Nazywano ich „bandytami”

Z Dariuszem Żurkiem, krewnym jednej z ofiar więzienia wrocławskiego,
ekshumowanej przez Instytut Pamięci Narodowej na cmentarzu w Osobowicach,
rozmawia Jacek Dytkowski

Trwają ekshumacje na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu, na którym
spoczywają szczątki Pańskiego stryja – Henryka Żurka. Wiedział Pan wcześniej o
jego więziennym losie?

– Na temat mojego stryja mam niewiele informacji. Wiem natomiast, że jego brat,
a mój ojciec Jan Żurek został wywieziony na roboty do Niemiec. Po wojnie wrócił
i wstąpił do partyzantki. Był żołnierzem Konspiracyjnego Wojska Polskiego.
Został schwytany, dostał wyrok i siedział w więzieniu. Wyszedł na przepustce w
1954 r., po czym jeszcze musiał trochę "odsiedzieć". Wreszcie po wyjściu
schorowany zmarł w 1979 roku. Natomiast o stryju wiem tylko tyle, że walczył z
bronią w ręku.

Pamięć o stryju była w rodzinie przechowywana?
– W rodzinie są różne opinie na ten temat, z których pozostaje bardzo mało
szczegółów. Wiem, że babcia Marianna z domu Niesobska, czyli mama stryja i ojca,
bardzo przeżyła ich uwięzienie. Później jako osoba samotna przestała – można
powiedzieć – społecznie funkcjonować. Uległa pewnego rodzaju depresji. Sytuacja,
że dwóch synów zostało uwięzionych, była dla niej traumatycznym przeżyciem.
Okazało się ponadto, że stryj zmarł w 1950 roku. Ja natomiast w chwili śmierci
ojca miałem około 20 lat, zdawałem wtedy maturę, angażowałem się też w sport.
Byłem zatem młodym człowiekiem i śmierć taty była dla mnie poważnym szokiem.
Więc nie zdążyłem pewnych rzeczy, dotyczących m.in. losów stryja, poznać.

Kiedy został uwięziony Pański ojciec?
– Z tego, co wiem, to w 1946 roku. Stryj prawdopodobnie w tym samym czasie. Nie
wiem, czy był on członkiem oddziału w sensie zorganizowanej i afiliowanej
partyzantki. Nie mam pewnych informacji na ten temat. Czy było to KWP – jak w
przypadku ojca – czy jakaś inna grupa? Tego nie wiem. W każdym razie wtedy
oficjalnie mówiło się o nich wszystkich: "bandyci".

W jakich okolicznościach zmarł stryj w więzieniu wrocławskim?
– Z informacji, jakie uzyskałem od dr. Krzysztofa Szwagrzyka z Instytutu Pamięci
Narodowej, który kieruje pracami ekshumacyjnymi w Osobowicach, nie stwierdzono
żadnych przestrzelin w szczątkach lub złamań kości. Nie wyklucza to jednak
śmierci w wyniku wyczerpania jakimiś torturami czy z powodu innych przyczyn.
Jako że okoliczności zgonu nie są znane, nie chcę bezpodstawnie robić ze stryja
bohatera. Natomiast na pewno był ofiarą więzienia.

Pierwszy pogrzeb ekshumowanych więźniów wrocławskich odbył się 21
października.

– Tak się złożyło, że stryj zmarł 21 października 1950 r., więc ten pogrzeb miał
dla mnie znaczenie symboliczne i był pewnym znakiem. Oczywiście posługuję się
datą oficjalną zgonu, według ksiąg cmentarnych. W rodzinie nie było żadną
tajemnicą, że jest on pochowany gdzieś na Osobowicach. Nikt tych rzeczy nie
zatajał. Byłem jednak wtedy młodym chłopcem – można powiedzieć – czasu
schyłkowego PRL. Nie był to okres odpowiedni dla jakiejś gloryfikacji członków
rodziny. Zresztą mój ojciec też się nie afiszował ze swoją przeszłością, co nie
znaczy, że o niej nie wiedziałem. Tamten okres po prostu nie sprzyjał, by się
tym chwalić. Teraz mam dostęp do akt IPN, gdzie jeszcze zapisy z 1978 r.
potwierdzają, że był on członkiem grupy porucznika Alfonsa Olejnika "Babinicza",
dowódcy Oddziału Partyzanckiego Służby Ochrony Społeczeństwa "Oświęcim"
Konspiracyjnego Wojska Polskiego, walczącego w powiecie wieluńskim i sieradzkim.
Z tego, co wiem, ojciec działał m.in. na terenie Wielunia i Wieruszowa. Miałem
zatem opory np. w stosunku do wstąpienia do Zmotoryzowanych Odwodów Milicji
Obywatelskiej (ZOMO) – co mi proponowano z różnych względów – czy organizacji
typu Polska Zjednoczona Partia Robotnicza (PZPR), Związek Młodzieży
Socjalistycznej (ZMS) czy czerwone harcerstwo w tamtych czasach. Nie było o tym
mowy. Nikt mi tego nie nakazywał. Takie były moje przekonania i w ten sposób
ukształtowała mnie wspominana przeszłość rodzinna.

Rozmawiało się w domu o działaniach ojca w KWP?
– Tak. Między innymi o tym, jak jechali w 1946 r. do Radomska, gdzie oddziały
SOS KWP dowodzone przez por. Jana Rogulkę "Grota" uwolniły 57 więźniów. Udało im
się szczęśliwie przejechać samochodami przez miasto, które było zajęte przez
oddziały sowieckie. Ojciec opowiadał też, jak pod Ochędzynem zaatakowali kolumnę
transportową dla sowieckiego wojska. W związku z tym w aktach sprawy był m.in.
oskarżony o kradzież oficerowi sowieckiemu… siedmiu zegarków. Brzmiało to
anegdotycznie. Bo skąd ten Rosjanin mógł mieć siedem zegarków? One same też były
na pewno "trofiejne".

Jak dowiedział się Pan o ekshumacjach w Osobowicach?
– Wcześniej, kiedy odwiedzałem cmentarz, nie miałem dokładnej świadomości, w
której kwaterze jest pochowany stryj. Wiedziałem tylko, że tam, gdzie znajduje
się miejsce chowania więźniów. O planowanych ekshumacjach dowiedziałem się
zupełnie przypadkowo. Mieszkam bowiem daleko od Wrocławia i nie mam kontaktu na
bieżąco z tym, co się dzieje w tym mieście. W latach 2008-2009 przeglądałem
informacje internetowe, że jakieś badania mają być robione na cmentarzu, m.in.
za pomocą georadaru. Dowiadywałem się szczegółów również u dr. Szwagrzyka.
Akurat 15 października, kiedy rozpoczęto ekshumacje we Wrocławiu, w internecie
około południa znalazłem o tym wiadomość. Zagrały wówczas we mnie duże emocje. W
poniedziałek zadzwonił do mnie dr Szwagrzyk i dowiedziałem się, że w piątek
będzie pierwszy pogrzeb. Był to dla mnie zatem tydzień pełen napięcia.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj