Za króla Sasa…

"Ostatnie wybory pokazują pewien kres diagnoz stawianych na bazie dyskursu
o postkomunizmie. Co najmniej równie twórcze może być przywoływanie syndromu
sarmackiego indywidualizmu i apaństwowości. By ująć to w jednej lapidarnej
formule – Polska A.D. 2011 to saska Polska rządzona przez Edwarda Gierka".

To fragment publikacji "Saska Polska" ("Nasz Dziennik" 15-16.10), w której
Jan Filip Staniłko dokonał jednej z najlepszych analiz ostatnich wyborów. Wydaje
się, że odniesień i analogii między III RP a Polską epoki saskiej jest więcej.
Zwraca uwagę konsumpcyjny styl życia elit społecznych Polski XXI i XVIII wieku.
Przysłowie "Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa" jest w Polsce
ponadczasowe i aktualne również A.D. 2011. Wzrost stopy życiowej, bogacenie się
i codzienne urządzanie się Polaków nie jest czymś złym, wręcz odwrotnie. Problem
w tym, że następuje to równolegle z osłabieniem Rzeczypospolitej, ze spadkiem
jej znaczenia na arenie międzynarodowej, z selekcją negatywną oraz nieudolnością
władz, ze słabością wojska, wymiaru sprawiedliwości, upadkiem edukacji, z
korupcją urzędników, marnotrawieniem podatków. Tak samo jak w epoce saskiej,
również w III RP ma miejsce prywata nie tylko pojedynczych wpływowych polityków,
ale całych elit i partii politycznych. Ewidentny wzrost stopy życiowej jednych
nie wyklucza dotkliwej biedy innych, nie wyklucza też erozji politycznej
państwa! Obecna moda na polityczny liberalizm nie jest niczym nowym, bowiem
pojawiła się już niegdyś w Polsce epoki saskiej, właśnie wtedy, kiedy zaczęto
wyśmiewać i marginalizować postawy patriotyczne oraz tradycyjne wartości.
Saska Polska to państwo bogacące się, ale państwo słabe, zwłaszcza wobec Rosji.
To wtedy właśnie car Piotr I proklamował imperium rosyjskie po 1709 roku i
zdefiniował Rzeczpospolitą z perspektywy Kremla: "Polska dla Rosji to pomost do
Europy, a Bałtyk to nasze okno na świat". Minęło tyle lat, trzy wieki i oto nowy
car na Kremlu, premier Władimir Putin, 4 października 2011 r. proklamował
odbudowę imperium. W czasie kiedy Polacy zajęci byli wyłącznie małostkowymi
wyborczymi swarami i kłótniami, Putin osobiście ogłosił utworzenie Unii
Euroazjatyckiej: "Stworzenie Sojuszu Euroazjatyckiego, efektywna integracja –
jest tą drogą, która pozwoli jego uczestnikom zająć godne miejsce w złożonym
świecie XXI wieku. Tylko wspólnie nasze kraje są zdolne wejść do grupy liderów
globalnego wzrostu i postępu cywilizacyjnego, osiągnąć sukces i rozkwit (…).
Proponujemy model potężnej ponadnarodowej unii, która może być jednym z biegunów
nowoczesnego świata i przy tym grać rolę efektywnego "łącznika" pomiędzy Europą
i dynamicznym regionem azjatycko-pacyficznym, (…) bez przesady historycznym
drogowskazem nie tylko dla trzech naszych krajów, ale i dla wszystkich państw w
postsowieckiej przestrzeni". Trzy kraje, które Putin wymienia, a które zjednoczą
się już w 2012 roku, to: Rosja, Białoruś i Kazachstan. Pytanie kluczowe, jakie
należy postawić nowemu władcy Kremla, dotyczy zdefiniowania, kogo miał na myśli,
mówiąc o "wszystkich państwach postsowieckiej przestrzeni". Czy dotyczy to także
Polski i Polaków?! Nie ulega jednak wątpliwości, że nowe imperium rosyjskie –
Unia Euroazjatycka będzie stanowić zagrożenie nie tylko dla Polski, lecz dla
Polski w pierwszej kolejności! Czy zajęci wewnętrznymi sporami Polacy ockną się
dopiero wtedy, kiedy będzie za późno, dokładnie tak jak w XVIII wieku?

Józef Szaniawski

drukuj