Braki w exposé

Donald Tusk, prezentując program swojego rządu, dużo mówił o
zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, reformie KRUS, zmianach w
podatkach. Ale "zapomniał" za to poruszyć tak ważnych kwestii, jak reforma
ochrony zdrowia, system edukacji czy polityka zagraniczna.

Analiza

Waloryzacja rent i emerytur ma mieć charakter kwotowy, a nie procentowy. Ma to
zmniejszyć dysproporcje między najwyższymi a najniższymi świadczeniami.
Rozwiązanie to nie będzie wprowadzone na stałe. – Od 2013 roku będzie stopniowo
zrównywany i podwyższany wiek przechodzenia na emeryturę kobiet i mężczyzn,
finalnie do 67. roku życia – zapowiadał premier. – Co cztery miesiące wiek
emerytalny przesuwać będziemy o kolejny miesiąc, co oznacza, że z każdym rokiem
pracować będziemy dłużej o trzy miesiące, co będzie oznaczało, że ten poziom 67
lat w przypadku mężczyzn osiągniemy w roku 2020, a dla kobiet w roku 2040 –
precyzował Tusk. Jak przekonywał, zmiany w systemie emerytalnym są konieczne,
"jeśli myślimy na serio o tym, by polskie finanse publiczne były rzeczywiście
bezpieczne". – Aby to uzyskać, konieczne jest przedłużenie czasu pracy, by
podwyższyć próg przechodzenia na emeryturę – powiedział Tusk. – Nie utrzymamy
tego systemu emerytalnego, nie utrzymamy Polski na powierzchni wody, jeśli nie
zdecydujemy się na ten twardy krok – dodał.
Według szefa rządu, dzięki tym zmianom państwo przestanie nadmiernie się
zadłużać. – To umożliwi wypłacanie emerytur wszystkim i dzisiaj, i w przyszłości
– zaznaczył Tusk. – Jeśli chodzi o rok 2020, to w tej perspektywie, dzięki
wprowadzeniu tej zmiany, dług w relacji do PKB spadnie do 44 proc., w roku 2030
do 40 proc., a do roku 2040 do 35 proc. PKB – mówił. Jak zauważył, jest to
postępowanie, które może Polsce zagwarantować trwałe bezpieczeństwo finansów
publicznych. Zdaniem Tuska, efektem zrównywania i podwyższania wieku
emerytalnego będą wyraźnie wyższe emerytury.
Ale zdaniem ekonomistów, premier nie powiedział nic o negatywnych skutkach tych
rozwiązań. Podniesienie wieku emerytalnego uderza przecież w młodych ludzi,
którym trudno jest już teraz znaleźć pracę, a gdy na rynku pozostaną tysiące
starszych stażem pracowników, będzie to jeszcze trudniejsze. – Około miliona
bezrobotnych to ludzie do 35. roku życia. Bardzo duża część z nich to osoby z
wyższym wykształceniem. Więc wydłużenie wieku emerytalnego uderza w rynek pracy
młodych ludzi. Po drugie – przy naszym poziomie opieki zdrowotnej pojawia się
pytanie, czy ludzie w wieku 50-60 lat będą w stanie pracować w swoich zawodach,
szczególnie, jeśli chodzi o pracę fizyczną. To osoby już sterane życiem,
schorowane, w związku z tym mechaniczne wydłużenie okresu pracy jest tu wręcz
niehumanitarne – zauważa poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk, ekonomista.
Tymczasem na temat ochrony zdrowia premier w swoim exposé nie mówił w ogóle, a
przecież ta sfera też wymaga pilnej naprawy. – Zabrakło jasnej deklaracji, co ze
służbą zdrowia. Czyli konkretnie: czy idziemy dalej w kierunku jej
komercjalizacji i umywania rąk przez państwo, czy też deklaracja, że
bezpieczeństwo zdrowotne Polaków jest nadal w centrum konstytucyjnych obowiązków
państwa, które je musi nadzorować, zapewniać dostęp do opieki zdrowotnej każdemu
obywatelowi i na równych zasadach – komentuje Bolesław Piecha, wiceminister
zdrowia w rządzie PiS, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia. Dlaczego kwestii
tej w exposé nie było? Piecha jest przekonany, że przyczyną był zwykły strach
Tuska. – Pan premier jest świadomy tego, że żadne z jego przedwyborczych
zapowiedzi się nie spełni. Dlatego bał się poruszać tych kwestii. Wiadomo już,
że kolejki do specjalistów i zabiegów operacyjnych są, że rosną, a nadchodzą
czasy jeszcze cięższe – mówi Piecha. Poseł liczy na to, że kwestie związane z
reformą służby zdrowia zostaną poruszone przez obecnego szefa resortu zdrowia
Bartosza Arłukowicza na specjalnie zwołanym na następny tydzień posiedzeniu
komisji sejmowej.
Premier pominął w swoim wystąpieniu także sprawy edukacji, infrastruktury czy
polityki zagranicznej. Być może był to celowy zabieg, aby szef rządu nie musiał
się tłumaczyć, podobnie jak w przypadku ochrony zdrowia, dlaczego w poprzednich
czterech latach rządów nie zrealizowano obietnic składanych w 2007 roku:
mieliśmy przecież mieć znakomicie działające szkoły, szpitale, nowoczesne
autostrady i drogi kolejowe. I trudno oprzeć się wrażeniu, że exposé bardziej
przypominało wystąpienie ministra finansów na temat budżetu niż premiera
prezentującego całościowy, czteroletni program rządu.

 

Anna Ambroziak

drukuj