O to walczyliśmy z komuną

Z dr. Tomaszem Wójcikiem, posłem Akcji Wyborczej
Solidarność, który powiesił krzyż w Sejmie, rozmawia Marek Zygmunt

To Pan 19 października 1997 r. razem z Piotrem Krutulem z Białegostoku
zawiesił krzyż w sali sejmowej.

– Piotr Krutul był z nas najwyższy, stąd mógł dosięgnąć framugi drzwi za
prezydium sejmowym, gdzie postanowiliśmy zawiesić krzyż. Ten fakt spowodował, że
to właśnie jemu przypadła ta zaszczytna rola. Wcześniej grupa nowo wybranych
posłów stwierdziła, że mimo ośmiu lat funkcjonowania niepodległej Polski w
Sejmie nie ma najważniejszego symbolu naszej rzeczywistości, czyli krzyża.
Należy podkreślić, że w izbie Senatu krzyż wisi od początku funkcjonowania izby
wyższej parlamentu i nikomu jakoś nie przeszkadza. Zaledwie zatem uzupełniliśmy
zaniedbanie naszych poprzedników.

Była to inicjatywa oddolna…
– A kogo mieliśmy pytać o zgodę? Czy zawieszając krzyż w domu czy w miejscu
pracy, musimy pytać kogokolwiek o zgodę? Jest to podstawowe prawo każdego
człowieka, by tak prywatnie, jak i w przestrzeni publicznej mógł swobodnie
wyrażać swoje przekonania religijne. Przecież o to walczyliśmy z komuną. Nie
działaliśmy w tajemnicy, ponieważ nie uważaliśmy, że czynimy coś niewłaściwego,
ale wręcz przeciwnie, że jest to nasz oczywisty obowiązek. Zawiesiliśmy krzyż
wieczorem, gdyż następnego dnia rano rozpoczynała się kolejna sesja Sejmu.
Pamiętam, że w momencie zawieszania krzyża doszło do zabawnego incydentu. Otóż
Piotr Krutul, stojąc na fotelu marszałkowskim, przytrzymał się framugi drzwi,
która jak się później okazało, była tylko jej atrapą. Kolega spadł z fotela, ale
na szczęście bez żadnych przykrych konsekwencji.
Jakiś dziennikarz z ukrycia sfotografował to zdarzenie. Przez wiele lat
próbowano robić z tego sensację. Gdyby dziennikarze zgłosili się do nas w
normalny, cywilizowany sposób, to jeszcze byśmy do zdjęć pozowali. Dzisiaj widać
wyraźnie, że najgłośniejsi obrońcy "tolerancji" również najhałaśliwiej występują
przeciwko krzyżowi. Nie pamiętam, co czułem w momencie zawieszania krzyża,
jednak było dla mnie oczywiste, że tak właśnie należy postąpić. Raczej dziwiło
mnie, że nasi poprzednicy w Sejmie tego nie zrobili.

Spodziewał się Pan protestów?
– Jeśli czytamy Pismo Święte, to znajdziemy tam słowa o sprzeciwie wobec krzyża.
Również historia ostatnich dwóch tysięcy lat pokazuje, jak wiele razy ludzie
występowali przeciw krzyżowi. Wielokrotnie próbowano usunąć krzyż z przestrzeni
publicznej. Zawsze okazywało się to na dłuższą metę nieskuteczne i przynosiło
tragiczne skutki. Mogę to porównać do próby usunięcia z naszej rzeczywistości
tlenu. Można to zrobić, ale skutki będą oczywiste.
Owszem, byli tacy, którym wydawało się, że trwale usunęli krzyż i Boga z tego
świata. Jak skończyli, co po nich zostało? Niesławna pamięć, miliony zabitych,
zgliszcza. Nie dam sobie zamknąć ust żądaniem fałszywie rozumianej "neutralności
państwa", które ma decydować, gdzie i jak mam wyznawać Boga, oraz "tolerancji",
która toleruje zło, dewiacje, ale nie toleruje mojej wiary i mojego prawa do jej
publicznego wyznawania. Trzeba zauważyć, że obecnie protesty pochodzą od tych,
którzy mają pełne usta tolerancji, ale w tym właśnie proteście są skrajnie
nietolerancyjni.

Grupa akolitów Janusza Palikota żąda usunięcia krzyża, tak z Sejmu, jak
i ze szpitali. To powrót do sporu o neutralność światopoglądową państwa,
podobnego do tego z 1997 roku?

– Nie ma żadnego sporu o świeckość państwa. Jest oczywiste, że państwo nie ma
prawa ingerować w przekonania religijne obywateli. To nie jest domena państwa.
Nie spotkałem się po 1989 r. ani razu z sytuacją, by kapłani czy biskupi byli
uczestnikami struktur władzy państwowej i podejmowali decyzje należące do
kompetencji państwa. Natomiast nie wyobrażam sobie, że wrócimy do systemu, w
którym działanie wszystkich szczebli władzy państwowej nie będzie poddawane
osądowi obywateli, niezależnie od tego, jaką pełnią funkcję czy rolę. Jedni
specjalizują się w ocenie politycznej, inni w ekonomicznej, a kapłani są m.in.
po to, by dokonywali oceny moralnej. Osobiście chcę wiedzieć, jak od strony
moralnej są oceniane pociągnięcia premiera, prezydenta, Sejmu czy też
poszczególnych polityków. Jeśli państwo zacznie regulować, gdzie może wisieć
krzyż, a gdzie nie, to będzie właśnie naruszenie neutralności państwa. Staje się
ono państwem ideologicznym. Myślę, że cała ta akcja to w dużej mierze przejaw
totalnej impotencji politycznej, braku koncepcji działania państwa w sferze
ekonomicznej, edukacyjnej, opieki zdrowotnej czy zabezpieczenia społecznego.
Atak na wartości ma pobudzić emocje obywateli i odwrócić uwagę od wspomnianych
spraw.

Posłowie Palikota twierdzą, że w Sejmie jest kaplica. Po co jeszcze
krzyż? – pytają.

– Kaplica w Sejmie jest po to, by umożliwić praktyki religijne wierzącym, bez
zmuszania niewierzących do uczestniczenia w nich. Natomiast krzyż w sali Sejmu
jest prawem wierzących posłów, by w miejscu ich pracy był główny symbol ich
wiary. Tak długo, jak choćby jeden poseł miał potrzebę zawieszenia krzyża, ma do
tego prawo i pozostałym nic do tego.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj