Gronkiewicz-Waltz do dymisji
Mija tydzień od haniebnych wydarzeń w Warszawie w dniu Święta
Niepodległości 11 listopada. Kilkadziesiąt tysięcy Polaków przemaszerowało w
spokoju i z godnością trasą z placu Konstytucji na plac na Rozdrożu do pomnika
Romana Dmowskiego, mijając pomnik Józefa Piłsudskiego przy Belwederze.
Skandowano najczęściej: "Bóg, Honor i Ojczyzna", "Oddać życie dla Ojczyzny to
jest honor dla mężczyzny", "Cześć i chwała bohaterom".
W pochodzie szły całe rodziny, kobiety, dzieci, byli też niepełnosprawni na
wózkach. Tego akurat nie zobaczyliśmy w głównych mediach, które skoncentrowały
się na walkach chuliganów z policją na placu Konstytucji, wówczas gdy główna
kolumna Marszu Niepodległości opuściła już to miejsce. Do internetu trafiły już
setki filmów i relacji świadków z wydarzeń na ulicach Warszawy. Wyłania się z
nich obraz różny od tego, jaki wciąż podtrzymują oficjalne media, władze
Warszawy oraz policja. Te trzy ośrodki opinii i władzy nadal nie potrafią lub
nie chcą odróżnić winnych ulicznych walk bandytów i prowokatorów – w tym
niemieckich bojówkarzy zaproszonych przez polskich anarchistów "Porozumienie 11
listopada" i środowisko "Krytyki Politycznej" – od ludzi, którzy w święto
państwowe manifestowali swój patriotyzm. Można mieć więc obawy, że wnioski,
jakie sformułują media, władze Warszawy i policja, będą się różniły od
obiektywnej prawdy. W odczuciu bardzo wielu uczestników Marszu Niepodległości
oraz obserwatorów relacji telewizyjnych z wydarzeń 11 listopada br. w stolicy
szczególną odpowiedzialność ponosi prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Zezwoliła na kontrmanifestację lewicowym organizacjom, których jedynym celem
było nielegalne zablokowanie legalnego Marszu Niepodległości na trasie jego
pochodu. Tym samym świadomie naraziła na niebezpieczeństwo tych mieszkańców
Warszawy, którzy zdążali na plac Konstytucji, skąd o godz. 15.00 miał wyruszyć
marsz. W miejscu zbiórki Marszu Niepodległości na placu Konstytucji pojawili się
także bandyci, ruszając do walki z policją. Skąd przyszli, kim są, kto ich
zwołał, odpowiedzi na te pytania powinna znać policja i inne tajne służby
zajmujące się naszym zbiorowym bezpieczeństwem. Dopóki nie poznamy odpowiedzi na
te pytania, mamy prawo się obawiać, że mogła to być prowokacja mająca na celu
skompromitowanie organizatorów Marszu Niepodległości.
Widok cywila w asyście policjanta katującego w bestialski sposób niewinnego
człowieka na Nowym Świecie okazał się podwójnie porażający, gdyż bandytą tym
okazał się policjant po cywilnemu. Dzięki kamerze internauty udało się go
zidentyfikować, a ilu jeszcze innych policjantów wystąpiło w podobnej roli. Być
może, o czym nie wiemy, policja dysponuje specjalnymi oddziałami po cywilnemu.
Jeśli tak, to dlaczego tych zakonspirowanych oddziałów nie było na placu
Konstytucji, gdzie toczyła się regularna wojna bandytów z policją? Inny bandyta
wmieszany w tłum Marszu Niepodległości, ten, którego setki razy pokazywała TVP
Info i inne telewizje, uderza w twarz fotoreportera. Jednak tylko w internecie
pokazano go jako uczestnika lewicowych manifestacji. Na szczęście, znowu dzięki
internautom, policja zatrzymała bandytę. Czy winą organizatorów marszu jest to,
że znalazł się w tłumie manifestantów? Pytanie to zadaję dlatego, że wśród
gadających głów panuje zgodny pogląd, że nowe regulacje prawne mają wymusić na
organizatorach marszu większą odpowiedzialność. A ja bym chciał, żeby to
policja, tajne służby, władze miasta wzięły na siebie większą odpowiedzialność
za rozdzielenie bandytów od uczciwych, porządnych ludzi.
"Krytyka polityczna" na Nowym Świecie – współorganizator kontrmanifestacji,
punkt zborny dla zorganizowanej grupy przestępczej z Niemiec, bijącej Polaków –
powinna być zdelegalizowana i zniknąć z miasta raz na zawsze. Prezydent Warszawy
Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna odejść ze stanowiska i odpowiadać przed sądem za
narażenie na niebezpieczeństwo licznych uczestników Święta Niepodległości.
Wojciech Reszczyński
