Swawola wypowiedzi
Aktualny etap pacyfikacji Radia Maryja i Telewizji Trwam ma nie tylko
znanych zleceniodawców, patronów i wykonawców, ale sojusznika w rozpanoszonych
naszych wadach narodowych – niezabliźnionych ranach po stuleciach rozbiorów,
wojen i okupacji. Przyzwyczaili się zatem niektórzy do życia z kneblem na
ustach, a najpierw spora część polskich środowisk naukowych, która jak dotąd nie
zareagowała na prostackie i jawne łamanie w naszym kraju elementarnego prawa do
wolności wypowiedzi, prawa na miarę rozumności człowieka.
Pewnie zaciąży to milczenie na polskiej nauce, tak samo jak to się stało za
przyczyną kolaboracji z władzą ludową w PRL. Filozofia mogła powstać w
starożytnej Grecji najpierw dzięki tamtejszej swobodzie politycznej, czyli
przede wszystkim dzięki swobodzie wypowiedzi i swobodzie dostępu do tej
wypowiedzi. Perykles, charakteryzując potęgę duchową demokratycznych Aten, które
kierują się "zasadą wolności", chlubił się, że "nie zdarza się, żebyśmy wydalali
cudzoziemców i nie pozwalali komuś uczyć się u nas albo patrzeć na coś, co
mogłoby się przydać naszym wrogom". Jednak przede wszystkim demokracja ateńska
pielęgnowała wolność słowa, bo "nie stoimy na stanowisku, że słowa szkodzą
czynom, lecz że najpierw trzeba się dać pouczyć słowom, zanim się do czynów
przystąpi". U nas nawet część polskiego świata nauki milczy w obliczu blokowania
w III RP swobody wypowiedzi na multipleksie. Można jednak odnieść wrażenie, że
te same kręgi gotowe są do upadłego bronić swawoli wypowiedzi praktykowanej
przez rozmaitych wpływowych krzykaczy, niszczących społeczne zaufanie do
wszystkich, którzy coś dobrego chcą u nas zrobić. Pierwowzorem tych swawolników
był Tesyt z "Iliady" Homera, ostatni na polu bitwy o dobrą sprawę, ale "człek
wielomownej gęby, z niesfornym językiem", podburzający Greków przeciwko
Agamemnonowi, wodzowi wyprawy na Troję.
Ale upartyjnianie, ograniczanie swobody wypowiedzi kosztem poszukiwania
prawdy grozi nam wszystkim. Gotowi jesteśmy nieraz do upadłego wykazywać fałsz i
zwodzenie przeciwnikom, a zaniedbujemy w tym względzie przyjaciół i bliskich.
Rosnąć może w ten sposób bez przeszkód poczucie własnej satysfakcji, pomaga się
przeciwnikom przezwyciężyć jakiś błąd lub słabość, co może nawet poszerzyć grono
przyjaciół, zgodnie z zasadą: "Upomnij mędrca, a znajdziesz przyjaciela". Nade
wszystko trzeba jednak dbać o prawdę dla aktualnych przyjaciół. Czyżbyśmy nie
byli zainteresowani życzliwym dostarczeniem im właśnie prawdy, jeśli gdzieś się
z nią mijają? Czyżby dla przyjaciół należało mieć tylko piękne uśmiechy i
pytania o pogodę, a nade wszystko wspólne pożeranie jakiejś owieczki w wilczej
skórze?
Bystrzy obserwatorzy tego zjawiska mogą zatem nabrać przekonania, że
stosujemy kryteria selekcji "klasowej" w opisywaniu i ocenianiu wspólnych dla
naszego świata wydarzeń. Ta wybiórczość prawdy z "prawdoczynnością" nie ma nic
wspólnego. Trudno zatem przemilczeć fakt, że z prawicowego portalu otrzymaliśmy
ostatnio zaproszenia na dwa filmy, które to zaproszenia kompromitują…
zaproszonego, jeżeli pozostawi je bez odpowiedzi. Zanim zatem ochłonęliśmy po
zaproszeniu do kina, żeby zobaczyć nowy polski film o życiu prostytutek, już
red. Łukasz Adamski zaprosił na następny (włącznie z linkiem do wyjątkowo
drastycznych scen!), tym razem hagiograficzny, gloryfikujący sodomskie życie A.
Ginsberga, poety bitnika. Z różnych stron dopada nas problem z wolnością i
dyktatem poprawności politycznej. My jeszcze nie musimy podlegać tej
poprawności, ale najpierw trzeba w tym celu zadbać o istnienie Telewizji Trwam
na multipleksie.
Marek Czachorowski
