Ten rok należy do Fryderyka II
W Niemczech trwają obchody 300-lecia urodzin króla Prus Fryderyka II.
Kulminacja obchodów przewidziana jest na wiosnę, gdy 28 kwietnia zostanie
otwarta w dawnej rezydencji króla pruskiego w Poczdamie (Neues Palais) wielka
wystawa pt. "Friederisiko", zorganizowana przez Fundację Pruskich Pałaców i
Ogrodów.
Postaci Fryderyka II poświęcone są również emitowane w tych dniach filmy w
popularnych kanałach telewizyjnych: ARTE oraz w pierwszym programie niemieckiej
telewizji publicznej (ARD). Jeden z najpoczytniejszych niemieckich tygodników "Focus"
ogłosił, że "ten rok należy do Fryderyka Wielkiego".
Już teraz można odnieść wrażenie, że wspomniane obchody służą raczej swoistej
reinterpretacji życia i panowania Fryderyka II, tak aby bilans wypadł dla
Hohenzollerna jak najbardziej pozytywnie. Charakterystyczna pod tym względem
jest wypowiedź premiera Brandenburgii Matthiasa Platzecka (SPD), który
nawiązując do obchodów współorganizowanych przez jego land, stwierdził: "dla
mnie Fryderyk jest związany z epoką oświecenia w Europie, z innowacjami oraz –
czego nie wolno zapomnieć – z tolerancją. Dla mnie bardzo ważne jest to, że
Fryderyk poprzez pozbawioną uprzedzeń postawę inspirował i wspierał rozwój
społeczny. Poszukiwał wymiany myśli z uczonymi oraz intelektualistami z całej
Europy. Inspirował się ich myślami. W ten sposób kulturalny i gospodarczy rozwój
Prus zyskiwał wsparcie. Tak, wiem o wojnach Fryderyka i jego podbojach, o jego
cynizmie z późnych lat, a więc jego "czarnych" stronach. Ale dla mnie jest on
przede wszystkim reformatorem".
To bardzo charakterystyczne słowa szefa rządu w jednym z większych landów
niemieckich, reprezentanta partii, która – jeśli wierzyć sondażom – ma realne
szanse przejąć władzę w Niemczech po najbliższych wyborach. Zauważmy jednak, że
taka europejsko-oświeceniowo-tolerancyjna interpretacja panowania Fryderyka II
ogranicza się nie tylko do naszych zachodnich sąsiadów. Także u nas jest ona
systematycznie upowszechniana (por. organizowane niedawno we Wrocławiu
rocznicowe obchody wcielenia Śląska do Prus przez Fryderyka II w 1740 r.).
Fryderyk II to z pewnością postać nietuzinkowa, najwybitniejszy z
Hohenzollernów panujących w Berlinie i Królewcu. Wybitny wódz, zdolny
administrator, autor traktatów politycznych i historycznych, twórca poezji
regularnie korespondujący z Wolterem, d´Alembertem oraz innymi reprezentantami
oświeceniowych elit intelektualnych. To prawda, ale nie cała. Jak pisze
Stanisław Salmonowicz, współczesny polski biograf Fryderyka II: "Bogiem
Fryderyka było państwo pruskie. W polityce zaś był zawsze twardy, bezwzględny,
zdolny do każdej dwuznaczności, do każdej moralnie wątpliwej akcji, jeżeli była
korzystna dla państwa. (…) Dyplomację – podobnie jak czyniła to większość
innych mężów stanu epoki – traktował jako sztukę oszukiwania wszystkich".
