Instrument nie działa
Wybory to główny instrument demokracji. Za jego pomocą można zmieniać
władzę, korygować kurs polityczny, troszczyć się o ustawodawstwo i rozwiązywać
mnóstwo innych problemów. Władza ceniąca demokrację troszczy się o
bezpieczeństwo głównego instrumentu. Władza lekceważąca demokrację mimo woli lub
całkowicie świadomie doprowadza ten instrument do stanu niegodności.
Rosja, niestety, należy do krajów drugiej kategorii. Dlaczego tak się dzieje? –
to oddzielne pytanie. Obecnie, po wyborach parlamentarnych z 4 grudnia, bardzo
interesujące jest pytanie, w jaki sposób pracuje system wyborczy, a co więcej –
w czyim interesie.
Psucie prawa
Podczas prezydentury Władimira Putina i jego alter ego Dmitrija Miedwiediewa
wyborcze ustawodawstwo w zaplanowany sposób degradowano, stopniowo zamieniając
wybory w całkowitą farsę. Po obraniu kursu na utworzenie w Rosji autorytatarnego
systemu politycznego Putin, co jest logiczne, zdecydował się na pozbycie się
instrumentów demokracji i – przede wszystkim – uczciwych oraz skutecznych
wyborów.
Mieszany system wyborczy większościowo-proporcjonalny został zastąpiony systemem
proporcjonalnym. Do parlamentu zamiast poszczególnych obywateli zaczęły
kandydować partie polityczne. To pozwoliło na pozbycie się posłów, którymi nie
można było kierować ani z Kremla, ani ze sztabów partyjnych.
Próg wyborczy podniesiono z 5 do 7 procent. To pozwoliło zredukować liczbę
partii w parlamencie i bardziej efektywnie kontrolować te, które do niego
weszły.
Ustawa o partiach została zmieniona w taki sposób, że rejestracja niezależnych
stowarzyszeń politycznych stała się praktycznie niemożliwa. Nieprawdopodobna
liczba coraz to nowych warunków i drobiazgowych procedur doprowadziła do
całkowitego uzależnienia rejestracji partii od urzędników ministerstwa
sprawiedliwości. Wszystko to pozwoliło na pozbycie się politycznej konkurencji
podczas wyborów jeszcze przed ich rozpoczęciem.
Próg frekwencji decydujący o tym, czy wybory były ważne, został całkowicie
zniesiony. To pozwoliło zabezpieczyć się przed niskim uczestnictwem w wyborach,
spodziewanym ze względu na duży odsetek zniechęconych obywateli. Jednocześnie w
kartach wyborczych zlikwidowano rubrykę "przeciw wszystkim", która pozwalała
obywatelom okazać swój negatywny stosunek do ograniczonego wyboru partii.
Mistrzowie fałszerstw
Wywrotowa twórczość w dziedzinie prawa czerpała siły ze stale doskonalącego się
systemu fałszerstw podczas głosowania i liczenia głosów. Masowe wrzucanie kart
do głosowania wypełnionych na korzyść rządzącej partii Jedna Rosja stało się
powszechnym zjawiskiem. Pracownicy budżetówki (urzędnicy, nauczyciele, lekarze,
żołnierze) byli zmuszani do głosowania na rządzącą partię pod groźbą zwolnienia.
Studenci byli zmuszani do głosowania na Jedną Rosję pod groźbą pozbawienia
stypendiów i usunięcia z uniwersytetów lub zachęcano ich do "poprawnego"
głosowania w zamian za nagrodę w postaci automatycznych zaliczeń [nieistniejące
w Polsce zjawisko stawiania zaliczeń "automatem" za aktywność na ćwiczeniach i
seminariach bez konieczności zdawania zaliczenia z takiego przedmiotu – przyp.
red.] lub dobrych ocen na egzaminach.
Praktyka przedterminowego głosowania i głosowania na podstawie "zaświadczenia do
głosowania" (to jest w innym rejonie niż w miejscu zamieszkania) stała się
jednym z głównych sposobów fałszowania wyników w czasie liczenia głosów. Podczas
takiego głosowania nie ma praktycznie społecznej kontroli. Z wyborów na wybory
rośnie liczba "zaświadczeń do głosowania".
