Wykluczeni czekają na TV Trwam
Prezydent RP Bronisław Komorowski wspólnie z KRRiT zorganizował
konferencję, "debatę publiczną", na temat "Rola telewizji w przełamywaniu
barier". Chodzi o "wzmocnienie świadomości o konieczności udostępnienia
telewizji osobom z niepełnosprawnością wzroku i słuchu". W zapowiedzi
konferencji mowa też o "możliwościach, jakie daje osobom niepełnosprawnym
zarówno telewizja cyfrowa, jak i analogowa". Na przykładzie Wielkiej Brytanii i
Francji mamy poznać "sposoby regulacji, wymiar i charakter usług w zakresie
dostępności telewizji dla grup zagrożonych wykluczeniem, które są zgodne z
zaleceniami UE".
Zaiste zdumiewająca jest troska prezydenta i KRRiT o osoby zagrożone
wykluczeniem wskutek ich niepełnosprawności, tym bardziej że na straży ich praw
od lat stoi UE. Czy tak podstawowa, zupełnie oczywista sprawa, jak zapewnienie
możliwości korzystania z telewizji osobom niesłyszącym i niewidzącym, wymaga
jeszcze jakiejś debaty? Skoro są na ten temat przepisy unijne, należy je po
prostu czym prędzej wprowadzić w życie. Istnieje też Polski Związek Głuchych, z
którym należy się porozumieć na temat szczegółów, ot i wszystko.
Debata KRRiT z udziałem prezydenta jawi się podwójnie anachronicznie, gdyż
decyzją Krajowej Rady wykluczono z naziemnego cyfrowego nadawania wielomilionowe
środowisko katolików, dla których od 9 lat tworzy swój program Telewizja Trwam.
Każe się jej pozostać na satelicie, dzięki której trafia odpłatnie tylko do
posiadaczy satelitarnych zestawów antenowych lub do odbiorców niektórych
telewizji kablowych. Równocześnie wykluczono z możliwości powszechnego odbioru
cyfrowego naziemnego telewizję, która bez unijnych norm i zachęt KRRiT z własnej
inicjatywy umożliwia odbiór swojego programu osobom niesłyszącym. Codzienna
transmisja Apelu Jasnogórskiego z Częstochowy nadawana jest także w języku
migowym, a w bardzo wielu programach publicystycznych tej telewizji mówi się o
problemach osób niepełnosprawnych. Dlatego decyzja KRRiT w sprawie Telewizji
Trwam jest podwójnie krzywdząca; wyklucza z powszechnego, cyfrowego, a więc
lepszej jakości odbioru miliony polskich katolików i ogranicza dostępność do tej
telewizji osobom niepełnosprawnym. Oto jeszcze jeden dowód, że w stosunku do
Fundacji Lux Veritatis występuje dyskryminacja motywowana względami –
ideologicznymi?, politycznymi?, biznesowymi?
Ze swej strony proponuję KRRiT inne, znacznie poważniejsze debaty. Na
przykład: "Telewizja Polska – publiczna czy komercyjna". Jak wiadomo,
odpowiedzialnym za spadek wpływów abonamentowych jest premier Donald Tusk. To
przez jego nawoływanie w 2008 roku do niepłacenia "haraczu" TVP otrzymała w 2011
roku tylko 205 mln zł wpływu z abonamentu. Wynik o 16 mln niższy niż w 2010
roku, o 95 mln niższy niż w roku 2009 i aż o 216 mln niższy od wpływów
abonamentowych w 2008 roku. TVP żyje więc z reklam i sponsoringu. W 2011 roku
zarobiła w ten sposób 1 mld 157 mln złotych. Ale i tak kwota ta jest o 218 mln
mniejsza od tej, jaką uzyskiwała przed bojkotem premiera. TVP jest więc dziś
typową stacją komercyjną, a nie publiczną. Na przykład w TVP1 najwięcej czasu
antenowego zajmuje (44,5 proc.) fabuła, czyli filmy. Na drugim miejscu jest (!)
reklama – 21 proc., dalej publicystyka – 7,4 proc., informacja i rozrywka – 5,8
proc., dokument – 4,8 proc., popularyzacja wiedzy – 3,3 proc., sport – 2,8
procent. Podobnie jest w innych programach Telewizji Polskiej. Czy to jest
zgodne z koncesją, jakiej KRRiT udzieliła TVP? Czy TVP realizuje tzw. misję
publiczną, czy przestrzega ustawy o radiofonii i telewizji choćby w ilości
emitowanych reklam? Oto podstawowe pytania do uczestników debaty, której
oczywiście nie będzie. KRRiT mogłaby też zająć się takimi sprawami, jak
nadawanie przez wszystkich nadawców telewizyjnych tych samych reklam o tej samej
porze oraz emitowanie ich na "podwójnych decybelach". My tymczasem, jako
wykluczeni, czekamy na szybką zmianę decyzji KRRiT w sprawie Telewizji Trwam,
która jest dla nas tym, czym nie jest w stanie już być tzw. telewizja publiczna.
Wojciech Reszczyński
