Nowy kulturkampf w Polsce

Atak na Kościół, z jakim mamy dziś do czynienia, przypomina sytuację z
czasów PRL. To wówczas władza komunistyczna starała się wypchnąć Kościół ze
sfery życia publicznego i na sposób totalitarny zapanować nad nim. Brutalne
działania motywowane były ideologią ateistyczną. Mimo wieloletniej akcji
laicyzacyjnej prowadzonej przez państwo Kościół przetrwał dzięki więzi łączącej
go z Narodem.

Proste porównania do tamtych czasów nie są jednak w pełni uprawnione.
Wprawdzie dochodzi do nas coraz więcej sygnałów o próbach łamania konkordatu
przez rząd i rugowania Kościoła z przestrzeni życia publicznego, ale nie mamy
jeszcze do czynienia z przemocą porównywalną do PRL-owskich czasów. Dziś władza
zacietrzewiona w swym antykościelnym nastawieniu stosuje inne metody, używając
przede wszystkim instrumentarium prawnego. Aby zrozumieć mechanizmy, które
towarzyszą współczesnym zmaganiom, konieczny jest polityczny opis tych zjawisk.
Twarzą kampanii antyklerykalnej w Polsce jest niewątpliwie Janusz Palikot. To z
tą postacią środowiska antychrześcijańskie wiążą nadzieje na przeprowadzenie
antychrześcijańskiej rewolucji kulturowej w naszym kraju. Mamy więc próby
zniesienia lub w najlepszym wypadku zdegradowania lekcji religii w szkołach,
pojawiają się ataki na finanse Kościoła, zamach na Ordynariat Polowy itp.
Wszystko to jednak ma kontekst o wiele głębszy, gdyż już zapowiada się nowe
ustawodawstwo w sprawie tzw. związków partnerskich, niszczy się media katolickie
na płaszczyźnie instytucjonalnej (przykład: sprawa koncesji cyfrowej dla
Telewizji Trwam).

Quo vadis, Hiszpanio?

Wielu katolików sądzi, że nie ma realnego zagrożenia dla chrześcijaństwa w
Polsce, gdyż kultura naszego Narodu jest do głębi religijna. Pogłębiona diagnoza
problemu domaga się porównań na niwie europejskiej. Wydaje się, że przykład
Hiszpanii, kraju, który ostatnio miałem okazję odwiedzić, jest aż nadto wymowny.
Jest tak choćby dlatego, że to właśnie na byłym premierze Hiszpanii José Luisie
Zapatero wzorują się w swych antyklerykalnych działaniach tacy polscy politycy,
jak Grzegorz Napieralski czy Janusz Palikot.

Trudno wskazać w Europie kraj o głębszych korzeniach katolickich niż
Hiszpania. Około ośmiuset lat walk z najazdem islamskim, organizowanie
olbrzymich misji w Ameryce Łacińskiej, wreszcie potężne plany budowania
globalnej monarchii katolickiej w XVI i XVII wieku – oto wielkie dziedzictwo
hiszpańskie. Zabytki kultury katolickiej tak w mowie, piśmie, jak i w
budownictwie są imponujące. Na każdym kroku widać niezwykle okazałe świątynie,
nazewnictwo ulic i miejscowości ma również głęboko religijny charakter.

Silne środowiska wolnomularskie, poczynając od osiemnastego wieku poprzez
następne stulecia, wprowadziły ten kraj w przestrzeń swoistej wojny kulturowej,
której najbardziej wymownym przykładem była wojna domowa z lat 1936-1939. Czasy
współczesne owocują nie tyle krwawą rewolucją militarną, co równie tragiczną
rewolucją kulturową. Rządy socjalistów wyjałowiły życie publiczne z tradycji
katolickich, a Kościół został zepchnięty do kruchty. Owszem, świątynie są
otwarte dla turystów, ale na nabożeństwach widać garstkę ludzi. Uderzające jest,
że przed świątyniami Madrytu nie widnieją nawet ogłoszenia o godzinach
odprawiania Mszy Świętych; informacje o życiu religijnym zeszły "do podziemia".

Prywatyzacja religii

Miałem okazję w tym miesiącu obserwować obchody rocznicy zamachu na madryckie
metro, które na poziomie państwowym były całkowicie wyzute z elementu
sakralnego. Nie towarzyszyły im uroczystości religijne z udziałem władz, tak jak
w Polsce, organizowano za to minikoncerty muzyki poważnej, bardziej
przypominające pogrzeby przywódców sowieckich z dawnej epoki niż w jakikolwiek
sposób odnoszące się do dziedzictwa chrześcijańskiego. Współczesne
prześladowanie Kościoła nie polega zatem na zakazie chodzenia na Msze Święte,
ale na zepchnięciu go zupełnie w sferę życia prywatnego. Hasło "Religia sprawą
prywatną" skutkuje potężnymi zmianami w kulturze i w prawodawstwie. Z jednej
strony w Hiszpanii mamy demoralizujące lekcje wychowania seksualnego w szkołach,
ustawodawstwo aborcyjne, homoseksualne itp., z drugiej – posuniętą do granic
absurdu ideologię socjalistycznej równości. Objawia się ona w używaniu
proletariackich strojów przez polityków czy naukowców i w specyficznych
relacjach wzajemnych, np. studentów i profesorów. O ile zwracanie się do ludzi
starszych i przełożonych per ty w Polsce jest jeszcze obyczajowo
niedopuszczalne, o tyle w Hiszpanii praktycznie wszyscy studenci zwracają się do
profesorów po imieniu. Ma to destrukcyjne skutki wychowawcze. Zachwiana
hierarchia powoduje zanik wymagań wychowawczych. Młodzi ludzie potrzebują w
starszym pokoleniu widzieć autorytety, a nie "kolegów". Powszechna w całej
przestrzeni życia publicznego formuła równości i fraternizowania się likwiduje
hierarchię i autorytety, również autorytety kościelne.

