Klich i Klich badają TAWS
Żaden z trzech opublikowanych stenogramów rozmów z kokpitu Tu-154M nie
zawiera komend głosowych systemu TAWS informujących o osiągniętej przez samolot
wysokości. Skąd zatem Bogdan Klich, były minister obrony, czerpał informacje o
ich istnieniu?
W znanych opinii publicznej stenogramach rozmów z kokpitu samolotu Tu-154M,
który uległ katastrofie 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, nie ma zapisów
świadczących o tym, że system TAWS podawał załodze aktualną wysokość samolotu.
Tymczasem z ujawnionego niedawno nagrania rozmowy pomiędzy Edmundem Klichem a
Bogdanem Klichem wynika, że były minister obrony "wysłuchał osobiście" i ma
"stuprocentową pewność" co do tego, że w dniu katastrofy "system ostrzegania o
zbliżaniu się do ziemi najpierw sygnalizował wysokość: "ground sixty meters,
ground fifty meters, ground fourty meters" (…), potem zaczął, że tak powiem,
wypuszczać komunikaty "pull up, pull up", a potem się rozdzwonił".
Słuchając tych rewelacji, Edmund Klich nie protestował. Ale też nie miał
powodów, bo przyznał się ministrowi, że nie bardzo jeszcze wie, jak wyglądały
ostatnie chwile lotu tupolewa. – Nie słuchałem czarnych skrzynek, to znaczy wiem
mniej więcej – tłumaczył były polski akredytowany przy MAK.
Przebieg tej rozmowy skłonił Konrada Matyszczaka, byłego żołnierza i
wojskowego kontrolera lotu, do złożenia w prokuraturze zawiadomienia o
możliwości popełnienia przestępstwa. – Postanowiłem złożyć zawiadomienia do
prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z wypowiedzią
ministra Bogdana Klicha dotyczącą "automatycznie generowanych" komunikatów TAWS
o wysokości samolotu nad ziemią – mówi Matyszczak. W zawiadomieniu wskazuje, że
tych słów brakuje w ujawnionych zapisach stenogramów z kokpitu i wnosi o
ustalenie, skąd biorą się te różnice i "jakie nagranie rozmów załogi Tu-154M
słyszał, jakie stenogramy z nagrania CVR czytał lub o jakiej zawartości został
poinformowany minister Bogdan Klich".
Matyszczak zastanawia się, czy w całej sprawie nie doszło do poświadczenia
nieprawdy lub niedopełnienia obowiązków przez ministra Klicha oraz osoby, które
przekazywały mu informację na temat zapisu CVR z Tu-154M. Chce też sprawdzenia
"wszystkich pozostałych osób, które świadomie lub nieświadomie (nie dopełniając
swoich obowiązków) mogły poświadczyć nieprawdę w sprawie badania i
przedstawiania zawartości czarnej skrzynki". Zawiadomienie zostało przesłane do
dwóch prokuratur: Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Prokuratury
Okręgowej Warszawa-Praga, oraz do prokuratora generalnego. Ostatecznie, według
właściwości, trafiło ono do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście.
Czy rzeczywiście Bogdan Klich mógł słyszeć takie komunikaty TAWS? Zapytaliśmy
o to pilota, który latał w specpułku na tupolewach. – Ten system informuje o 500
stopach: "five hundred". A komunikat wydawany jest przez głośnik w kabinie,
innych komunikatów nie ma – stwierdza.
Taką ocenę potwierdza analiza TAWS z pokładu Tu-154M przeprowadzona przez
producenta tego urządzenia. Opinia ta znajduje się w załączniku czwartym do
raportu komisji ministra Jerzego Millera. Wynika z niej, że urządzenie mogło
wydać głosową informację o wysokości (radiowej) w trzech sytuacjach: 2450, 600 i
500 stóp. Ale wszystkie te opcje były 10 kwietnia 2010 roku nieaktywne.
TAWS mógł też zostać zaprogramowany na wywołanie innego ostrzeżenia na
wysokościach z przedziału 2000-10 stóp (przy czym poniżej 1000 stóp nastawy
występują z rozdzielczością 100 stóp, a poniżej wysokości 100 stóp – co 10
stóp). Jednak i te funkcje – poza 500 stóp – były nieaktywne. 500 stóp to około
150 m i o ile w stenogramach można próbować przypisać do tej wysokości któryś z
kolejnych komunikatów TAWS "terrain ahead", to nie ma w nich żadnego śladu
komunikatu informującego głosowo o wysokości samolotu – zresztą zgodnie z
ustawieniem TAWS.
Inny z pilotów, nadal służący w Siłach Powietrznych, zauważył, że liczba
komend podawanych przez TAWS w zależności od wersji urządzenia może nieco się
różnić oraz że TAWS może pobierać informacje o wysokości z różnych źródeł – z
radiowysokościomierza lub wysokościomierza barometrycznego.
TAWS w "101" prawdopodobnie (bo brakuje dokładnej informacji na temat sposobu
spięcia systemów sowieckich i amerykańskich) współpracował z
radiowysokościomierzem. Jeśli zatem miałby nawet podawać wysokość w metrach –
jak twierdzi Klich – to komendy te nałożyłyby się na odczyty nawigatora, który
podawał wysokość w języku polskim. Jeśli jednak minister słyszał 50, ale stóp,
to samolot byłby wówczas zaledwie 15 m nad ziemią, a w tym momencie system –
używając nomenklatury Bogdana Klicha – już dawno by się "rozdzwonił".
Można by też założyć, że TAWS czerpał informację z przestawionego
wysokościomierza barometrycznego. Jednak idąc tym tropem, komunikaty cytowane
przez Klicha nie pojawiłyby się w ogóle, bo wskazania byłyby zawyżone o mniej
więcej 160 metrów.
Co zatem słyszał minister Klich? Sam autor zawiadomienia rozważa dość
radykalne możliwości wyjaśnienia całej sytuacji. Jeśli bowiem Bogdan Klich
faktycznie słyszał oryginalny zapis z komunikatami TAWS, to przekazane stronie
polskiej kopie musiałyby być zmanipulowane. Zmiana mogła też iść w drugą stronę
– tzn. wysokość czytał nawigator, ale było tam "coś do ukrycia" i pierwsze
nagranie przekazane do Polski zawierało odliczanie TAWS, a następnie zostało
podmienione na to znane nam ze stenogramów. Trzecia wersja Konrada Matyszczaka
zakłada, że w oryginale nie ma w ogóle odliczania, a wersja z TAWS została
zaprezentowana Klichowi "roboczo", a w tym czasie znana nam wersja z nawigatorem
była jeszcze preparowana. Tu jednak trzeba pamiętać, że Instytut Ekspertyz
Sądowych z Krakowa nie miał wątpliwości co do zgodności zapisu z oryginałem i
nie stwierdził prób ingerencji w zapis CVR.
Jednak piloci, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik", widzą znacznie łatwiejsze
wyjaśnienie całej sprawy: brak wiedzy. – Być może minister Klich słuchał innych
nagrań albo w ogóle nie miał do nich dostępu, ale znał je tylko z relacji osób
trzecich. A może źle doradzał mu ktoś znający rzeczywistość lotniczą, ale nieco
inną niż panującą w specpułku? Na pewno z rozmowy obu panów Klichów widać, że
pan minister był już wprowadzony w temat i miał własną wizję przebiegu
katastrofy. Ale nie zapominajmy, że nie jest on ekspertem w tej dziedzinie i
pewne rzeczy mogły mu się zwyczajnie pomieszać – zaznaczył były pilot, niegdyś
dowódca Tu-154M.
Marcin Austyn
