Sprzedać kolejkę na Kasprowy
Zaplanowana na przełom roku 2011 i 2012 prywatyzacja spółki Polskie Koleje
Linowe SA poruszyła nie tylko mieszkańców gór. Na ręce szefa rządu płyną
protesty zgłaszane przez różne środowiska – profesorów wyższych uczelni,
Państwową Radę Ochrony Przyrody, Państwową Radę Ochrony Środowiska, Radę Powiatu
Tatrzańskiego, Radę Miasta Zakopanego oraz Komisję Krajową NSZZ "Solidarność".
Zamiarom prywatyzacji jest przeciwna także dyrekcja Tatrzańskiego Parku
Narodowego.
Środowiska sprzeciwiające się zamiarom prywatyzacji zgodnie podkreślają, że
przed podjęciem tego rodzaju decyzji konieczne jest przeprowadzenie konsultacji
społecznych.
Konieczna jest debata
Rząd jednak nie podjął dyskusji na ten temat, środowiska naukowe postanowiły
zatem wziąć sprawę w swoje ręce. W trzeciej dekadzie listopada w Akademii
Wychowania Fizycznego w Krakowie odbędzie się konferencja poświęcona planowanej
prywatyzacji Polskich Kolei Linowych. Jej celem jest podjęcie otwartej dyskusji
na ten temat i wypracowanie w ten sposób konstruktywnych postulatów dalszego
rozwoju spółki. Organizatorem konferencji jest środowisko naukowe Akademii
Wychowania Fizycznego w Krakowie z profesorami Zbigniewem Witkowskim i Ryszardem
Winiarskim na czele. – Uważamy, że przekazanie takiej firmy jak PKL, o
ugruntowanej pozycji w polskiej tradycji, kulturze i świadomości społecznej, w
ręce nieznanych inwestorów może skutkować niekorzystnymi zmianami gospodarczymi,
społecznymi i środowiskowymi – mówi prof. Witkowski.
Wydaje się, że obawy profesorów Wydziału Turystyki i Rekreacji krakowskiej AWF
są uzasadnione. – Prywatyzacja PKL oznacza de facto sprywatyzowanie części parku
narodowego, ponieważ budynki wraz z gruntami należącymi do tego przedsiębiorstwa
znajdują się na jego terenie – mówi Piotr Bąk, prezes Klubu im. Władysława
Zamoyskiego w Zakopanem. – Nie prywatyzuje się wzgórza wawelskiego, kopalni soli
w Wieliczce ani parku narodowego – zaznacza dobitnie. Stanowisko Klubu jest
zgodne z treścią ustawy z 6 lipca 2001 roku o zachowaniu narodowego charakteru
strategicznych zasobów naturalnych państwa. Ustawa ta mówi o tym, że tego
rodzaju tereny nie podlegają przekształceniom własnościowym.
Co robi dobry gazda
– Kiedy dowiedziałem się o planowanej prywatyzacji, długo myślałem, że to żart –
mówi Piotr Bąk. Dla części miłośników gór prywatyzacja przez giełdę byłaby do
zaakceptowania – pod warunkiem zachowania pakietu kontrolnego przez Skarb
Państwa. Część akcji mogliby wtedy dostać na przykład byli właściciele ziem
zabranych pod budowę kolejki, resztę kupiliby z pewnością narciarze. Sprzedaż
poza giełdą wydaje się czymś nie do wyobrażenia.
– Oczekiwania społeczne są całkowicie różne od celów rządu, który postawił nas w
bardzo dziwnej sytuacji. Ja sam o planach prywatyzacji dowiedziałem się dopiero
w momencie, kiedy mówiło się już, że zakupem Polskich Kolei Linowych
zainteresowana jest słowacka spółka Tatra Mountain Resort. PKL jest spółką mocno
związaną z naszym regionem, spółką, z którą lokalna społeczność mocno się
utożsamia. Tutejsi mieszkańcy są także uzależnieni finansowo od tej spółki, a
zatem jej prywatyzacja jest dla nich zagrożeniem – mówi Leszek Dorula, członek
Rady Miasta Zakopanego. Niczego nie ujmując firmie słowackiej, PKL znajdują się
także w znacznie lepszej kondycji finansowej niż spółka zainteresowana ich
kupnem. Radni proponują zatem, żeby spółka ta została w rękach Skarbu Państwa
bądź – jeśli jednak z jakichś powodów konieczna jest jej prywatyzacja – żeby
udziały w niej mogły kupić miejscowe samorządy.
W piśmie do "Naszego Dziennika" rzecznik Ministerstwa Infrastruktury nie
wyklucza takiego rozwiązania. "Stanowiska władz samorządowych oraz organizacji
społecznych w sprawie prywatyzacji są wnikliwie analizowane przez PKP SA. Jednym
z możliwych rozwiązań jest zakup PKL przez samorządy lub konsorcjum jednostek
samorządu terytorialnego" – pisze Mikołaj Karpiński.