Władysław Konopczyński w swoim dziele "Fryderyk Wielki a Polska" zauważył
natomiast, że "starczyło mu [Fryderykowi II] mądrości na to, aby podważyć
wszelkie dogmaty religijno-moralne, za mało jej było do zbudowania własnego
systematycznego poglądu na byt". Nawiązując zaś do destrukcyjnego sposobu
wychowania stosowanego wobec przyszłego Fryderyka II przez jego ojca, Fryderyka
Wilhelma I ("wychowanie" polegało na ciągłym okładaniu kijem Kronprinza, a po
jego nieudanej próbie ucieczki osadzeniu go na jakiś czas w twierdzy
kostrzyńskiej), które zaowocowało wpojeniem w charakter przyszłego władcy
dwulicowości, ten sam historyk pisał, że stała się ona w ten sposób "jego drugą
naturą".
Wolderyk, czyli miłość salonu
A jednak "złota legenda" Fryderyka II trwa i nie wykazuje oznak słabnięcia.
To jest dowód jednego z największych, ponieważ najtrwalszych zwycięstw króla
Prus – zwycięstwa wizerunkowego. Jak pisał niegdyś znakomity francuski historyk
i pisarz polityczny Jacques Bainville, Fryderyk II największe sukcesy odnosił
bynajmniej nie na polach bitew (bo tutaj zdarzały mu się bolesne porażki), ale
na francuskich oświeceniowych salonach. Na to zwycięstwo w pocie czoła i wcale
nie za darmo pracował przede wszystkim Wolter. Autor "Kandyda" już w 1742 roku –
dwa lata po odebraniu Habsburgom Śląska – obwołał Fryderyka "Wielkim". Następne
lata to prawdziwy "kult jednostki" uprawiany przez Woltera, głoszącego wszem i
wobec walkę z "przesądami" (czytaj: z chrześcijaństwem). Wolter był
najgłośniejszym, choć nie jedynym głosem wśród chóru chwalącego każdy podbój i
każdą wiarołomność popełnioną przez króla Prus.
Oświeceniowy salon odnalazł w osobie Fryderyka II idealnego "króla-filozofa",
przy czym w rozumieniu oświeceniowców słowo "filozofia" było równoznaczne z
ateizmem. Rzeczywiście, Fryderyk stracił wiarę na długo przed wstąpieniem na
tron. Królewskie panowanie pojmował przede wszystkim jako skuteczne zarządzanie
machiną państwową, a przede wszystkim armią i administracją (zwłaszcza
podatkową). Traktował siebie jako "pierwszego urzędnika w państwie", któremu
niepotrzebne są żadne, nawet symboliczne ślady (choćby w postaci przywdziania
korony królewskiej) dawnej – czerpiącej swoje źródła z chrześcijaństwa –
tradycji, że władza pochodzi od Boga. Krótko po objęciu władzy pisał w tym
kontekście do Woltera: "Udaję się do Prus [Księstwa Pruskiego], aby tam odebrać
hołd. Jednak bez naczynia ze świętym olejem i bez tych wszystkich
niepotrzebnych, dziecinnych ceremonii, które wprowadziła niewiedza, a zwyczaj
uprzywilejował".
Desakralizacja władzy królewskiej – to zyskiwało sympatię dla króla Prus
oświeceniowców. Zbliżało ich również "braterstwo lożowe". Od 1738 r. – jeszcze
jako następca tronu – Fryderyk należał do masonerii i mimo zgryźliwych uwag o
wolnomularzach, które niejednokrotnie zawierał w swojej korespondencji (nikt
zresztą nie był oszczędzony!), całkiem oficjalnie ogłosił się "wielkim
protektorem" wszystkich lóż działających na obszarze jego monarchii. W
dokumencie promulgującym w 1777 r. tę decyzję Fryderyk II uzasadniał ją słowami:
"Jest to bowiem chwalebne zadanie dla każdego dobrego władcy i nigdy nie
zaprzestanę go wypełniać".
Oświeceniowcy w salonach i lożach (zasadniczo skład był identyczny) odwdzięczali
się, jak mogli, żyrując każdy akt politycznej i wojskowej agresji Fryderyka II.
