Józef z Markowej
Gdy w 1942 r. rozpoczęły się masowe mordy na ludności żydowskiej, dom
Józefa i Wiktorii Ulmów na długo stał się skuteczną kryjówką ich sąsiadów Żydów.
Jednak 24 marca 1944 r. wszyscy – zarówno gospodarze, jak i ukrywający się w ich
domu Szallowie i Goldmanowie – zostali rozstrzelani przez niemieckich żandarmów.
Podczas obchodów tej tragedii, które odbędą się dziś w Markowej, w związku z
odkryciem w ostatnim czasie miejsca pochówku Szallów i Goldmanów po raz pierwszy
zostaną złożone kwiaty na grobach wszystkich ofiar. Ulmowie są dzisiaj symbolem
Sprawiedliwych. Swoją ofiarą uosabiają tragiczne losy tych wszystkich Polaków
ratujących Żydów, którzy zginęli, próbując chronić swoich braci.
Obyczaje chwalebne
O Józefie Ulmie zachowało się wiele wspomnień oraz dokumentów. Niestety, nie
dysponujemy równie obszerną wiedzą na temat życia jego żony Wiktorii.
Józef Ulma urodził się 2 marca 1900 r. w Markowej na Podkarpaciu. Był
najstarszym dzieckiem Marcina i Franciszki z domu Kluz. Z trojga jego rodzeństwa
najdłużej żył Władysław (1918-2007), który wystąpił w kilku filmach
dokumentalnych o swoim bracie i jego rodzinie. Józef do 1935 r. mieszkał wraz z
rodzicami w Markowej w domu pod numerem 727, który sąsiadował z domem Chaima
Goldmana. Rodzina nie była majętna – posiadała około trzech hektarów ziemi.
Józef w 1911 r. ukończył czteroklasową szkołę powszechną w Markowej. Z
zachowanego świadectwa szkolnego z 30 czerwca 1910 r. wynika, że w roku szkolnym
1909/1910, będąc uczniem trzeciej klasy, otrzymał następujące oceny: obyczaje –
chwalebne, pilność – dostateczna, religia – dobry, w czytaniu – dostateczny, w
pisaniu – dostateczny, w języku polskim – dobry, w rachunkach z geometrią –
dostateczny, w geografii i historii – dobry.
W 1921 r. został powołany do odbycia służby wojskowej. Służył m.in. w Grodnie w
latach 1921-1922. W wojsku poznał Ukraińca Zachara Gryniuka ze wsi Bereżce w
województwie wołyńskim. Zachowane listy wskazują, że utrzymywał z nim później
przez długie lata przyjacielskie kontakty. W jednym z listów 1 kwietnia 1931 r.
Zachar Gryniuk pisał do Józefa: "Drogi Kolego, zasyłam Tobie jak
najserdeczniejsze życzenia w dniu Wielkanocy i życzę Tobie jak najlepszego
powodzenia w życiu. Drogi Kolego, jeśli fundusze Tobie pozwalają, to przyjedź do
mnie na Święta Wielkanocne prawosławne do Bereżca. (…) Przyjedź, przyjmę
kolegę po ukraińsku jak brata". O tym, że Józef Ulma potrafił docenić wartość
przyjaźni, świadczy także jego korespondencja z kuzynem Antonim Szpytmą. Z
zachowanych listów Antoniego do Józefa z lat 1924-1929 wynika, że poruszali w
nich sprawy osobiste oraz społeczne. Antoni pisał m.in. o chęci założenia
rodziny i o działalności organizacji młodzieżowych w Markowej.
Własny punkt widzenia
Jeszcze jako nastolatek Józef został w 1917 r. członkiem Związku Mszalnego
Diecezji Przemyskiej, a następnie zaangażował się w działalność Stowarzyszenia
Młodzieży Katolickiej. Mając 29 lat, zaczął uczęszczać do półrocznej szkoły
rolniczej w Pilznie. Z listu Antoniego Szpytmy do Józefa z 7 grudnia 1929 r.
wynika, że zauważono tam jego zdolności: "O Twoim "prestige" w szkole słyszałem
w Przeworsku, zresztą było to do przewidzenia, bo bez chwalby przyznać wypadnie,
że ogólnie o wszystkim masz coś do powiedzenia i punkt widzenia na dane sprawy
(…)".
Po ukończeniu w 1930 r. szkoły z wynikiem bardzo dobrym Józef stał się
gorącym propagatorem nierozpowszechnionych jeszcze wówczas szeroko upraw warzyw
i owoców. Prawdopodobnie wtedy związał się także z ludowcami. Działał w Związku
Młodzieży Wiejskiej RP "Wici". W tej organizacji dokumentował fotografiami
wydarzenia, był odpowiedzialny także za księgozbiór. W 1930 r. został
przewodniczącym Komisji Wychowania Rolniczego. W związku z tym z ramienia
powiatowego zarządu "Wici" w Przeworsku organizował konkursy ogrodnicze i
hodowlane. W kolejnych latach sam brał już w nich udział. Zachowały się dwa
dyplomy, które otrzymał na Powiatowej Wystawie Rolniczej w Przeworsku
zorganizowanej w dniach od 27 października do 3 listopada 1933 roku przez
Okręgowe Towarzystwo Rolnicze w Przeworsku. Pierwszy z nich "za pomysłowe ule i
narzędzia pszczelarskie własnej konstrukcji", drugi "za wzorową hodowlę
jedwabników i wykresy ich życia". Zwłaszcza ta ostatnia działalność datująca się
od 1930 roku wzbudzała ciekawość nie tylko całej wsi, ale i okolicy, a nawet
ziemianina z Przeworska Andrzeja Lubomirskiego, który wraz ze starostą
powiatowym odwiedził Ulmę, by obejrzeć jedwabniki i drzewa morwowe.
Gdy w 1932 r. w sąsiedniej wsi Gaci rozpoczął działalność Wiejski Uniwersytet
Ludowy, a w Markowej w 1935 r. przystąpiono do organizowania pierwszej w Polsce
Spółdzielni Zdrowia, Józef miał możność częstych rozmów z działaczami ludowymi,
którzy w związku z tymi inicjatywami przyjeżdżali do Gaci i Markowej. Niektórzy
z nich zamieszkali w gminie na stałe, jak Ignacy Solarz czy Władysław Ciekot.
Józef Ulma także nie uchylał się od działalności społecznej. Należał do Kółka
Rolniczego i Spółdzielni Zdrowia. Przez pewien czas był kierownikiem Spółdzielni
Mleczarskiej w Markowej.
Jego największą pasją było fotografowanie. Poznając tajniki tej sztuki z
książek i czasopism, najprawdopodobniej sam złożył aparat, później miał
fabryczny; wykonał nimi tysiące zdjęć. Dzięki niemu udokumentowane zostały
występy chóru, orkiestry, dożynki, przedstawienia teatralne, wesela, Pierwsze
Komunie Święte. Robił także zdjęcia na zamówienie. Zachowały się wzruszające
ujęcia jego żony i dzieci, na uwagę zasługują także autoportrety. Zachowała się
część książek z jego prywatnej biblioteki. Niektóre z nich opatrzone są
pieczęcią-ekslibrisem "BIBLIOTEKA DOMOWA JÓZEF ULMA". Z resztek tego zbioru
wnioskować można o jego zainteresowaniach. Oto niektóre z nich: "Dzieje biblijne
Starego i Nowego Przymierza", "O drenowaniu", "Podręcznik elektrotechniczny",
"Podręcznik fotografii", "Wykorzystanie wiatru w gospodarce", "Radiotechnika dla
wszystkich", "Przemysł drobny", "Przyroda i technika", "Dzicy mieszkańcy
Australii", "Atlas geograficzny", Słownik wyrazów obcych. Prenumerował m.in.
czasopismo "Wiedza i Życie". Wiedzę z lektur wykorzystywał w praktyce, m.in. do
skonstruowania aparatu fotograficznego, maszyny do oprawiania książek, radia czy
niewielkiej elektrowni wiatrowej. Dzięki tej ostatniej ładował akumulatory i
pierwszy we wsi korzystał z energii elektrycznej do oświetlania domu.
