Rośnie stopień zagrożenia

Z nowym zagrożeniem muszą się liczyć polscy żołnierze na misji w
Afganistanie. Chodzi o coraz częstsze ataki żołnierzy i policjantów afgańskich
na siły koalicji.

Choć na razie do ataków nie doszło na terenie, na którym operuje polski
kontyngent, Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych wydało zarządzenia operacyjne, by
zwracać większą uwagę na zachowanie osób, które szkolimy. O przybierającym na
sile, niepokojącym zjawisku ataków żołnierzy i policjantów afgańskich na siły
koalicji poinformował posłów sejmowej Komisji Obrony Narodowej gen. Mieczysław
Cieniuch, szef Sztabu Generalnego WP, na posiedzeniu poświęconym funkcjonowaniu
kontyngentów wojskowych w misjach poza granicami. – Do zjawiska nienowego, ale
nasilającego się, należą ataki żołnierzy i policjantów afgańskich na żołnierzy
koalicji. Ostatnio zaobserwowaliśmy taki incydent w kontyngencie francuskim, w
wyniku czego śmierć poniosło czterech żołnierzy francuskich, a kilkunastu
odniosło poważne rany – mówił gen. Cieniuch. Informację tę potwierdza w rozmowie
z "Naszym Dziennikiem" ppłk Mirosław Ochyra, rzecznik Dowództwa Operacyjnego Sił
Zbrojnych. – Zdarzało się w ostatnim czasie, na przełomie roku, że ci, których
szkoliliśmy – mówię ogólnie o siłach ISAF – otwierali do nas ogień. Ginęli
żołnierze amerykańscy i innych narodowości. Czterech Francuzów zginęło w wyniku
otwarcia ognia przez Afgańczyków, których szkolili – podkreśla Ochyra.

Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych wydało specjalne zarządzenia operacyjne
obligujące do zwracania większej uwagi na zachowanie Afgańczyków szkolonych
przez polskich żołnierzy. – Jeśli chodzi o polski kontyngent, to takiego
incydentu do tej pory nie było. I miejmy nadzieję, że nie będzie. Podjęliśmy
wszelkie środki ostrożności dotyczące przeprowadzania wspólnych operacji czy
nawet codziennego szkolenia realizowanego wspólnie ze stroną afgańską – zapewnia
rzecznik Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych.

Żołnierze służący na 10. zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w
Afganistanie potwierdzają, że nie spotkali się do tej pory z przypadkiem agresji
ze strony szkolonych przez nich Afgańczyków. – Z policjantami i żołnierzami
afgańskimi, z którymi współpracujemy, nigdy nie mieliśmy problemów – relacjonują
nasi rozmówcy. Twierdzą jednak, że nie dostali żadnych wskazówek, w jaki sposób
mają zmodyfikować szkolenie. I co robić, by uprzedzić ewentualny atak. – W żaden
sposób nas na te rzeczy nie uczulano, nie mamy też żadnych instrukcji, jak ich
szkolić – podkreśla żołnierz.

Wycofanie – newralgiczny moment

– Mimo że na razie tego rodzaju zdarzenia nie dotykały żołnierzy naszego
kontyngentu, mamy i staramy się mieć na bieżąco absolutnie wszystkie możliwe
informacje na temat zjawisk, które w ogóle dotyczą operacji w Afganistanie.
Chcemy wiedzieć również, co dzieje się we wszystkich zespołach, które zajmują
się szkoleniem policjantów czy armii afgańskiej, również w kontekście tego, że
nasza misja niebawem zmieni swój charakter na szkoleniowo-stabilizacyjną – mówi
płk Andrzej Wiatrowski, rzecznik Sztabu Generalnego WP. Zdaniem Dariusza Seligi
(PiS), członka sejmowej Komisji Obrony Narodowej, przypadki otwierania ognia
przez Afgańczyków do żołnierzy koalicji to efekt wyraźnego sygnału politycznego
o wycofaniu wojsk koalicji z tego państwa. W opinii posła, zawodzi też
nieszczelny system doboru ludzi do afgańskich sił policyjnych i wojskowych, co
powoduje, że ich szeregi penetrują talibowie. – Zjawisko to nasila się w związku
z wyjściem wojsk. Wiadomo, że ma być zmiana formuły misji z operacyjnej na
bardziej szkoleniową. Uważam, że błędem było samo eksploatowanie przez
prezydenta Komorowskiego w kampanii wyborczej hasła o jak najszybszym wyjściu z
Afganistanu. To był pewien sygnał dla sił afgańskich, które jednak monitorują
to, co się dzieje na świecie – komentuje Seliga.

W jego opinii, istnieje poważna obawa, że z atakami Afgańczyków na żołnierzy
polskiego kontyngentu trzeba będzie się liczyć w momencie rozpoczęcia akcji
przekazywania odpowiedzialności za prowincję Ghazni siłom afgańskim.

Panaceum poseł upatruje we wzmocnieniu kontrwywiadu wojskowego, który pracuje
na misji. – Według mnie, to najprostsza i najsensowniejsza droga, żeby uniknąć
tego typu incydentów, musimy wspomóc nasze wojska służbami specjalnymi. Gdy
zmieni się formuła misji, takie służby będą nam bardzo potrzebne – podkreśla
poseł. – Oczywiście można też liczyć na koalicjantów, ale to kosztuje.
Koalicjanci twierdzą, że za bezpieczeństwo się płaci. To będzie też chyba dla
nas, jako kraju, duży problem, bo chyba pierwszy raz w historii będziemy stali
przed pytaniem, czy mamy składać się na obcą armię. To będzie poważne wyzwanie
dla polityków i wojskowych – kwituje Seliga.

Piotr Czartoryski-Sziler

drukuj