Tym chętniej to czynili, że dotyczyła ona państw katolickich: Austrii
Habsburgów, której Prusy odebrały Śląsk, oraz Rzeczypospolitej, której w I
rozbiorze zrabowały Pomorze Gdańskie, Warmię oraz okręg nadnotecki (1772).
Rozbiór Polski, w dużej mierze zainicjowany przez Hohenzollerna, spotkał się
wręcz z euforyczną reakcją Woltera, który pisał do króla Prus: "Powiadają, że
rozbiór Polski to dzieło Waszej Królewskiej Mości. Wcale się nie dziwię, bo to
rzecz genialna".
Czy Fryderyk II był "niemieckim królem"?
Dziewiętnastowieczna historiografia pruska rozpisująca się o "niemieckim
powołaniu Prus" uczyniła z Fryderyka II niemal prekursora zjednoczenia Niemiec,
który torował niejako drogę Bismarckowi. Także propaganda III Rzeszy
inkorporowała Fryderyka II, organizując "dni Poczdamu", propagandowe spektakle
ukazujące Hitlera jako kontynuatora dzieła "Starego Fryca". Także we
wspomnianych wyżej filmach dokumentalnych emitowanych z okazji tegorocznego
jubileuszu Fryderyka II taki sposób widzenia władcy Prus jako "króla
niemieckiego" (jak głoszą tytuły wspomnianych filmów) jest podtrzymywany.
Tymczasem Fryderyk II za swój naturalny język uważał język francuski,
niemczyzną, której fonetykę porównywał do "rżenia chabety", pogardzał, uważając,
że jest to "język gminu". Do końca korespondencja króla Prus w języku niemieckim
była pełna rażących błędów ortograficznych i gramatycznych. Nawet ostatnie słowa
wypowiedziane przez Fryderyka II w 1786 roku na łożu śmierci były wyszeptane w
języku francuskim.
Większość wojen, które toczył Fryderyk II, były to wojny z państwami
niemieckimi – z Austrią oraz Saksonią (wojny śląskie 1740-1744 oraz wojna
siedmioletnia 1756-1763). Złupienie Drezna w 1756 roku przez armię
"króla-filozofa" było nawet jak na ówczesne standardy prowadzenia wojny czymś
niebywałym, jeśli chodzi o bezwzględność. Podobnie jak systematyczne zalewanie
Saksonii zepsutym pieniądzem. Niemieccy mieszczanie z Gdańska drżeli ze strachu
w 1772 r. na samą myśl o tym, że zostaną poddanymi Fryderyka II (wymowne pod tym
względem są pamiętniki Joanny Schopenhauer, matki znanego niemieckiego
filozofa).
Wielkość Prus kosztem Polski
By uniknąć wszelkich ahistoryzmów, należy pamiętać o tym, że Fryderyk II
dążył przede wszystkim do wielkości Prus, a nie Niemiec. Wyrwanie Śląska Austrii
było na tej drodze krokiem milowym. Kolejnym był zabór polskiego Pomorza. Już w
swoim testamencie politycznym z 1752 r. król Prus zalecał w tym celu skubanie
Polski "jak karczocha, listek po listku". By osiągnąć ten strategiczny cel,
władca Prus stosował sprawdzoną przez swoich poprzedników taktykę paraliżowania
państwa polskiego przez rwanie sejmów za pomocą swoich agentów, wszak – jak
pisał – "nie ma nic łatwiejszego od zrywania polskich sejmów". Prawdziwą panikę
w Berlinie wywołały próby "Familii" Czartoryskich ograniczenia podczas
ostatniego bezkrólewia (sejm konwokacyjny z 1764 r.) liberum veto. W latach
1764-1766 Fryderyk II zalewał Petersburg listami alarmującymi, że zniesienie
przez Polaków tej praktyki oznacza powrót Rzeczypospolitej jako liczącego się
gracza politycznego w Europie.