Szczęśliwa rodzina
Mając 35 lat, Józef Ulma ożenił się z Wiktorią Niemczak, która urodziła się w
Markowej 10 grudnia 1912 r. jako siódme, najmłodsze dziecko Jana i Franciszki z
domu Homa. Trudno określić, w jakim stopniu angażowała się w życie społeczne
wsi. Była na pewno członkiem Amatorskiego Zespołu Teatralnego w Markowej – grała
m.in. rolę Matki Bożej w jasełkach. Była także prawdopodobnie słuchaczką jednego
z kursów na uniwersytecie w Gaci. Nieznane są okoliczności poznania się Józefa i
Wiktorii, niektórzy twierdzą, że stało się to w teatrze wiejskim. Ślub odbył się
w kościele parafialnym w Markowej. Według świadectw mieszkańców Markowej
małżeństwo było dobrze dobrane i żyło miłością. Na jednym ze zdjęć widać Józefa
trzymającego Wiktorię na swoich kolanach, przytulonych do siebie. Doczekali się
szybko potomstwa. W ciągu siedmiu lat małżeństwa urodziło się im siedmioro
dzieci: Stasia (18 lipca 1936), Basia (6 października 1937), Władzio (5 grudnia
1938), Franio (3 kwietnia 1940), Antoś (6 czerwca 1941), Marysia (16 września
1942) i NN (24 marca 1944 – urodziło się w czasie egzekucji matki).
Wiktoria zajmowała się domem – na zdjęciach widać, jak rysuje czy pisze
dzieciom w zeszycie lub stoi otoczona dużą i zadbaną gromadką, trzymając
najmłodsze na rękach. Ulmowie zamieszkali w niewielkim drewnianym domu,
zbudowanym przez Józefa na obrzeżach wsi. Uprawiali także niecały hektar ziemi.
Większość tego areału Józef przeznaczył prawdopodobnie na pierwszą w Markowej
szkółkę drzew owocowych. Sprzedaż sadzonek stała się jednym z jego źródeł
utrzymania. To prawdopodobnie dzięki niemu pojawiły się w Markowej szczepione
jabłonie.
Ponieważ Ulmowie zdawali sobie sprawę, że posiadają zbyt mało ziemi przy tak
dużej liczbie dzieci, więc wszystkie oszczędności gromadzili na zakup nowego
gospodarstwa. Dokonali go na wiosnę 1939 r. w Wojsławicach k. Sokala. Na krótko
przed przeprowadzką wybuchła jednak wojna.
Sprawcy nieosądzeni
Po powrocie Józefa z kampanii wrześniowej rodzina znowu była razem. Brak jest
wiadomości, jak żyła podczas pierwszych lat okupacji. Decydujący o ich losie był
rok 1942, gdy na okupowanych ziemiach polskich Niemcy rozpoczęli realizację
akcji "Reinhard", mającej na celu zlikwidowanie wszystkich Żydów. W tym roku
mordy na ludności żydowskiej miały także miejsce w Markowej. Wielu Żydów
próbowało się ratować. Jedną z osób, która próbowała im wówczas pomóc, był Józef
Ulma. Pomógł on trzem kobietom i jednemu dziecku, nazywanym "Ryfkami", zbudować
ziemiankę. Była to Ryfka i jej dwie córki, młodsza Fredzia oraz starsza o
nieznanym imieniu wraz ze swoją córką. Żydówki te pochodziły z Markowej, z
ulicy, która ze względu na dużą liczbę żydowskich domów nazywana była
Kazimierzem. Niestety, schronienie zostało odkryte, a kobiety zamordowano. Być
może dlatego Józef kolejnych ośmiu Żydów przyjął już pod swój dach. Byli to jego
sąsiedzi Goldmanowie oraz Szallowie z Łańcuta.