Sztuka imitacji
W takich warunkach odbywały się również ostatnie wybory parlamentarne w Rosji.
Partie opozycyjne nie tylko nie zostały do nich dopuszczone, ale nawet nie
zostały zarejestrowane. W wyborach wzięło udział siedem ugrupowań, które
udowodniły swoją lojalność wobec Kremla: Sprawiedliwa Rosja,
Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji, Patrioci Rosji, Komunistyczna Partia
Federacji Rosyjskiej, Jabłoko, Jedna Rosja i Prawoje Dzieło. Ideologicznie
formacje te, oczywiście, różnią się od siebie pod wieloma względami, ale łączy
je fakt, że praktycznie bez zarzutu wykonują wszystkie zalecenia Kremla.
Rozbieżności pomiędzy tymi ugrupowaniami pozwalają władzom na mówienie o
politycznym pluralizmie, który de facto istnieje tylko w dokumentach i w
deklaracjach partyjnych.
W ten sposób wybory 4 grudnia okazały się zwykłą formalnością. Ich wynik był od
samego początku przesądzony. Nieznaczne wahania końcowych rezultatów miały za
zadanie imitować "fascynujący proces wyborczy". Sztuka imitowania osiągnęła w
Rosji rzeczywiście bardzo wysoki poziom, ale wraz z tym rośnie również
przenikliwość wyborców. Już bardzo wielu rozumie, że wybory są na wskroś
fałszywe, a jeszcze więcej ludzi uważa, że doszło podczas nich do wielu
fałszerstw i naruszeń prawa.
Demokratyczna opozycja wezwała obywateli Rosji do "głosowania protestacyjnego".
W charakterze wariantów proponowano: zniszczyć kartę do głosowania, czyniąc ją w
ten sposób nieważną; otrzymać zaświadczenie do głosowania i nie głosować; zabrać
kartę do głosowania do domu; w ogóle zbojkotować wybory. Prawdopodobnie różni
wyborcy postąpili w ten lub w inny sposób w zależności od swojego temperamentu.
Niektórzy zdecydowali się głosować na każdą partię oprócz Jednej Rosji, co
oczywiście jest mocno naiwne, jeżeli dobrze rozumie się sens i przeznaczenie
pozostałych dopuszczonych do wyborów partii.
W dniu głosowania nic szczególnego się nie działo. Jak zawsze odnotowano liczne
wypadki fałszerstw, "dorzucanie kart do głosowania" i "karuzeli" – jednych i
tych samych ludzi wożono autobusami po różnych obwodach wyborczych, gdzie za
każdym razem głosowali oni na Jedną Rosję. W dowodach osobistych stawiano im
nawet specjalne adnotacje tymczasowe (np. małe nalepki w postaci jabłka), po
których członkowie komisji wyborczych rozpoznawali ich i w związku z tym nie
zadawali zbędnych pytań.
W komisjach wyborczych, gdzie obecni byli silni i niezależni obserwatorzy lub
przyzwoici członkowie komisji wyborczych, Jedna Rosja zdobyła 20-25 proc.
głosów. To rzeczywisty poziom jej poparcia, zapewniony dzięki przymusowemu
głosowaniu urzędników, pracowników sfery budżetowej i mundurowych (żołnierzy i
policjantów).
Oddzielnie kilka słów należy powiedzieć o obserwatorach. Podczas tych wyborów
było ich o wiele więcej niż zazwyczaj. Ludzie zaczęli wykazywać zainteresowanie
tym, w jaki sposób władze ich oszukują. Niezależne stowarzyszenie społeczne
"Głos", które już od 10 lat przeprowadza monitoring naruszeń prawa podczas
wyborów, tym razem uległo zmasowanemu atakowi ze strony rządu i powiązanych z
nim mediów. W przeddzień wyborów stowarzyszenie, mające przedstawicieli we
wszystkich dużych miastach Rosji i w wielu mniejszych, zostało ukarane przez sąd
grzywną w wysokości 30 tys. rubli (3,2 tys. zł) za rozpowszechnianie informacji
o naruszeniach podczas kampanii wyborczej. Kanał telewizyjny NTV pokazał film
dokumentalny o stowarzyszeniu "Głos", nakręcony według wszystkich zasad
sowieckiej propagandy, konsekwentny w absolutnie sowieckim stylu, aż do
"rozdzierających" intonacji spoza wiodącego kadru. W związku z tym materiały
"Głosu" rozpowszechniały później już nieliczne wolne jeszcze rosyjskie media.
