania decyzji, możecie liczyć na wsparcie ze strony Polski".
Innymi słowy, minister powiedział, używając języka kolokwialnego, że jeśli nas
zaprosicie do rozmowy, to zawsze będziemy wam potakiwać. Tak wygląda wymowa tego
stwierdzenia. To jest pozycja już nie klientystyczna, jaką niestety prezentowała
dyplomacja polska okresu transformacji, ale wręcz proszalna.
Demontaż NATO
Jedną z bardziej niepokojących rzeczy w wystąpieniu ministra Sikorskiego jest
krytyczna i niska ocena Wielkiej Brytanii jako kraju, z którym Polska nie
podziela ideałów politycznych. A więc nasz tradycyjny sojusznik, cokolwiek byśmy
o nim nie sądzili na podstawie najnowszych dziejów, został uplasowany niżej od
Niemiec i Francji.
Na uwagę zasługuje tu również wzmianka na temat Grupy Wyszehradzkiej. Można
powiedzieć, że cechuje się ona wprost marazmem. Ten marazm osładzany jest w
wystąpieniu Sikorskiego frazesem o najlepszych w historii naszych stosunkach z
Czechami, Węgrami i Słowacją. Czy rzeczywiście są one najlepsze, wziąwszy pod
uwagę, że w przeszłości mieliśmy przecież do czynienia z unią polsko-czeską czy
polsko-węgierską, a także mieliśmy wspólnych władców? W części poświęconej
Grupie Wyszehradzkiej niepokojące jest też dystansowanie się od heroicznej
postawy obecnego premiera Węgier Viktora Orbána. Polska powinna raczej
sympatyzować i z całej siły wspierać jego wysiłki.To, co jeszcze zasługuje na
podkreślenie w przemówieniu Sikorskiego, to bardzo niepokojąca sytuacja za naszą
wschodnią granicą, która jest spowodowana marazmem polskiej polityki wschodniej.
Szef MSZ w tym względzie ma tylko jedną receptę: musimy liczyć na zmiany
ewolucyjne, które będą zachodziły za naszą wschodnią granicą. Można by tutaj
zapytać: a ile mamy czasu na to czekanie, zwłaszcza że na początku Sikorski
zasygnalizował, że jest świadom tego, iż następuje odbudowa imperium na
przestrzeni postsowieckiej. Nie wymienił jednak tego zagrożenia wtedy, kiedy
przeszedł do omawiania stosunków z Rosją. Ograniczył się tutaj tylko do
eufemizmu, że mamy nadzieję, iż nowy prezydent Rosji nada swemu krajowi impuls
modernizacyjny zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa rosyjskiego, ale nic nie
wspomniał, że główną przesłanką i poprzedniej, i obecnej ekipy prezydenckiej w
Rosji było i jest dążenie do odbudowy imperium, najlepiej w granicach dawnego
Związku Sowieckiego.
Jak wygląda sprawa kluczowa dla nas, czyli bezpieczeństwa Polski? Na ten temat
minister Sikorski powiedział, co następuje: "Za nasze bezpieczeństwo jest
odpowiedzialne przede wszystkim Wojsko Polskie". Oczywiście od razu nasuwa się
myśl: a w jakim to stanie jest obecnie Wojsko Polskie? Trzeba też powiedzieć, że
i sam minister Sikorski pełnił odpowiedzialną funkcję w Ministerstwie Obrony
Narodowej. Nie jest to więc przypadkiem naigrawanie się z ważnej kwestii, jaką
jest problem bezpieczeństwa narodowego? I oczywiście próba ukrycia tego
faktycznego, opłakanego stanu, w jakim znajduje się obecnie Wojsko Polskie po
nieudanych i kontrowersyjnych reformach ekipy Donalda Tuska?
Na drugim miejscu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski, minister Sikorski
wymienił Sojusz Północnoatlantycki, ale w niepewnej, niejasnej formule.
Zadeklarował mianowicie: "W sferze międzynarodowej liczymy na Sojusz
Północnoatlantycki". Jak to "liczymy"? Przecież jesteśmy pełnoprawnym członkiem
tego układu sojuszniczego. Oczywiście, później Sikorski wymienił kwestie, które
mają wzmocnić Sojusz, chociaż uczynił to w sposób niekonsekwentny. Mianowicie, w
jego przemówieniu znalazło się takie sformułowanie: "Z doświadczenia polskiej
prezydencji wynika, że wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony Unii
Europejskiej nie daje się niestety zrealizować w 27 państwach i należy
zainicjować przewidzianą w traktacie z Lizbony wzmocnioną współpracę państw
chętnych". O co tutaj chodzi? Otóż, w USA wspólna polityka bezpieczeństwa i
obrony Unii Europejskiej jest postrzegana niemalże jako akt wrogi wobec Stanów
Zjednoczonych i wymierzony w spoistość Sojuszu Północnoatlantyckiego. Polska
ustami ministra Sikorskiego, wpisując się w tę wspólną politykę bezpieczeństwa i
obrony, popierając ją, ustawia się więc siłą rzeczy na pozycjach
antyamerykańskich i antynatowskich. Jest to więc stawka, jakby na to nie
spojrzeć, na rozbicie spoistości NATO, odseparowanie czy wyizolowanie Stanów
Zjednoczonych ze struktury północnoatlantyckiego bezpieczeństwa.
