Rok kościelny – inna strona czasu

Co jakiś czas dociera do nas, że Kościół pewne sprawy widzi inaczej, niż
wynikałoby to z tzw. zdrowej logiki. Świat żyje w rytmie poniedziałek –
niedziela, a tu uparcie ktoś twierdzi, że niedziela zaczyna, a nie kończy
tydzień, że jest natchnieniem, a nie wytchnieniem! W dodatku niedziela tak
naprawdę zaczyna się w sobotę. A nowy rok nie zaczyna się 1 stycznia. Skąd i po
co ta "niekompatybilność" rytmu życia Kościoła i świata? Zapraszam do refleksji
nad pochodzeniem i sensem roku kościelnego, który rozpoczynamy w I niedzielę
Adwentu (będziemy stosować nazwę "rok kościelny", gdyż jest ona starsza niż "rok
liturgiczny", choć i ta nazwa jest anachronizmem i pochodzi raczej z czasów
nowożytnych).

Niezaprojektowana maszyneria
Zacznijmy od tego, że ruch "trybików" roku kościelnego przypomina trochę
mechanizm zegarowy: coś od czegoś zależy, gdzieś jakiś element porusza inny
element, jedno święto powoduje, że przesuwa się inne, itd. Całkiem jak mechanizm
zegara, który konstruktor dokładnie zaplanował. Tymczasem sprawa z rokiem
kościelnym jest zupełnie inna: nikt go nie zaplanował, nie powstał w umyśle
jakiegoś watykańskiego alchemika, który poprzez tajemniczy mechanizm chciał
dyktować rytm pobożności chrześcijan. Było wręcz odwrotnie. To właśnie wiara i
pobożność chrześcijan wyznaczyły rytm roku kościelnego, co sprawiło, że jego
mechanizm stopniowo się rozrastał, a nowe elementy były harmonijnie dodawane. Na
początku mechanizm był bardzo prosty: zegar roku kościelnego wybijał tylko jedną
godzinę. Którą?

Niedziela – serce roku kościelnego
Jedyną godziną wybijaną przez zegar wiary była w pierwotnym chrześcijaństwie
niedziela, najstarsze święto chrześcijan, ośrodek całego rodzącego się roku
kościelnego, jego serce. Co siedem dni, jak pisał w II w. św. Justyn, wyznawcy
Chrystusa zbierali się, aby celebrować Zmartwychwstanie. W rytmie siedmiu dni
biło serce wspólnoty, w rytmie siedmiu dni upływała codzienność pierwszych
chrześcijan. Niedziela, "dzień słońca", stawała się dniem pierwszym, początkiem
tygodnia, nowego czasu.
Gdyby zamiast do mechanizmu zegara przyrównać ten etap historii roku kościelnego
do wznoszonej katedry, to właśnie powstawał ołtarz, centrum i kamień węgielny
budowli, która jeszcze czekała na swój rozkwit.

Wielkanoc – szczyt roku kościelnego
Siedmiodniowy rytm prowadził wspólnotę wierzących przez kolejne pory roku,
wyłonił stopniowo spośród wszystkich niedziel roku tę jedną jedyną, szczególną
niedzielę. Była nią "niedziela doroczna", czyli Wielkanoc, ten dzień siódmy.
Ważnym czasem w pracy mechanizmu zegara roku kościelnego był IV i V w., gdy
Niedziela Wielkanocna była "niedzielą chrztów", niedzielą nowego narodzenia,
odrodzenia w Bogu. Wielkanoc jeszcze wyraźniej stała się wielką niedzielą, dniem
ósmym, wyjściem poza barierę czasu i wejściem w sferę Boga. Stała się ozdobą
"ołtarza niedzieli", wzniosłym sklepieniem katedry.

Wcielenie Syna Bożego – fundament roku kościelnego
W rytmie niedziel i Paschy ukryty mechanizm roku kościelnego wyznaczał kurs
życia i modlitwy. Pascha zaś stała się ważnym kołem zębatym, który wprawia w
ruch inne. Rozwijająca się teologia ukazywała, że jak Zmartwychwstanie jest
sensem i celem życia chrześcijan, tak jego fundamentem i filarem jest Wcielenie.
Bez Wcielenia nie wydarzyłaby się przecież Wielka Pascha Chrystusa. Dlatego już
na początku III w. uroczyście świętowano Wcielenie Syna Bożego (dokumentuje to
św. Hipolit Rzymski). W budowli roku kościelnego z cienia wychodzą więc filary
stojące na solidnych fundamentach.