Nie wiadomo właściwie, jakie są powody prywatyzowania Polskich Kolei Linowych.
Rzecznik Ministerstwa Infrastruktury pytany o to, jakie przesłanki zdecydowały o
podjęciu tej decyzji, odpowiada: – Jednym z podstawowych założeń przyjętych w
strategii prywatyzacji tego podmiotu jest zapewnienie dalszego rozwoju spółki.
Osiągnięcie tego celu będzie możliwe w wyniku pozyskania kapitału od inwestora
lub inwestorów.
Tymczasem Polskie Koleje Linowe SA są spółką bardzo dobrze prosperującą. W ciągu
ostatnich dziesięciu lat firma zarządzana przez Jerzego Andrzeja Laszczyka
pomnożyła swój majątek czterokrotnie. – Jesteśmy firmą, która swoich wskaźników
ekonomicznych na pewno nie powstydziłaby się w Europie – mówi prezes PKL. –
Naszej firmie banki zawsze chętnie udzielają kredytów, a my nigdy nie mieliśmy
kłopotów z ich spłacaniem – dodaje. Sztandarową inwestycją PKL było wybudowanie
nowej kolei na Hali Gąsienicowej, przebudowa kolei na Gubałówce, od podstaw, na
zupełnie dzikim terenie poprowadzono kolej na Górę Żar. – Zbudowaliśmy też
nowoczesną, czteroosobową kolej na Palenicę w Szczawnicy, zmodernizowaliśmy
kolej na Kasprowy Wierch, co było naszym największym osiągnięciem – nie kryje
dumy prezes Laszczyk. Zdaniem wielu rozmówców "Naszego Dziennika", przy takiej
kondycji firmy z pewnością korzystne byłoby wprowadzenie spółki na giełdę, co
zresztą prawdopodobnie niezwłocznie uczyni ewentualny nowy właściciel. W tym
świetle niezrozumiałe jest podejmowanie decyzji o prywatyzacji. – Dobry gazda
nie pozbywa się kury, która znosi złote jaja – podsumowuje krótko Piotr Bąk.
Nie prywatyzuje się parków narodowych
Ewentualnej prywatyzacji jest przeciwny także dyrektor Tatrzańskiego Parku
Narodowego. Doktor Paweł Skawiński zwraca uwagę, że prywatyzacja kłóci się z
samą ideą parku narodowego, bo jest to przestrzeń, która ma służyć narodowi i
być zarządzana poprzez kontrolę społeczną. Wszystko, co dzieje się w parku
narodowym, powinno być jawne i podlegać publicznej dyskusji. – Jeśli na terenie
parku pojawia się organizacja, której celem jest osiąganie zysku, stanowi to
pewien dysonans. Dzisiaj istnieje pewien kompromis pomiędzy obrońcami przyrody a
Polskimi Kolejami Linowymi. Ewentualna sprzedaż PKL otworzyłaby tutaj nowy
rozdział – nowy właściciel może inaczej definiować swoje cele i być bardziej
drapieżny. Trzeba także pamiętać o tym, że większość ludzi patrzy na Tatry jako
na miejsce "czyste", przestrzeń prymatu wartości wyższych nad chęcią osiągania
zysku – podkreśla dr Paweł Skawiński.
Z ewentualną prywatyzacją PKL mogłoby wiązać się także zagrożenie dla lokalnej
społeczności. W Zakopanem praktycznie każda rodzina prowadzi działalność
gospodarczą. Małe podmioty rywalizują ze sobą i rynek sam to reguluje. Wejście
jednego mocnego inwestora byłoby z pewnością zagrożeniem dla miejscowej
społeczności. Jak wskazuje Leszek Dorula, do kupienia jest także spółka Polskie
Tatry, właściciel Parku Wodnego i kilku pensjonatów i hoteli. Jeśli znalazłaby
się ona w rękach tego samego inwestora, który kupiłby PKL, rynek turystyczny
mógłby zostać zmonopolizowany.
Ewentualna sprzedaż Polskich Kolei Linowych może być także zagrożeniem dla
tatrzańskiej natury. Obecnie grunty, na których umieszczone zostały urządzenia,
znajdują się w strefie ścisłej ochrony przyrody. W przypadku ich sprywatyzowania
automatycznie przeszłyby one do strefy ochrony zaledwie krajobrazowej.
Ojcowizna nie jest na sprzedaż
Ważnym aspektem dyskutowanym w kontekście ewentualnej prywatyzacji jest sprzeciw
spadkobierców górali, których komuniści wywłaszczyli w latach 60. O ile część
rodzin z trudem pogodziła się ze stratą ojcowizny, tłumacząc sobie, że
przynajmniej stała się ona własnością całego Narodu, o tyle inni nie są w stanie
zaakceptować podejmowania prób sprzedaży prywatnemu inwestorowi, w dodatku
zagranicznemu. Górale, tracąc ziemię, nie podjęli przyznanych im rekompensat
finansowych, ponieważ uznali, że oznaczałoby to usankcjonowanie grabieży.
