Kagiebista na czele Dumy

W sobotę ulicami Moskwy znów przeszły kolejne manifestacje. W największej
uczestniczyło kilka tysięcy osób. To znacznie mniej niż tydzień temu, ale tym
razem demonstrowała tylko jedna partia: Jabłoko. Jej działacze postanowili
przychodzić na plac Bołotny co tydzień. Domagają się unieważnienia wyborów,
dymisji szefa Centralnej Komisji Wyborczej Władimira Czurowa oraz uwolnienia
zatrzymanych podczas poprzednich protestów.

Podobne manifestacje odbyły się też w kilku innych miastach Federacji
Rosyjskiej. Brało w nich udział od kilkudziesięciu do kilkuset osób. W Irkucku
na ulice wyszło około 700 osób. Swój wiec zorganizowali także komuniści. Na
placu Maneżowym demonstrowało około 5 tys. osób. KPRF zorganizowała podobne
manifestacje w kilku innych miastach Rosji. Lider ugrupowania Giennadij Ziuganow
oświadczył, że "tak brudnych, obrzydliwych wyborów, jak te z 4 grudnia, w Rosji
w ostatnich 20 latach nie było". Poinformował, że jego partia złożyła już ponad
1,5 tys. skarg. W spotkaniu komunistów wziął również udział deputowany z
ramienia Sprawiedliwej Rosji Dmitrij Gudkow, który zaproponował, aby obie
lewicowe formacje połączyły siły w drugiej turze wyborów prezydenckich. Zarówno
Ziuganow, jak i Siergiej Mironow zgłosili już swoje kandydatury. Jako
przedstawiciele frakcji parlamentarnych, podobnie jak Putin i Władimir
Żyrinowski, nie musieli zbierać 1,5 mln podpisów wyborców.
Znacznie większym wydarzeniem będzie protest zjednoczonych sił opozycji 24
grudnia. Organizatorzy uzyskali już na niego zezwolenie. Spośród wielu
proponowanych lokalizacji merostwo wybrało najbardziej oddalony od Kremla
prospekt Sacharowa. Mimo to inicjatorzy wiecu cieszą się z lokalizacji. Prospekt
jest długą i bardzo szeroką ulicą, zmieści się na nim nawet 100 tys. ludzi.
Wprawdzie na wyznaczonym 600-metrowym odcinku nie ma siedziby żadnej instytucji
państwowej, są tylko wielkie socrealistyczne bloki mieszkalne, ale z drugiej
strony z tego miejsca jest doskonały dostęp do metra, a dodatkowo obok są trzy
wielkie dworce kolejowe: leningradzki, jarosławski (początek magistrali
transsyberyjskiej) i kazański. Najbardziej jednak podoba się wszystkim
symboliczny patronat sławnego noblisty, dysydenta i obrońcy praw człowieka
Andrieja Sacharowa. W popularnym serwisie internetowym Facebook udział w
manifestacji zapowiedziało już prawie 30 tys. internautów.
Zbliżający się protest wypada 24 grudnia, czyli w dzień, który nie jest w Rosji
w żaden sposób wyjątkowy. Rosjanie robią już zakupy przed Nowym Rokiem, ale
prawosławne Boże Narodzenie będzie obchodzone, zgodnie z kalendarzem juliańskim,
dopiero 6 stycznia. Jako że w ostatnim tygodniu roku nie ma już zajęć w
szkołach, manifestacja odbędzie się w pierwszym dniu ferii świątecznych. Władze
oświatowe Moskwy zadbały jednak o to, żeby rodzice dzieci szkolnych i sami
uczniowie nie zajmowali się tego dnia polityką. Tak jak 10 grudnia wyznaczono
niespodziewanie ogólny sprawdzian z języka rosyjskiego, tak na 24 grudnia
przeniesiono (zaplanowany na 17 grudnia) test z matematyki.
Nie ustały też szykany wobec niezależnych mediów. Tym razem dotknęły one
znacznie mniej radykalnego, ale poczytnego i wpływowego dziennika "Kommiersant".
Po serii artykułów na temat fałszerstw wyborczych i wieców opozycji oraz
felietonów utrzymanych w duchu antyputinowskim właściciel gazety, oligarcha
Aliszer Usmanow zwolnił dyrektora generalnego holdingu wydawniczego Andrieja
Galijewa i redaktora naczelnego jednego z jego wydawnictw, tygodnika "Kommiersant-Włast?"
Maksima Kowalskiego. Związanego z Kremlem biznesmena oburzyła m.in.
korespondencja z Londynu, której autor pokazał ewidentne naruszenie wyborcze,
jakim było uznanie za nieważną prawidłowo wypełnionej kartki wyborczej, na
której dopisano wulgarny komentarz krytykujący Putina. Za "nieetyczne i
chuligańskie" właściciel uznał też podpisanie zdjęcia głosującego premiera
słowami "Pobieda jedinowbrosow". To gra słów: zamiast "Pobieda jedinorossow"
(Zwycięstwo Jednej Rosji) znalazło się sformułowanie znaczące mniej więcej
"Zwycięstwo tylko dzięki wrzutkom". Na znak protestu przeciw zwolnieniom do
dymisji podali się dyrektor Domu Wydawniczego Kommiersant Demjan Kudriawcew i
zastępczyni Kowalskiego Weronika Kucyłło.
Tymczasem Centralna Komisja Wyborcza dopiero w piątek ogłosiła oficjalne wyniki
wyborów z 4 grudnia. Nie odbiegają one od wcześniej podawanych rezultatów
opartych na przeliczeniu głosów w 96 proc. komisji obwodowych. Frekwencja
wyniosła 59,2 procent. Stwierdzono ponad milion głosów nieważnych.
Pierwsze posiedzenie nowo wybranej Dumy Państwowej odbędzie się 21 grudnia.
Otworzy je najstarszy 88-letni deputowany Władimir Dołgich z Jednej Rosji, były
zastępca członka Biura Politycznego i sekretarz Komitetu Centralnego KPZS, który
stoi na czele moskiewskiej organizacji kombatantów wojennych. Dołgich jest znany
z wychwalania Stalina i osiągnięć ZSRS podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
Natomiast przewodniczącym niższej izby rosyjskiego parlamentu ma zostać Siergiej
Naryszkin, dotychczasowy szef administracji prezydenta Dmitrija Miedwiediewa.
Zastąpi na tym stanowisku Borysa Gryzłowa, który zrezygnował z mandatu.
Naryszkin to jeden z najbliższych współpracowników premiera Putina. W latach
1978-1982 razem szkolili się w Instytucie I Zarządu Głównego KGB, w latach 90.
pracowali razem w merostwie Sankt Petersburga. W latach 2004-2008 Naryszkin był
kierownikiem aparatu (kancelarii) rządu, a od 2007 roku wicepremierem.

 

Piotr Falkowski

drukuj