Wielki Post i Adwent – wchodzenie w Misterium Chrystusa
W IV w. z wielką intensywnością przez post i modlitwę przygotowują się do
Wielkanocy – święta chrztów – katechumeni. Wraz z nimi 40-dniowe przygotowanie
przeżywają ich rodziny, wspólnoty parafialne, wreszcie cały Kościół. Ćwiczenia
duchowne przed Wielkanocą stają się zaczynem Wielkiego Postu. Ten okres prowadzi
do Zmartwychwstania, jest jak nawa katedry prowadząca do ołtarza Rezurekcji.
Źródła liturgiczne zaś wskazują na to, że na wzór Wielkiego Postu po drugiej
stronie roku kościelnego rodził się Adwent – czas przygotowania na wielkie
święto Wcielenia. W budowli roku kościelnego zarysowuje się zatem oprócz nawy
Wielkiego Postu, także portal czy przedsionek wprowadzający w Tajemnicę
Wcielonego Słowa, które przychodzi, aby osądzić świat. Precyzyjny mechanizm roku
kościelnego uruchamia te dwa okresy w odpowiednim czasie.

Święta – "wieniec świętych" z Chrystusem w tle
Kalendarz kościelny wypełniał się przez wieki nowymi świętami, także Maryi i
świętych. Co ważne, ich sensem był zawsze Chrystus oraz tajemnica Jego życia i
działania w sercach ludzi. W męczennikach widziano Jego mękę i wierność, w
wyznawcach – Jego świętość, w dziewicach – Jego czystość, w pasterzach – Jego
naukę i prawdę. Jak witraże przepuszczają światło, tak twarze świętych
przenikała tajemnica nie ich własna, ale Mistrza. Dlatego w historii Kościoła,
ilekroć kult Chrystusa był przysłaniany przez kult świętych, reformowano
kalendarz liturgiczny. Ostatni Sobór na nowo przypomniał, że niedziela musi
pozostać sercem roku kościelnego, święci nie mogą zająć jej miejsca, ale
prowadzić do niej. Precyzyjny mechanizm zegara roku kościelnego uwzględnia to
wymaganie, wstrzymuje od czasu do czasu jakieś święto, które koliduje z
niedzielą. W naszej budowli roku kościelnego pojawiły się na koniec witraże i
obrazy świętych.

Rok kościelny – łamigłówka liturgiczna czy uświęcenie człowieka?
Skomplikowany mechanizm roku kościelnego może wprawić w zakłopotanie osobę
nieobytą z "tabelą pierwszeństwa dni liturgicznych", okresami "mocnymi" i
"słabymi" czy "oktawami". W rzeczywistości jednak nie jest tak bardzo ważne, że
odróżnia się wspomnienia od świąt, a te od uroczystości, nadając tym ostatnim
największą rangę. Ważne jest, że sensem roku kościelnego jest uświęcenie roku
cywilnego w rytmie wiary. Czyli uświęcenie ludzi żyjących w prozaicznym rytmie
"od pierwszego do pierwszego". Chodzi o takie uświęcenie, które sprawia, że
ludzie naszego wieku stają się jak święci w kalendarzu, ci na witrażach, którzy
przepuszczają nie swój blask, ale blask słońca, blask łaski.

Adwent – stojąc u drzwi Tajemnicy
Porównując ukryte zależności elementów roku kościelnego do przemyślnego
mechanizmu zegara, porównaliśmy go też do wzniosłej katedry. Specyfiką tej
budowli jest fakt, że nie była wznoszona według ludzkiej logiki, zupełnie nie po
kolei, bez projektów i rysunków. W roku kościelnym od początku nic nie było z
góry zaplanowane, wierzący odkrywali powoli piękno czasu przeżywanego z
Odkupicielem, tytułowej podróży w czasie z Chrystusem.
Jeśli tak spojrzymy na rok kościelny, widzimy wyraźniej, gdzie się znajdujemy w
obecnym okresie. Adwent to przedsionek wielkiej Tajemnicy Wcielenia Syna Bożego,
a zarazem Jego ostatecznego przyjścia, paruzji. Przygotowania, które
podejmujemy, praca nad sobą, modlitwa i czuwania, rekolekcje i spowiedź,
pojednanie z bliźnimi – wszystkie te działania są kroczeniem do wnętrza wielkiej
świątyni wiary, w której Bóg nie przebywa sam dla siebie, ale po to, by dać
swoim dzieciom to, co ma najcenniejszego – swojego Syna.

Ks. Dominik Ostrowski
 

drukuj