Ludzi przyciąga prawda, nie „strategia”
Z ks. kard. Raymondem Leo Burke´em, prefektem Najwyższego Trybunału
Sygnatury Apostolskiej, rozmawia Agnieszka Żurek
W przemówieniu na otwarcie w Rzymie międzynarodowego kongresu
bioetycznego "Granice życia" Eminencja nazwał skandalem milczenie chrześcijan
wtedy, kiedy powinni reagować.
– Tak. Dzisiaj zbyt wielu ludzi akceptuje manipulacje wokół życia ludzkiego bądź
też uważa, że nic nie może zrobić w tej sprawie i że jest ona beznadziejna.
Wiele osób milczy właśnie z powodu poczucia bezsilności. Prowadzi to do
sytuacji, w której głos Kościoła w obronie życia staje się coraz słabiej
słyszalny. Oczywiście, Kościół mówi głosem swoich hierarchów, liczy jednak także
na świadectwo osób świeckich. Jest wiele pól ludzkiej aktywności, na których
mogą one dawać świadectwo – wymieńmy tutaj chociażby zawód lekarza czy prawnika.
W tych dziedzinach dochodzi tymczasem do strasznych sytuacji.
Jak Ksiądz Kardynał widzi tu rolę katolickich środków społecznego
przekazu?
– Katolickie media powinny mieć świadomość swojej szczególnej misji. Używacie
tych samych narzędzi, co inne środki masowego przekazu, ale macie misję
szczególną, ponieważ macie być głosem Chrystusa i Jego Kościoła. Nie możecie
zwyczajnie naśladować tego, co mówi świat, i iść z prądem wyznaczanym przez
decydentów danej epoki. Mogę mówić tylko o sytuacji w Stanach Zjednoczonych,
ponieważ znam ją najlepiej. Media w USA w przeważającej mierze popierają
aborcję, eutanazję i antykatolicki styl życia. Wy tymczasem musicie użyć
najlepszych instrumentów i wykorzystać maksimum swoich możliwości, aby być
głosem Chrystusa i Jego Kościoła.
W swoim wystąpieniu Eminencja wspomniał także o konieczności modlitwy za
polityków. Zgodzi się Ksiądz Kardynał z tezą, że żyjemy obecnie w dziwnej
sytuacji, kiedy to działania podejmowane w celu wcielania w życie wartości
chrześcijańskich nie tylko nie są wspierane, ale bywają wręcz niszczone przez
rządy niektórych państw?
– To prawda. Dzieje się tak na przykład w Stanach Zjednoczonych. Modląc się za
rządzących, realizujemy ewangeliczną zasadę modlitwy za naszych wrogów. Straszne
jest mówienie, że rząd może być naszym wrogiem, ale tak niestety się zdarza.
Rząd Stanów Zjednoczonych na przykład nakłada na organizacje, instytucje i na
indywidualne osoby obowiązek finansowania tego, co jest niemoralne –
antykoncepcji, aborcji czy zabiegów sterylizacji. W amerykańskim społeczeństwie
rodzi się jednak przeciwko temu dość silny opór. Protestują lekarze, prawnicy,
bardzo ważne jest także, aby głos księży biskupów w tych kwestiach był silny i
słyszalny. Nie możemy akceptować tego, co się dzieje. Inną bolesną kwestią jest
to, że zdarza się, iż osoby uważające się za katolików w debatach publicznych
zajmują stanowisko przeciwne nauczaniu Kościoła.
Rozmawialiśmy o "cichych katolikach". Trzeba powiedzieć także o tych "głośnych",
którzy publicznie występują przeciwko Kościołowi. Uważają oni, że wiara jest ich
sprawą prywatną i w życiu publicznym mogą nie przestrzegać jej zasad. Takie
zachowanie jest niedopuszczalne. To poważny problem, na przykład w Stanach
Zjednoczonych. Wielu polityków utrzymuje, że są katolikami – za katolika uważa
się na przykład wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, który popiera wszystkie te
moralnie niedopuszczalne procedery. Nierzadko dochodzi do absurdalnych wręcz
sytuacji. Dzisiaj dowiedziałem się na przykład, że była rzecznik Izby
Reprezentantów Nancy Pelosi ogłosiła, iż Kościół zmienił swoje nauczanie co do
antykoncepcji. To śmieszne.