Pieniądze te, pozostawione w depozycie sądowym, po jakimś czasie przepadły. – Z
prawnego punktu widzenia nie ma to może wielkiego znaczenia, z moralnego
natomiast – ogromne – uważa Piotr Bąk. – Przez szereg lat byłem burmistrzem
Zakopanego i zawsze, kiedy sprzedawaliśmy jakiś teren, który wcześniej był
wywłaszczony za komuny, mieliśmy obowiązek udzielić prawa pierwokupu byłym
właścicielom lub ich spadkobiercom, a dopiero później wystawiać go na wolny
rynek – podkreśla. Teraz natomiast mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której
formalnie nadal istniałoby przedsiębiorstwo PKL, ale już kto inny miałby zostać
właścicielem jego akcji. W odbiorze potomków dawnych gospodarzy hal tatrzańskich
wygląda to fatalnie.
Część rodzin górali przypłaciła wywłaszczenie zdrowiem, a pośrednio i życiem. –
Niektórzy po tym, jak wojsko ludowe odebrało im ziemię, załamali się i nigdy już
nie odzyskali zdrowia i chęci do życia. Pewna kobieta na Harendzie, kiedy
odebrano jej ziemię, postradała zmysły. Prywatyzacja Polskich Kolei Linowych
byłaby dla nas jakby podwójnym wywłaszczeniem – pierwszy raz wywłaszczyła nas
komuna, drugi raz – kapitaliści. Czym innym jest jednak wywłaszczenie na cel
publiczny, a czym innym na cel prywatny. Uważamy, że Polskie Koleje Linowe
należą do tego rodzaju strategicznych obiektów, które powinny pozostać w
polskich rękach – konkluduje prezes Związku Podhalan Marcin Zubek.
Kolej na Kasprowy Wierch jest pierwszą koleją linową w historii Polski. Przed
wojną Zakopane jako stacja narciarska dorównywało Davos, na Kasprowym Wierchu
dwukrotnie odbywały się narciarskie mistrzostwa świata. Nie stało się to przez
przypadek, ale było wynikiem świadomej polityki państwa. Dziś stacje kolejki na
Kasprowy Wierch i kolejki w Krynicy są jedynymi zachowanymi obiektami polskiej
przedwojennej architektury sportowej. Wiąże się z nimi niebagatelna część
historii Polski – wizyta Ojca Świętego Jana Pawła II. Z tego miejsca Papież
błogosławił Tatry i całą Polskę. – Nie wyobrażam sobie, żeby ta kolejka nie
została w polskich rękach. Jeśli zaczniemy myśleć wyłącznie w kategoriach
biznesowych, może niedługo ktoś wpadnie na pomysł, żeby sprzedać Hel czy
Westerplatte? – pyta Marcin Zubek. Piotr Bąk nazywa rzeczy po imieniu: – Ogólnie
jestem za prywatyzacją, ale to, co się dzieje, to nie jest żadna prywatyzacja,
tylko wyprzedaż majątku narodowego po to, żeby pokryć koszty nieodpowiedzialnego
gospodarowania funduszami publicznymi.
Na takie działania nie może być zgody. Wiele środowisk wyraziło w tej sprawie
swój zdecydowany sprzeciw. List protestacyjny do premiera podpisało już ponad
200 profesorów wyższych uczelni z całej Polski. Zofia Bigosowa w imieniu górali
dziękuje polskim naukowcom za ten gest solidarności. – Proszę napisać, że
Podhale dziękuje profesorom, modli się za nich i im błogosławi – mówi w rozmowie
z "Naszym Dziennikiem" gaździna z Głodówki.
W sprawie zatrzymania prywatyzacji Polskich Kolei Linowych wiele zależy od
naszej aktywności obywatelskiej – nie tylko w skali lokalnej, ale także całego
kraju. Jeśli dopuścimy do tej sprzedaży, będzie to wyrazem naszej słabości i
będzie świadczyło o tym, że przestaliśmy być społeczeństwem obywatelskim, a
staliśmy się zatomizowaną masą, którą można dowolnie powodować. – Ja
przynajmniej się na to nie godzę i dlatego też nasze stowarzyszenie będzie o tę
sprawę walczyć do końca – deklaruje Piotr Bąk.
Zarząd Związku Podhalan we współpracy z innymi organizacjami i Radą Miasta
Zakopanego podjął uchwałę, w której sprzeciwia się prywatyzacji. – Nazwaliśmy tę
akcję: Jeden Kasprowy mamy i go nie oddamy – mówi prezes Związku Podhalan Marcin
Zubek.
Agnieszka Żurek