Akcja Fryderyka II okazała się skuteczna. Rosja po 1766 r. przystąpiła do
zdecydowanego paraliżowania wszelkich prób reform w Polsce. Król Prus mógł
odetchnąć i w 1768 r. napisać w swoim kolejnym testamencie politycznym o Polsce
jako kraju "zajmującym ostatnie miejsce wśród narodów Europy". Fryderyk II robił
zresztą wszystko, by stan ten petryfikować. Nie tylko chodziło o popieranie
liberum veto, nie tylko o nakłonienie Rosji do zgody na rozbiór Polski, ale
również chodziło o ekonomiczną eksploatację Polski (zalewanie Polski – i
Saksonii – zepsutą monetą, ustawienie po 1772 r. komory celnej w Kwidzynie
dławiącej polski handel z Gdańskiem, który do 1793 r. nie należał do Prus),
porywanie rekrutów przez pruskich werbowników.
Fryderyk II rzeczywiście nie był niemieckim nacjonalistą w rozumieniu XIX-
czy XX-wiecznym, nie dążył do politycznego zjednoczenia Niemiec, ale zawsze do
wzmocnienia pozycji Prus. Równocześnie jednak nie miał złudzeń, że najlepszym
sposobem jej utrwalenia na zagrabionych polskich ziemiach jest systematyczne
wzmacniania tam żywiołu niemieckiego, co po 1772 r. metodycznie czynił, choćby
za pomocą akcji kolonizacyjnej i restrykcji wymierzonych w polskich właścicieli
ziemskich.
Do tego dochodziła wojna propagandowa, którą rozpętała przeciw Polsce
dyplomacja pruska, wspomagana w tym dziele przez usłużnych wobec
"króla-filozofa" oświeceniowych salonowców. Przypomnijmy, że Rosja i Prusy
podjęły w latach 1766-1768 interwencję w Rzeczypospolitej, która skutecznie
sparaliżowała próby reformy ustroju państwa, pod hasłem tolerancji i obrony
różnowierców (protestantów i prawosławnych) rzekomo prześladowanych w państwie
polsko-litewskim. Rzeczpospolita jako kraj "uciskający mniejszości religijne"
tym bardziej zasługiwała na karę i – jak przekonywał Wolter – była to "rzecz
genialna".
Fryderyk II był wreszcie architektem zbliżenia prusko-rosyjskiego (sojusz z
1762 r.), które okazało się w okresie rozbiorowym fatalne dla Polski, a w latach
1795-1914 sojusz Berlina i Petersburga stał się prawdziwym "kamieniem nagrobnym
rzuconym na Polskę". Dopiero wybuch wojny niemiecko-rosyjskiej w sierpniu 1914
r. zwiastował radykalną (i lepszą dla sprawy polskiej) koniunkturę polityczną
dla Polski.
Bez większej przesady można powiedzieć, że to Rosja pod koniec wojny
siedmioletniej uratowała stojące nad przepaścią Prusy Fryderyka II. Wojska
austriackie i walczący wraz z nimi rosyjscy sojusznicy zajęli już Berlin,
rezerwy finansowe i ludnościowe państwa pruskiego były na wyczerpaniu, a
Fryderyk rozważał (jeżeli wierzyć jego listom) samobójstwo. Wtedy nastąpił "cud
Domu Brandenburskiego", śmierć na początku 1762 r. carycy Elżbiety (darzącej
Fryderyka II osobistą i odwzajemnioną antypatią) i wstąpienie na tron cara
Piotra III, który dając wyraz podziwu dla króla Prus, kładł się spać w mundurze
pruskiego grenadiera. Pierwszą decyzją nowego władcy Rosji było wycofanie wojsk
rosyjskich z frontu, a zaraz potem zawiązanie formalnego sojuszu z Fryderykiem
II.
Nie ostatni to raz, gdy Rosja ratowała Prusy. Po raz drugi w okresie
napoleońskim. Po klęsce Prus w 1806 r. skutecznym protektorem okazał się car
Aleksander I. Z kolei bez biernej postawy Rosji w latach 1864-1870 nie byłoby
możliwe zjednoczenie Niemiec przez Bismarcka.
