NFZ nie docenia da Vinci
Z prof. dr. hab. med. Wojciechem Witkiewiczem, prezesem Polskiego
Towarzystwa Chirurgii Robotowej, dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala
Specjalistycznego we Wrocławiu, rozmawia Marek Zygmunt
Na początku marca we Wrocławiu rozpocznie się I Międzynarodowy
Kongres Polskiego Towarzystwa Chirurgii Robotowej. Jakie tematy zdominują
obrady?
– Tematyką kongresu są najnowsze standardy postępowania w chirurgii robotowej
w naszym kraju i możliwości ich finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Udział w zjeździe zapowiedzieli także przedstawiciele Funduszu. W obradach
weźmie udział 25 ekspertów z całego świata specjalizujących się w chirurgii
robotowej. Każdy z nich wykonał już ponad tysiąc operacji robotowych, a
niektórzy z nich są twórcami tych procedur operacyjnych. Oprócz wykładów i sesji
specjalistycznych zaplanowaliśmy również bezpośrednie transmisje z przebiegu
operacji robotowych w Stanach Zjednoczonych i w naszym szpitalnym bloku
operacyjnym. Uczestnicy będą mieli możliwość zapoznania się z polskim robotem
chirurgicznym autorstwa zabrzańskiej fundacji prof. Zbigniewa Religi oraz z
najnowocześniejszą kamerą i robotem da Vinci, który będzie podczas kongresu
dostępny dla wszystkich uczestników na warsztatach robotowych.
Nowością tego kongresu będzie udział w nim studentów medycyny wraz z ich
asystentami, którzy w ten sposób będą mogli odbyć ćwiczenia w dyscyplinach
zabiegowych z zakresu chirurgii ogólnej, naczyniowej, onkologicznej,
ginekologii, urologii, kardiochirurgii, transplantologii i skorzystać z
doświadczeń najwybitniejszych ekspertów z całego świata. Jestem przekonany, że
właśnie ten kongres będzie znakomitą okazją do wymiany doświadczeń, porównania
otwartych operacji, operacji laparoskopowych z robotowymi. Cieszę się, że swoje
uczestnictwo w obradach zapowiedziało też wielu biotechnologów oraz studentów
medycyny i biotechnologii. Myślę, że od tego pierwszego spotkania będzie zależał
dalszy rozwój chirurgii robotowej w naszym kraju.
Czym charakteryzują się operacje wykonywane przy użyciu jedynego
dotąd w Polsce, działającego od grudnia 2010 r. w Pana szpitalu robota da Vinci?
– Robot da Vinci umożliwia precyzyjne operacje, szczególnie w trudno
dostępnych miejscach ciała pacjenta. Może być stosowany w operacjach z zakresu
chirurgii ogólnej, naczyniowej, onkologicznej, urologii, ginekologii,
kardiochirurgii i transplantologii. Operacje te charakteryzują się minimalnym
urazem operacyjnym, małą utratą krwi i bardzo szybką rekonwalescencją. Robot da
Vinci umożliwia bezpieczny dostęp do takich miejsc w organizmie, do których do
tej pory wgląd w sposób tradycyjny był bardzo trudny, np. zmiany nowotworowe w
miednicy małej (macica z przydatkami, odbytnica, prostata) czy guz w okolicy
podstawy czaszki. Na świecie niektóre operacje wykonywane są niemal wyłącznie z
użyciem robota da Vinci. Trzeba też podkreślić, że jest to kolejne narzędzie,
które intuicyjnie przedłuża możliwość pracy rąk chirurga. Robot nie operuje – to
właśnie chirurg operuje przy jego wykorzystaniu. Robot jest zestawem narzędzi
pracujących na platformie, co zwiększa precyzyjność działań chirurga.
Narodowy Fundusz Zdrowia mimo to nie chce refundować operacji z
wykorzystaniem tego robota.
– Jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym żadna z tych procedur nie jest
refundowana ani dofinansowana. Belgowie obliczyli, że operacja robotowa jest o 1
tys. 400 euro tańsza od otwartej i laparoskopowej. Uwzględnili w tym kontekście:
skrócony czas pobytu chorego w szpitalu, minimalne zużycie krwi, mniejszą liczbę
powikłań septycznych, zakażeń, szybszy powrót do pracy, a więc krótsze okresy
zwolnień lekarskich i okresowych rent. Tam liczy się koszt wyleczenia chorego, a
nie koszt procedury, czyli samej operacji. Takie myślenie nie może się w nas
jeszcze przebić.
Od samego początku czyniłem starania o refundację tych operacji przez
Narodowy Fundusz Zdrowia. Kilkakrotnie prosiłem o spotkanie w tej sprawie
ówczesną minister zdrowia Ewę Kopacz. Rzecznik resortu zdrowia tylko za
pośrednictwem mediów zapewniał, że jego szefowa oraz prezes NFZ zamierzają
rozmawiać ze mną na ten temat, ale do żadnych kontaktów nie doszło. Nie wiem,
jak do tej sytuacji podejdzie obecne kierownictwo ministerstwa, ponieważ Andrzej
Włodarczyk, który osobiście obserwował w naszym szpitalu operacje robotowe, nie
jest już wiceministrem…
Ile operacji udało się dotąd wykonać we Wrocławiu za pomocą robota?
– Do chwili obecnej wykonaliśmy 64 operacje robotowe. Koszty tych zabiegów
wahają się w granicach od 10 tys. zł do 30 tys. złotych. Mogliśmy je
przeprowadzić tylko dzięki dotacjom z Urzędu Marszałkowskiego Województwa
Dolnośląskiego, grantom naukowym i środkom finansowym pochodzącym od sponsorów,
m.in. Fundacji KGHM Polska Miedź, o które sami zabiegamy. Zamiast spokojnie
leczyć, muszę "kombinować", jak zapewnić ciągłość operacji i szkoleń. Borykam
się nie tylko z brakiem środków finansowych, ale i wyspecjalizowanej kadry
medycznej.
Aby chirurg sprawnie posługiwał się robotem da Vinci, musi z jego pomocą dużo
operować. Żeby kształcić następnych lekarzy w tym zakresie, powinien wykonać
minimum 100 operacji. Szkolenie z posługiwania się robotem da Vinci jest bardzo
intensywne, żmudne i wieloetapowe. Wymaga ciągłej pracy, nabierania wprawy i
doświadczenia. Każda przerwa grozi utratą nabytych umiejętności. A to z kolei
wpływa na kolejne koszty, bo aby chirurg mógł operować, muszą być pieniądze na
operacje. A ich niestety nie ma. Słowem – mamy do czynienia z błędnym kołem, bo
moi współpracownicy chcą operować, pacjenci chcą być operowani, tylko brakuje
środków na refundację.
Pacjenci mogą sami zapłacić za operacje robotowe?
– Nie pozwalają na to obowiązujące w naszym kraju przepisy. Jadą więc np. do
Paryża, Berlina, Pragi, a nawet do Stanów Zjednoczonych i są tam bez żadnych
problemów operowani. Płacą za to więcej niż w Polsce. A trzeba do tego doliczyć
także koszty wyjazdów na konsultacje pooperacyjne.
Dziękuję za rozmowę.