O Gaucku na wyrost
Pewnym novum, choć rzecz była już wcześniej omawiana, jest zasygnalizowana, a
właściwie stwierdzona w przemówieniu ministra Sikorskiego możliwość scedowania
polityki zagranicznej w dół – na samorządy. Minister powiedział wprost: nadajemy
nowy impet wymiarowi samorządowemu i obywatelskiemu polityki zagranicznej. Jak
to rozumieć? Czy wojewoda wileński Janusz Radziwiłł jest przykładem realizacji
polityki zagranicznej w wymiarze samorządowym i obywatelskim? Jest to bardzo
niepokojące usytuowanie, zwłaszcza że nie zostało ono uściślone. Dużo uwagi w
tym wystąpieniu sejmowym minister Sikorski poświęcił słynnemu wystąpieniu w
Berlinie. Także tutaj nie omieszkał się pochwalić. Stwierdził więc:
"Skrytykowałem Niemcy za niewystarczające zaangażowanie w ratowanie strefy euro,
której są największym beneficjentem. Powiedziałem, że bardziej niż niemieckiej
siły zaczynam się bać niemieckiej bezczynności. Z satysfakcją stwierdzam, że od
tego czasu nastąpiły dwa wydarzenia: Niemcy dały przyzwolenie Europejskiemu
Bankowi Centralnemu na dokapitalizowanie banków w strefie euro łączną sumą
jednego biliona osiemnastu miliardów euro, co przytłumiło kryzys. Po drugie,
Niemcy wybrali na swego prezydenta Joachima Gaucka, który z pierwszą podróżą
zagraniczną przybył do Warszawy. Kraju mającego za prezydenta tak szlachetną
postać naprawdę nie musimy się bać" – stwierdził minister Sikorski.
Niestety, zaprezentował się tutaj jako chwalipięta, bo daje do zrozumienia,
że te dwa ważne wydarzenia – dofinansowanie EBC i wizyta prezydenta Gaucka, są
pokłosiem jego berlińskiego przemówienia. Ale zwróćmy uwagę, że z tego fragmentu
wynika niedwuznacznie, że minister Sikorski i zapewne jego doradcy z MSZ nie
mają jasnej, klarownej genezy kryzysu w strefie euro i polityki Niemiec w tym
zakresie. To jedno. Druga sprawa to ocena jednak na wyrost postaci i postawy
nowego prezydenta Niemiec Joachima Gaucka. Z naszego polskiego punktu widzenia
rzeczą istotną jest, że Joachim Gauck należał do osób czynnie wspierających
inicjatywy Eriki Steinbach. Na stronie internetowej Centrum Przeciwko
Wypędzeniom, które zainicjowała Erika Steinbach, nazwisko i wypowiedzi Joachima
Gaucka figurują jako słowa postaci wspierającej tę inicjatywę. Prezydent Niemiec
znalazł się tam wśród osób tak wątpliwej wartości, jak historyk amerykański
Alfred de Zayas, który nie ukrywa swojej niechęci czy wrogości do aliantów za
to, że pokonali III Rzeszę; czy też Tilman Zźlch, prezes Stowarzyszenia Pomocy
Zagrożonym Narodom, który w początkowej fazie swojej działalności współpracował
z nazistami, a w jego otoczeniu znalazł się ewidentny zbrodniarz wojenny. Znany
filozof niemiecki Ralf Giordano, który wstępnie popierał inicjatywę Eriki
Steinbach, zorientowawszy się, w jakim kierunku zmierzają jej działania, wycofał
swoje poparcie. Niestety, Joachim Gauck tego nie uczynił. A więc nowy prezydent
Niemiec dopiero musi udowodnić swoją dobrą wolę poprawy stosunków z Polską.
Jak można podsumować wystąpienie sejmowe ministra Sikorskiego? Wynika z niego
kompletne niezrozumienie naszych uwarunkowań geopolitycznych, nawet wówczas,
kiedy mówi o tradycji federacyjnej, która była żywa w polskiej myśli
geopolitycznej. Ale nasze wysiłki federacyjne odnosiły się do obszaru położonego
między Niemcami a Rosją, do obszaru Międzymorza. Natomiast zabiegi federacyjne,
które zaleca minister Sikorski, są kierowane po prostu w stronę Berlina. Chce
więc dokonać skazanej z góry na niepowodzenie syntezy koncepcji Międzymorza z
niemiecką koncepcją Mitteleuropy, a nawet koncepcji Świętego Cesarstwa
Rzymskiego Narodu Niemieckiego.
Prof. Tadeusz Marczak
kierownik Zakładu Studiów nad Geopolityką
Uniwersytetu Wrocławskiego