Wspomniane wyżej akty wrogości Fryderyka II wobec Polski były zasadniczo
wspólne dla wszystkich rozbiorców. To, co odróżniało króla Prus od innych, to
wyrażana przez niego niejednokrotnie osobista niechęć, by nie powiedzieć
nienawiść, do Polaków. Już jako Kronprinz pisał o Polakach jako "największych
brudasach na świecie", a polską szlachtę porównywał do "podłych małp". Nie
brakowało też w jego całej korespondencji naigrawania się z polskiego
katolicyzmu.
Berlińskie hołdy – naiwność czy agentura?
Z takim nastawieniem zderzała się pełna naiwności (by nie powiedzieć ostrzej)
postawa znacznej części polskiej elity politycznej, która widziała w Berlinie
gwaranta polskich aspiracji wolnościowych. Charakterystyczna pod tym względem
była postawa przywódców konfederacji barskiej, którzy w 1768 r. znaleźli
schronienie w Prusach (na Śląsku) i słali deputacje do Berlina wzywające
Fryderyka II do roztoczenia swojej protekcji nad walczącymi z Rosją Polakami.
Dokładnie w tym samym czasie król Prus w poufnej korespondencji z carycą
Katarzyną II zalecał jej porwanie przywódców konfederacji. Po jej upadku
Fryderyk II wysmażył paszkwil (rzecz jasna po francusku) na konfederatów,
oskarżając ich o pijaństwo, rozpustę, głupotę i bigoterię.
Nie zakończyło to jednak naiwnych prób szukania politycznego oparcia w
Berlinie. Powróciły one także po śmierci Fryderyka II, podczas obrad Sejmu
Czteroletniego (1788-1792). Reformatorskie stronnictwo "patriotów" przyjęło
pruską ofertę przymierza, które zostało oficjalnie zawarte w 1790 roku.
Propruska propaganda nad Wisłą przekraczała wówczas niejednokrotnie granice nie
tylko politycznego, lecz także zdrowego rozsądku. Hugo Kołłątaj pisał np. o
Prusakach jako o "narodzie z naszego narodu, kości z kości naszej". Zmarłego
Fryderyka II przedstawiał zaś jako "krwi jagiellońskiej dziedzica". Odosobniony
był głos politycznego realizmu, jak ten Stanisława Staszica, który w
"Przestrogach dla Polski" (1790) przestrzegał rodaków przed "kupowaniem
pierwszego [lepszego] aliansu".
Istnieją poważne argumenty za tezą, że owe hołdy pod adresem Berlina w dużej
mierze motywowane były zarówno "lożowym braterstwem", jak i zupełnie
konkretnymi, brzęczącymi względami (na pruskim jurgielcie był np. Ignacy Potocki
– jedna z czołowych postaci stronnictwa "patriotów").
Nieprzekraczalną granicą przyjaźni Berlina była perspektywa trwałego
wzmocnienia państwa polskiego. Parę dni po uchwaleniu 3 maja 1791 roku Ustawy
Rządowej szef pruskiej dyplomacji (Hertzberg) alarmował: "Polacy zadali
śmiertelny cios monarchii pruskiej, wprowadzając dziedziczność tronu i
konstytucję lepszą od angielskiej". Rok później nasz pruski "naturalny
sprzymierzeniec" przystąpił wraz z Rosją do przywracania w Polsce "starożytnej
wolności", otrzymując w nagrodę Wielkopolskę oraz Gdańsk i Toruń. W 1795 r.
częścią państwa pruskiego stała się Warszawa. Nastąpiło pełne zjednoczenie
Berlina i Warszawy w jednym, tolerancyjnym i nowoczesnym państwie.
Prof. Grzegorz Kucharczyk
historyk Polska Akademia Nauk