"Rewolucja" na ustach Rosjan
Wyniki wyborów dla nikogo nie były jakąś dużą niespodzianką. Tym niemniej
reakcja społeczeństwa na nie okazała się niezwykle ostra. Przez kraj przetoczyła
się fala ulicznych akcji protestacyjnych wyborców, którzy wyrażali swoje
niezadowolenie z rozgrywającej się farsy. W centrum Moskwy wieczorem 5 grudnia
odbył się wiec zorganizowany przez demokratyczny ruch "Solidarność". Według
różnych źródeł, wzięło w nim udział od 6 do 10 tys. osób. Po zakończeniu wiecu
jego uczestnicy udali się do "Centrizbirkomu" (Centralnej Komisji Wyborczej),
lecz po drodze natrafili na policję, wysłaną w celu stłumienia ulicznych
zamieszek. Po próbach przedarcia się przez kordon policyjny (częściowo udanego)
i starć z policją zatrzymano około 300 osób. Większość z nich czekają sądy i
kary do 15 dni aresztu administracyjnego lub kary pieniężne.
Następnego dnia do Moskwy sprowadzono wojsko wewnętrzne, które rozlokowano wokół
centralnych placów miasta. Podobna akcja, co prawda z mniejszą liczbą
uczestników, została powtórzona na placu Tryumfalnym. Protestujący zgromadzili
się, po wcześniejszym ustaleniu tego na Facebook´u. Na pomoc policji władze
wysłały młodzieżowe bojówki prokremlowskie, które próbowały przeciwstawiać się
opozycji, prowokując wiecujących do bójki i zagłuszając skandowanie waleniem w
bębny. Policja zatrzymała ponad dwustu opozycyjnych demonstrantów.
Sądząc po podjętych środkach bezpieczeństwa, władza panicznie boi się wzrostu
nastrojów niezadowolenia, masowych akcji protestacyjnych zdolnych przerodzić się
w "aksamitną rewolucję". Tymczasem słowo "rewolucja" jest już na ustach
wszystkich. Społeczeństwo jest ewidentnie zmęczone obecną władzą. Wiecująca na
placu Tryumfalnym opozycja była witana klaksonami przez przejeżdżające obok
samochody. Po mieście rozklejane są plakaty z potępieniem fałszerstw wyborczych.
Na ulicznych śmietnikach zaczęły pojawiać się napisy "Dom "Jednej Rosji"".
Plakaty ""Jedna Rosja" – partia złodziejaszków i złodziei" wiszą w biurach
całkowicie dalekich od polityki firm, są też naklejane na tylne szyby
samochodów. Nastroje społeczne szybko zmieniają się na niekorzyść partii
rządzącej.
Duże szczury już zbiegły z tonącego statku. Sekretarz prasowy Putina Dmitrij
Pieskow oświadczył, że Putin bezpośrednio nie jest związany z Jedną Rosją. Na
razie, uwzględniając niezadowolenie społeczeństwa, celowo pozbawiono Jedną Rosję
większości w Dumie, zabierając jej część mandatów deputowanych. Władza rzuciła
społeczeństwu kość, lecz podobne środki już chyba nie pomogą. Rozdrażnienie
Władimirem Putinem i jego partią raczej nie będzie malało. Niedawno powstałe
hasło "Putin – złodziej" uzyskuje coraz większą popularność. W nadmuchane cyfry
rankingów nikt już nie wierzy. Ten instrument także już nie działa.
Społeczeństwo żąda zmian.
Aleksandr Podrabinek
dziennikarz, działacz opozycji antykomunistycznej w Rosji
