Genetyczne skutki in vitro

>Kiedy po raz pierwszy przed laty w
mojej poradni genetycznej usłyszałam od mamy dziewczynki z zespołem
Downa, że jej choroba jest efektem zastosowania metody zapłodnienia
pozaustrojowego in vitro, sądziłam, że jest to przypadek

Po latach przypomniałam sobie o tym, gdy będąc w Brukseli u prof.
Ingeborg Liebaers, zapoznałam się z wynikami przeprowadzanych tam
testów cytogenetycznych w grupie dzieci urodzonych po zastosowaniu
procedury in vitro. Okazało się, że częstość aneuploidii, czyli
obecności dodatkowego chromosomu w kariotypie, prowadzącej do zmian
rozwojowych u tych dzieci, jest znacznie wyższa niż w grupie dzieci z
normalnej populacji.

Zwiększone ryzyko uszkodzeń

Hyperstymulacja hormonalna kobiety, dojrzewanie komórek jajowych poza
organizmem matki, a następnie rozwój wczesnego zarodka in vitro nie
zabezpieczają przed możliwością uszkodzeń na poziomie genomu, tak jak
to jest w warunkach naturalnego poczęcia. Dotyczy to m.in. zmian
epigenetycznych, których badanie zostało zapoczątkowane w latach 80.
ubiegłego wieku. Okazuje się, że aktywność części genów, czyli
odczytywanie ich informacji, może być zablokowane w sposób trwały
poprzez specjalne znakowanie, czyli nakładanie piętna na DNA za pomocą
mechanizmu zwanego metylacją. Takie wyciszanie genów, w zależności od
tego, czy są odziedziczone po mamie, czy po tacie, warunkuje prawidłowe
funkcjonowanie organizmu na różnych etapach jego rozwoju. Wybór genów
piętnowanych i ich przeprogramowanie następuje w komórkach rozrodczych,
w zygocie i w pierwszych dniach życia. Te zjawiska w warunkach
zastosowania procedury in vitro nie zachodzą w prawidłowy sposób, co
wpływa na znaczną umieralność prenatalną dzieci oraz powoduje większą
częstość występowania schorzeń genetycznych po ich urodzeniu.

Nie wszystkie geny podlegające piętnowaniu są jeszcze poznane i nie
jest jeszcze opracowana skala tego zjawiska. Wiadomo, że mogą powstawać
takie zespoły genetyczne u dzieci poczętych in vitro, jak zespół
Russela-Silvera wskutek zaburzeń piętna genów chromosomu 7 czy 11,
prowadzących do niskiego wzrostu, asymetrii ciała i problemów z
uczeniem się, czy zespół Beckwitha-Wiedemanna wiążący się z otyłością i
predyspozycją do nowotworów wieku dziecięcego, u części tych dzieci
wskutek zaburzeń piętna genów w obrębie chromosomu 11. Częściej
występuje nowotwór – obustronny siatkówczak oka (retinoblastoma),
powstający wskutek zmian piętna genów chromosomu 13. Można wymienić
także zespół Pradera-Williego czy zespół Angelmana, który manifestuje
się klinicznie jako wynik zmiany naturalnego znakowania regionu
chromosomu 15.
 
Wierzchołek góry lodowej

Znane są również zespoły cech, o których jeszcze nie donoszono w
związku z in vitro, bo manifestują się dopiero w wieku szkolnym. Są to,
najogólniej mówiąc, zaburzenia o charakterze dysleksji związane z
zaburzeniem piętna matczynego genu, tzw. genu gramatyki, określanego
międzynarodowym skrótem FOXP2, które w pewnych formach prowadzą też do
autyzmu.

Zapewne jest to wierzchołek góry lodowej, ponieważ podejrzewa się, że u
człowieka jest co najmniej 40 genów podlegających piętnu
rodzicielskiemu (u myszy poznano ich już 2000!). Nie wszystkie są
jeszcze poznane i stąd nie mogą być jeszcze ocenione w pełni skutki
tych zaburzeń po in vitro.

Jak podaje amerykańska baza danych OMIM, genetyka kliniczna ma już do
czynienia z kilkunastoma tysiącami schorzeń genetycznych związanych z
patologicznymi mutacjami poznanych genów, z aberracjami chromosomowymi
i schorzeniami wielogenowymi. Chociaż każde z nich należy do schorzeń
rzadkich lub ultrarzadkich, to i tak razem dotyczą pokaźnej populacji
osób w naszym społeczeństwie, którym należy się nasza opieka i
działania poprawiające jakość ich życia. Czy zatem, oprócz zastrzeżeń
natury moralnej pod adresem powoływania do życia człowieka w sposób
sztuczny, fakt, że metoda in vitro może wywołać tak poważne komplikacje
zdrowotne dziecka w postaci niepełnosprawności fizycznej bądź
intelektualnej, nie stanowi wystarczającego argumentu przeciw jej
stosowaniu?

Prof. Alina T. Midro
lekarz genetyk
kliniczny Uniwersytet Medyczny w Białymstoku
drukuj