Haki akredytowanego
Z Bogdanem Święczkowskim, byłym szefem ABW, prokuratorem w stanie
spoczynku, rozmawia Zenon Baranowski
Pojawiły się kolejne przecieki z nagrań Edmunda Klicha, a za nimi
komentarze i pytania. Ktoś mówił o podsłuchach, czyja musi być racja itp. …
– Czytając wskazane zapisy, odniosłem nieodparte wrażenie, że jest to rozmowa
z jakimś wysokim oficerem Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Rozumiem, że w zakresie ich zadań znajdowało się czuwanie nad pracami
ekspertów dotyczącymi katastrofy smoleńskiej?
– W przypadku kwestii wojskowych ochroną kontrwywiadowczą zajmuje się SKW i
takie rzeczy może robić. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której oficer służb
specjalnych informuje osobę, której rozmowy ma zamiar kontrolować, że będzie to
robił. To jest zdrada tajemnicy państwowej i służbowej. Jeżeli chce się osiągnąć
jakikolwiek efekt, to jest oczywiste, że nie informuje się osób, które są objęte
zabezpieczeniem, o jego szczegółach. Dana osoba może się ewentualnie domyślać,
że jej rozmowy będą kontrolowane.
Prokuratura nie wnikała specjalnie, gdzie są te nagrania Klicha, co
na nich jest.
– Uważam, że należy zabezpieczyć wszystkie nagrania Edmunda Klicha, ale
przede wszystkim skoncentrować się na ich treści. Ustalanie, czy miał prawo, czy
nie miał prawa nagrywać tych osób, jest kwestią drugorzędną.
W mojej ocenie, chce się tutaj teraz wyeksponować medialnie kwestię, czy mógł
nagrywać, z pominięciem treści nagrań. Chciałbym zwrócić uwagę, że nagranie
przedstawione już wcześniej ujawniło co najmniej dwa istotne elementy. Po
pierwsze, że były jakieś dokumenty, o których nic nie wiemy, w których Klich
oceniał, co miało być powodem katastrofy. Druga sprawa to udostępnienie przez
nieustalone osoby byłemu szefowi MON Bogdanowi Klichowi protokołów przesłuchań
świadków. Jeżeli Edmund Klich nagrywał wielu innych ministrów, a tak może
wynikać z jego sugestii, to niewykluczone, że znajduje się tam znacznie więcej
takich "perełek", wskazujących na działania na pograniczu prawa, a nawet
bezprawne różnych wysokich urzędników państwowych.
W internecie pojawiają się skrajne komentarze pod adresem Edmunda
Klicha – od "agenta" do "usłużnego idioty"…
– Oczywiście popełnił on wiele błędów, ale też jego możliwości działania były
mocno ograniczone, gdyż nie miał silnego wsparcia rządu RP. Moim zdaniem, teraz
jednak jest realizowana operacja medialna próbująca poprzez media prorządowe
skierować całą odpowiedzialność za błędy organów władzy publicznej w sprawie
katastrofy smoleńskiej na niego. Ma to pokazać, że za te wszystkie uchybienia
odpowiada tylko Edmund Klich. Natomiast premier Tusk, minister Miller czy Bogdan
Klich nie mają z tym nic wspólnego. Klasyczna operacja "kozioł ofiarny".
Dziękuję za rozmowę.
