Włoska przecena
Od 30-procentowego spadku wartości akcji banku rozpoczęła się
operacja dofinansowania z rynku UniCredit. Włoski potentat jest zbyt duży, by
upaść, ale jednocześnie zbyt duży, by państwo włoskie mogło go uratować. W
rezultacie UCI może okazać się pierwszym klientem przyszłego Europejskiego
Funduszu Stabilizacji Finansowej.
O prawie 30 proc. spadła cena akcji największego włoskiego banku UniCredit na
giełdach w Mediolanie (w środę o 14,5 proc., w czwartek o 7,3 proc.),
Frankfurcie i Warszawie, osiągając najniższy poziom kapitalizacji w giełdowej
historii banku – poniżej 10 mld euro. Dla porównania, wartość jego polskiej
spółki-córki wynosi obecnie ponad 8 mld euro, chociaż aktywa Pekao SA stanowią
mniej niż 4 proc. aktywów całej grupy UniCredit. Czyżby za chwilę Pekao SA miał
kosztować więcej niż cała grupa globalnego banku UniCredit?
Bezpośrednią przyczyną gwałtownej przeceny akcji było ogłoszenie przez władze
UniCredit oferty publicznej, tj. emisji akcji z prawem poboru na kwotę 7,5 mld
euro. Do dokapitalizowania banku, w celu osiągnięcia wymaganego przez Unię
współczynnika wypłacalności 9 procent, zobowiązał UniCredit włoski bank
centralny. Po ogłoszeniu oferty okazało się, że wyemitowane w tym celu nowe
akcje banku zostaną zaoferowane inwestorom w cenie o 60 proc. niższej niż kurs
zamknięcia notowań na giełdzie w Mediolanie z 3 stycznia (po wliczeniu praw
poboru dyskonto jest mniejsze, wynosi ok. 43 proc.). Ustalenie ceny emisyjnej z
tak dużym dyskontem rynki uznały za koronny dowód na to, że dotychczasowy kurs
giełdowy akcji UniCredit, mimo najniższych od lat poziomów, nadal jest
przeszacowany.
Wkrótce rozpoczną się zapisy na akcje nowej emisji. Czy UniCredit zdoła
zebrać z rynku potrzebne kapitały? Zarząd, na czele z Federico Ghizzonim,
twierdzi, że tak. Jednak z reakcji rynków widać, że inwestorzy i akcjonariusze
banku, którym przysługuje prawo poboru, nie podzielają jego optymizmu.
Dotychczasowi akcjonariusze będą mogli skorzystać z praw poboru na zasadzie dwie
nowe akcje za jedną posiadaną, płacąc zaledwie 1,9 euro za akcję. Dotychczas
tylko dwie włoskie fundacje przystały na podniesienie kapitału po tej cenie,
pozostali akcjonariusze czekają najwyraźniej na jeszcze większą obniżkę. Jeśli
zebranie kapitału z rynku nie powiedzie się, bank zwróci się o pomoc publiczną
do włoskiego rządu. Czy ją otrzyma? Wątpliwe. UniCredit należy do grupy banków
określanych jako "too big too fall" – za dużych, by upaść, ale jednocześnie jest
"too big too save" – za duży, aby zadłużone na 1,9 bln euro, czyli 120 proc. PKB,
Włochy mogły go uratować. Niedawno rząd w Rzymie udzielił włoskim bankom
gwarancji na 40 mld euro, aby mogły zaciągnąć 117 mld euro pożyczki z
Europejskiego Banku Centralnego oprocentowanej na zaledwie 1 procent. Wątpliwe,
by mógł zrobić więcej. Ostatnią deską ratunku dla takich banków pozostaje
niesfinalizowany wciąż projekt europejskiego funduszu stabilizacji finansowej,
który jednak może mieć zbyt wielu klientów jak na zasoby kapitałowe.
– To właśnie sytuacja UniCredit jest prawdziwą przyczyną spadków na giełdach
i rynkach walutowych w Europie. Nawet nieudana aukcja obligacji francuskich i
trudna sytuacja Węgier to problemy niewspółmiernie mniejszej wagi – komentuje
Jerzy Bielewicz, szef Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". – UniCredit być może
wyznacza kierunek i ostateczny los, jaki może spotkać europejski sektor bankowy,
przy czym nie jest pewne, czy powiedzie mu się próba podniesienia kapitału.
Pomimo dobrych danych z amerykańskiego rynku, właśnie z powodu UniCredit, nawet
rynek amerykański zniżkuje, nie mówiąc już o europejskim. Notowania na giełdzie
w Mediolanie były w środę trzykrotnie zawieszane, w czwartek aż pięciokrotnie z
powodu paniki i gwałtownej wyprzedaży akcji – kwituje finansista.
Małgorzata Goss