Jak znaleźć wyjście z takiej sytuacji?
– Jeśli istnieje jasny i spójny głos mówiący prawdę, wielu ludzi zaczyna ją
przyjmować. Śmieszne są różne padające pod adresem Kościoła propozycje, aby
zmienił on swoje nauczanie.
Eminencja miał odwagę zająć taką właśnie konsekwentną postawę – na
przykład odmawiając udzielania Komunii Świętej politykom popierającym aborcję,
in vitro.
– Tak. Niektórzy księża biskupi mówią: "Naszą rolą jest jedynie nauczanie".
Jeśli jednak udzielasz Komunii Świętej ludziom, którzy uczą czegoś dokładnie
przeciwnego, którzy są zgorszeniem, inni ludzie, patrząc na ciebie, myślą: "Cóż,
on nie traktuje swojego nauczania poważnie". Kilka lat temu w Stanach
Zjednoczonych pojawiło się kilku polityków popierających aborcję i za każdym
razem, kiedy odbywała się większa uroczystość kościelna – na przykład ingres
biskupa Waszyngtonu czy Austin – magazyn "Time" zamieszczał na swoich łamach
zdjęcie któregoś z tych polityków w chwili, kiedy nuncjusz apostolski udzielał
mu Komunii Świętej. Nie winię tu nuncjusza, niby w jaki sposób mógłby znać tych
wszystkich polityków. Biskup danego senatora powinien jednak powiedzieć mu:
"Niech się pan zastanowi, co pan robi. Proszę mieć szacunek dla Kościoła. Jeśli
nie zgadza się pan z jego nauczaniem, niech pan nie przystępuje do Komunii
Świętej".
Zadałam to pytanie, ponieważ z podobną sytuacją spotykamy się w Polsce.
– Obawiam się, że podobnie jest na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych księża
biskupi na przykład nie są poddani dyscyplinie w tej kwestii. W USA obecnie
borykamy się z jeszcze innym problemem – katolickie stowarzyszenia ubezpieczeń
medycznych i katolickie placówki zdrowotne, w których pracuje sporo osób stanu
zakonnego, ale także katolicy świeccy, popierają linię rządu, a sprzeciwiają się
biskupom. Tymczasem trzeba powiedzieć jasno, że zajmując pozycje stojące w
sprzeczności z prawem moralnym i z nauczaniem Kościoła, nie możesz się już
uważać za katolika. Te osoby tymczasem deklarują, że są katolikami, mimo że nie
słuchają głosu biskupów. To jest bardzo dziwna sytuacja.
Co Eminencja sądzi o wysuwanym często postulacie "otwarcia" Kościoła i
"złagodzenia" jego nauki po to, żeby "przyciągnąć młodych ludzi"?
– To nie działa. Na przykładzie Stanów Zjednoczonych mogę powiedzieć, że to tak
zwane otwieranie się na świat i akceptowanie błędnego sposobu myślenia i
antykatolickich zachowań doprowadziło do zmniejszenia się liczby ludzi
uczestniczących w niedzielnych Mszach Świętych i przystępujących do sakramentów.
Jest wręcz odwrotnie – znam wielu młodych ludzi, których bardzo przyciąga
tradycyjny ryt odprawiania Mszy Świętej. Znam też wielu młodych ludzi ogromnie
spragnionych poznania nauczania Kościoła – jego silnego i jasnego przekazu. To
prawda przyciąga ludzi, a nie jakieś próby stosowania tej czy innej "polityki"
czy "układania się" ze światem.
Młodzi ludzie są czasem zmęczeni rozrywką i mają jej dość. Nie szukają
jej w Kościele i nie oczekują, że Kościół im ją zapewni i że będzie w tej
dziedzinie konkurować ze "światem". Jest, zdaje się, wręcz odwrotnie.
– O, tak. Sam Ojciec Święty napisał w liście do księży biskupów o tym, że ludzi
tak bardzo przyciąga Msza Święta odprawiana w tradycyjnym rycie i tradycyjne
formy liturgii kościelnej, ponieważ doświadczyli już zbyt wielu nadużyć, które
mogą okazać się wręcz ponad ludzką wytrzymałość.
Dziękuję za rozmowę.
