Brakuje na kredyty
Nie minął nawet pierwszy kwartał roku, a już praktycznie nie ma
pieniędzy na dopłaty z budżetu państwa do kredytów preferencyjnych dla rolników.
Dlatego Krajowa Rada Izb Rolniczych domaga się od rządu utworzenia specjalnej
rezerwy celowej na te dopłaty.
Gdy posłowie otrzymali projekt budżetu i potem go uchwalali, wydawało się, że
pieniędzy na dopłaty do kredytów rolniczych jest wystarczająco dużo. Zaplanowano
bowiem ponad 780 mln zł na ten cel. Te pieniądze miały pójść na spłacenie przez
państwo części odsetek od kredytów zaciąganych przez rolników – dzięki temu
kredytobiorca dostaje tanią pożyczkę, którą może wydać np. na zakup ziemi czy
przeprowadzenie niezbędnych inwestycji w swoim gospodarstwie. Kredyty można też
przeznaczać na usuwanie skutków klęsk żywiołowych i odnowienie produkcji rolnej.
Ale jak się okazało podczas posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju
Wsi, z owych 780 mln zł już niewiele zostało. Wiceminister rolnictwa Andrzej
Butra poinformował bowiem, że Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
prawie całą kwotę, bo 769 mln zł, musi zarezerwować na pokrycie zobowiązań
odsetkowych z 2011 roku. Zostało więc zaledwie kilkanaście milionów złotych, co
pozwoliło w tym roku na uruchomienie akcji kredytowej o wartości tylko 230 mln
złotych. To jedynie 10 proc. potrzeb zgłoszonych przez rolników. – Bank może
podpisać tylko tyle umów i na taką kwotę, na jaką pozwalają limity określone
przez ARiMR. Jeśli nie ma pieniędzy z budżetu na dopłaty do oprocentowania, to
bank nie da rolnikowi innego kredytu jak komercyjny – tłumaczy Robert Miłkowski,
pracownik banku. – I teraz mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją, że rolnicy
w większości są odprawiani z kwitkiem – dodaje. Gdyby więc banki miały udzielić
kredytów wszystkim chętnym rolnikom, ARiMR musiałaby zabezpieczyć na ten cel
jeszcze prawie 200 mln złotych. A takich pieniędzy na dopłaty do oprocentowania
nie ma.
KRIR: Potrzebna rezerwa
Z tego powodu samorząd rolniczy, czyli Krajowa Rada Izb Rolniczych, wystąpił
do rządu o utworzenie specjalnej rezerwy, z której finansowano by dopłaty do
kredytów preferencyjnych. Prezes KRIR Wiktor Szmulewicz tłumaczy, że Agencja ma
za mało pieniędzy na wspieranie rolników, a dla wielu z nich preferencyjny
kredyt jest w tej chwili jedynym źródłem finansowania inwestycji w
gospodarstwach. Nie wszyscy rolnicy mogli bowiem skorzystać choćby z pieniędzy
unijnych na zakup maszyn czy inne inwestycje, a nowych naborów w ramach Programu
Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013 już w praktyce nie będzie. – Kredyt
preferencyjny nie jest tak korzystny jak dotacja z PROW, bo tam można było
dostać nawet 50 i więcej procent zwrotu poniesionych nakładów, ale i tak to w
tej chwili najtańszy sposób finansowania rozwoju gospodarstw rolnych. Szkoda
więc, że brakuje na ten cel pieniędzy – mówi nam ekonomista Zbigniew Rusecki.
Eksperci podkreślają też, że dopóki nie zostaną uruchomione pieniądze z nowego
programu unijnego na lata 2014-2020, państwo powinno szukać innych sposobów
wspierania rolnictwa. A szybko to nie nastąpi, bo nawet nie znamy wielkości
budżetu na Wspólną Politykę Rolną w następnym okresie budżetowym UE, nie wiemy
więc, ile pieniędzy na poszczególne działania dostaniemy. Znając doświadczenia z
poprzednich edycji programów unijnych, trzeba się obawiać, że pierwsze transze
pieniędzy inwestycyjnych przeznaczonych na lata 2014-2020 zostaną uruchomione
najwcześniej za trzy lata.
Za co kupić ziemię?
Według KRIR, w najtrudniejszej sytuacji są ci rolnicy, którzy chcieli
zaciągnąć pożyczki na zakup państwowej ziemi od Agencji Nieruchomości Rolnych.
Najpierw bowiem rząd rozbudził w nich nadzieję, bo uzyskał od Komisji
Europejskiej zgodę na udzielenie kredytów preferencyjnych na zakup ziemi do 2013
roku, a teraz okazuje się, że nie ma pieniędzy na to, aby rolnicy mogli pożyczać
z banków pieniądze na ten cel. Jeśli więc nic się nie zmieni, to ten rok dla
wielu rolników będzie stracony, gdyż będą musieli odłożyć plany powiększenia
gospodarstwa. Tym bardziej że Agencja Nieruchomości Rolnych, jak obawia się
Wiktor Szmulewicz, nie będzie chętna sprzedawać rolnikom ziemi na raty, bo w tym
roku ANR ma wpłacić do budżetu ponad 1,5 mld zł z tytułu sprzedaży gruntów. I
może to osiągnąć, jeśli dostanie za ziemię gotówkę w całości, a nie tylko część
pieniędzy, czyli jedną roczną ratę. – Rodzi to obawy rolników, że Agencja nie
będzie chętnie rozkładała zakupu nieruchomości na raty, bo nie będzie mogła
wywiązać się z wykonania dochodów budżetu państwa, a ciąży na tej jednostce
dyscyplina finansów publicznych – tłumaczy Szmulewicz. Tym samym więc wielu
rolników może nie mieć okazji skorzystać z dobrodziejstw lutowego rozporządzenia
ministra rolnictwa w sprawie rozkładania na raty należności z tytułu sprzedaży
nieruchomości z państwowego zasobu zarządzanego przez ANR.
Ministerstwo Finansów nie zajęło jeszcze stanowiska w sprawie wniosku KRIR w
kwestii rezerwy celowej na dopłaty do kredytów preferencyjnych. Za są posłowie z
komisji rolnictwa, także resort rolnictwa chętnie zwiększyłby akcję kredytową,
ale kluczowe będzie zdanie ministra Jacka Rostowskiego. A on akurat niezbyt
chętnie zapatruje się na zwiększanie wydatków w napiętym budżecie państwa.
Krzysztof Losz