Dom Ulmów na długo był skuteczną kryjówką. Jednak 24 marca 1944 r. wszyscy –
Słudzy Boży Józef i Wiktoria Ulmowie z dziećmi i Żydzi – zostali rozstrzelani
przez niemieckich żandarmów. Było ich co najmniej czterech: Eilert Dieken,
Michael Dziewulski, Erich Wilde i Josef Kokott. Jedynie ten ostatni został
osądzony i zmarł w 1980 r. w polskim więzieniu. Pozostali uniknęli
sprawiedliwości. Porucznik Dieken, szef grupy oprawców, robił nawet karierę po
wojnie w RFN, gdzie w latach 50. był inspektorem policji w rewirze Esens.
Osądzenia uniknęła także większość policjantów granatowych, obstawiających
teren, gdzie dokonano zbrodni na Ulmach. Tylko jeden z nich został ukarany –
zginął jeszcze w 1944 r. rozstrzelany przez polskie podziemie.
Miłosierni Samarytanie
Jaka była religijność Ulmów? Nie zachowało się zbyt wiele informacji o ich
życiu duchowym. W Piśmie Świętym należącym do Józefa na czerwono podkreślony
jest jeden podtytuł: "Przykazanie Miłości – Miłosierny Samarytanin" i jedno
zdanie: "Albowiem, jeślibyście miłowali tylko tych, którzy Was miłują,
jakążbyście mieli zapłatę za to?".
Żyjąca do dziś 90-letnia Stanisława Kuźniar, matka chrzestna Władzia – jednego z
dzieci Ulmów, potwierdza, że gdy pomagała Wiktorii opiekować się dziećmi,
widziała, jak Józef klęczał, odmawiając wieczorną modlitwę. Władysław Ulma
podaje, że brat mówił mu niekiedy: "Czasem trudno dobrze przeżyć jeden dzień,
niż książkę napisać". W swoim pamiętniku Władysław Ulma wiele lat temu napisał o
Sługach Bożych: "Weźmy wpierw życie religijne zamordowanych małżonków. Nie byli
świętymi, byli tacy jak my wszyscy, chodzili w niedziele na Mszę Św., chodzili
do spowiedzi na Święta Wielkanocne i w Adwencie. Krzywdy nikomu nie wyrządzili,
to wiem na pewno. (…) Były trzy dziewczyny Żydówki, tym dziewczynom Józef Ulma
w potoku w brzegu wykopał taką dużą jamę, ażeby mogły się ukryć przed
prześladowaniami. Nie wiem, czy to można zaliczyć do religijności czy
moralności. Osądźcie sami".
W 1995 roku Instytut Yad Vashem przyznał Józefowi i Wiktorii tytuł
"Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata". W 2003 roku Kościół katolicki rozpoczął
proces beatyfikacyjny, trwa obecnie jego watykański etap. W 2004 r. odsłonięto
pomnik poświęcony Ulmom, a w 2006 r. nadano szkole podstawowej i gimnazjum imię
Rodziny Sług Bożych Ulmów. W Markowej powstaje Muzeum Polaków Ratujących Żydów
na Podkarpaciu im. Ulmów, które ma zostać otwarte w 70. rocznicę zbrodni.
Autor jest pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej. Opublikował m.in.:
"Sprawiedliwi i ich świat. Markowa w fotografii Józefa Ulmy", Warszawa – Kraków
2007; "The risk of survival. The Rescue of the Jews by the Poles and the Tragic
Consequences for the Ulma Family from Markowa", Warszawa – Kraków 2009.