Zatem kultura stała się w tym katolickim niegdyś kraju po prostu laicka. W
jednym z madryckich kościołów w centrum miasta na niedzielnej Mszy Świętej o
godz. 10.00 naliczyłem 30 osób (wraz z turystami). Msza cicha, bez organów, bez
ministrantów. Dwie godziny później mecz Atletico Madryt zgromadził kilkadziesiąt
tysięcy osób "pielgrzymujących" na stadion całymi rodzinami, a wszystko to w
atmosferze jakby czegoś w rodzaju świeckiego "odpustu" (kramy, rytualne obrzędy
stadionowe itp.). W sklepie klubowym można nabyć książkę o wielce
charakterystycznym tytule: "Biblia Atletico Madryt". Ponieważ w zaniku jest
chrześcijańska obyczajowość w sferze publicznej, a natura nie znosi próżni, mamy
dziś do czynienia z "religią futbolu". Znamiennie brzmią słowa jednego z księży
pracujących w Logro-o, który mówił, że zmaterializowanych, skłóconych
wewnętrznie Hiszpanów najbardziej w ostatnich latach zjednoczył mundial
(Hiszpania została mistrzem świata w piłce nożnej).
Oczywiście nie ma nic złego w umiłowaniu futbolu, ale nie może on zastąpić
religii. Czyż to nie znamienne, że polski rząd wraz z pojawiającymi się od
pewnego czasu atakami na Kościół równolegle pobudował kilka olbrzymich
stadionów? Musimy uważać, ażeby nie zamieniły się one w nowe, ateistyczne
świątynie. Oczywiście, nawet w Hiszpanii obserwujemy jaskółki odrodzenia w
postaci wielotysięcznych rzesz młodzieży na spotkaniu z Ojcem Świętym Benedyktem
XVI w Madrycie czy potężnych manifestacji w obronie życia i rodziny. Nie zmienia
to faktu, że duchowe spustoszenia w katolickiej niegdyś Hiszpanii są ogromne.

Katolicy na stos

Laicyzatorzy polskiego życia publicznego nie mają aż tak łatwego zadania,
przede wszystkim dlatego, że za sprawą głównie Radia Maryja mamy w Polsce
katolickie media. Nawet nasi kibice to w wielu przypadkach ludzie religijni w
klasycznym tego słowa rozumieniu. Nie opustoszały jeszcze polskie kościoły, a na
ulice wychodzą rzesze ludzi w obronie katolickich mediów. Chciałoby się
powiedzieć, że jest to walka fundamentalna. Jeśli katolicy w Polsce dadzą się
skłócić i podzielić oraz pozwolą na wypchnięcie religii z przestrzeni życia
publicznego, walka o Polskę może być przegrana.

Jak już wspomniałem, postacią kluczową dla kręgów wrogich chrześcijaństwu
stał się Janusz Palikot, który zyskał silne poparcie Aleksandra Kwaśniewskiego.
Atencja, z jaką traktowany jest skandalista z Biłgoraja, jasno nam mówi, że
międzynarodowe kręgi lewackie nie widzą już w postkomunistach w rodzaju Leszka
Millera przywódców, którzy dokonają antyklerykalnej rewolucji. Palikot jest o
wiele bardziej dynamiczny i zdeterminowany, by rozpalić w Polsce antykatolickie
stosy. W kręgach politycznych twierdzi się nawet, że kreowany jest on na
przyszłego szefa rządu. Po wchłonięciu elektoratu SLD, po rozbiciu Platformy
(przejęcie kilkunastu posłów PO) może w przyszłości doprowadzić do
przyspieszonych wyborów i stać się liderem nowej lewicy w Polsce, a nawet
premierem. Koalicjantem mogłaby być "odrodzona Platforma" pod wodzą Grzegorza
Schetyny, a wszystko to pod patronatem byłego prezydenta Kwaśniewskiego. Gdzieś
w tle mamy jeszcze silniejszy patronat międzynarodowych kręgów lewackich,
wspierających rewolucję kulturową w Europie, a więc i w Polsce. Zakładając taki
przebieg wydarzeń, można się spodziewać, że skrajnie lewacka władza sięgnie po
rozwiązania prawne porównywalne do najbardziej rewolucyjnych pomysłów
zaczerpniętych wprost z zachodniej Europy.

Scenariusz taki jest prawdopodobny, a ziści się, gdy katolicy w Polsce
pozostaną bierni. Rzeczywistość jasno nam mówi, że czas wiecznego dialogowania
jakby się wyczerpał, że czeka nas trudny okres zmagań z naporem
antychrześcijańskiej kultury. I oczywiście przyszedł czas, gdy trzeba w obronie
zasad protestować na ulicach. Pamiętając, co stało się w wielu chrześcijańskich
krajach Zachodu, nie możemy dopuścić do tego, by rolę pielgrzymek do miejsc
świętych przejęły wycieczki na stadiony, a uroczystości związane z żałobną
zadumą wyrażane były jedynie przez koncerty muzyki klasycznej. Dzień, kiedy
katolicyzm zostałby wypchnięty w Polsce całkowicie ze sfery życia publicznego,
byłby dla nas dniem kulturowej śmierci.

Prof. Mieczysław Ryba
historyk Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu

drukuj