Totalitaryzm postmodernistycznej kultury

Z Marguerite A. Peeters, francuskim badaczem kultury, dyrektorem Instytutu
na rzecz Dynamiki Dialogu Międzykulturowego, rozmawia Agnieszka Żurek

W swojej książce pt. "Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej" opisuje
Pani proces, w którym rewolucje: feministyczna, seksualna i kulturowa,
przyczyniły się do stworzenia nowej antropologii. Jakie są cechy tej nowej
koncepcji człowieka i w jaki sposób wpływa ona na kształtowanie się relacji
rodzinnych i społecznych?

– Ostatnim owocem rewolucji kulturowej jest teoria gender. Była ona tworzona
przez zachodnich inżynierów społecznej rewolucji postmodernistycznej od 1950
roku. Według nich, tożsamość kobiety i mężczyzny, status ontologiczny kobiety
jako małżonki, matki i nauczycielki, antropologiczna komplementarność mężczyzny
i kobiety, ojcostwo, heteroseksualizm (prymat heteroseksualnej orientacji we
wszystkich kulturach), małżeństwo i tradycyjna rodzina nie mogą istnieć same dla
siebie, stanowić wartości samych w sobie. Według teorii gender, są one wytworami
społecznymi: fenomenami socjologicznymi, rolami społecznymi wykształconymi na
przestrzeni czasu, stereotypami wymagającymi dekonstrukcji poprzez edukację i
kulturę jako prowadzące do dyskryminacji i sprzeciwiające się idei równości.
Teoria gender jest irracjonalna: nie jest ona nowoczesną ideologią, ale należy
do postmodernistycznego procesu dekonstrukcji. Antropologia jest nauką badającą
mężczyznę i kobietę takimi, jakimi są. Zachodnia rewolucja kulturowa nie
stworzyła zatem "nowej antropologii", ale doprowadziła do jej dekonstrukcji czy
też jej końca w wymiarze kulturowym.

Mimo że jest to proces destrukcyjny, to jednak dla pewnych grup opłacalny.
Sformułowała Pani kiedyś tezę, że postmodernizm jest w istocie walką o władzę.

– Postmodernizm występuje przeciwko modernistycznej koalicji "władzy i rozumu",
przeciwko "władzy nad…". Opowiada się przeciwko władzy mężczyzny nad kobietą,
człowieka nad naturą, bogatych nad biednymi, kapitalistów nad proletariuszami,
białych nad czarnymi itd. Postmodernistyczni teoretycy stworzyli kilka
paradygmatów mających zdekonstruować "opozycje binarne" pomiędzy "opresorem" i
"uciskanym" (opozycje binarne według definicji Jacques´a Derridy):
równouprawnienie, równość statusu kobiet i mężczyzn, wzmocnienie statusu
kobiety. Ideologia postmodernizmu wciąż jednak pozostaje walką o władzę. Aby
osiągnąć owo "równouprawnienie", te rzekomo "uciskane grupy społeczne" muszą
walczyć, na polu kultury i na polu politycznym: muszą dojść do władzy. Kiedy już
to osiągną, starają się narzucić wyznawaną przez siebie ideologię tak licznym
grupom, jak tylko będzie to możliwe, jeśli nie wszystkim. Środkiem do
osiągnięcia tego są normatywy globalnego zarządzania.

Stare systemy totalitarne zostały zatem w pewnym sensie zastąpione przez
instytucje "nowoczesnego świata"?

– Nie, systemy totalitarne nie zostały zastąpione przez nowoczesne instytucje,
ale przez postmodernistyczną kulturę. Jest ona antyinstytucjonalna, ponieważ
czci wolność wyboru jednostki jako wartość absolutną. W 1989 roku, po upadku
marksizmu-leninizmu, Zachód ogłosił "koniec ideologii". Był on interpretowany
jako "koniec historii". Według Francisa Fukuyamy, dostosowanie się wszystkich
krajów do zachodniego modelu demokracji, praw człowieka, roli prawa i praw
wolnego rynku było jedynie kwestią czasu. Niedługo potem jednak "koniec
cywilizacji zachodniej" stał się faktem. Nastąpił kryzys demokracji, kryzys
socjoekonomiczny i finansowy, przez który obecnie przechodzimy, oraz kryzys
rodziny jako podstawowej komórki społecznej. Koniec historii oznaczałby zatem
globalne ujednolicenie wszystkich krajów według modelu dekadenckiej cywilizacji.
W tym stanie globalnego chaosu istnieje niebezpieczeństwo: lobby kontrolujące
globalne zarządzanie czerpie korzyści z zamieszania oraz z powodu braku
politycznego i moralnego przywództwa. Dzięki temu może przedłużać swoje rządy.

Także biedne kraje Afryki zmuszane są przez kraje bogatsze do przyjmowania
systemu wartości nieakceptowanego przez ich obywateli.

– Fundusze Unii Europejskiej, komisji europejskich, instytucje mające za zadanie
udzielanie wsparcia krajom rozwijającym się, nie oferują już programów
pomocowych mających na celu umożliwienie rozwoju krajom afrykańskim, jeżeli
priorytetem w ich realizacji nie będzie wprowadzenie w życie filozofii gender,
aby posłużyć się wzmiankowanym wcześniej przykładem. Taki warunek stawiają
afrykańskim biskupom nawet niektóre zachodnie katolickie organizacje
charytatywne.

Podczas wywiadu udzielonego jakiś czas temu w Polsce powiedziała Pani, że
demokracja znajduje się w fazie kryzysu, ale mało kto sobie to uświadamia.

– Oznakami kryzysu demokracji, poza legendarnym "deficytem demokracji", który
oznacza brak uczestnictwa w życiu politycznym, brak zainteresowania polityką,
szczególnie wśród młodych ludzi, o którym tyle mówiliśmy na Zachodzie na
przestrzeni kilku ostatnich dekad, jest także naruszenie umowy społecznej (brak
wspólnoty wartości w poszczególnych społeczeństwach), kryzys przedstawicielstwa
(brak poczucia, że politycy, na których głosujemy, rzeczywiście nas
reprezentują), a także przeniesienie środka ciężkości władzy z tych, których
wybieramy, na tych, którzy nie podlegają wyborowi. W ten sposób władza
sprawowana jest na globalnym poziomie przez ekspertów, wpływowe organizacje
pozarządowe oraz specjalne grupy interesów, które na wielu polach kierują nawet
działaniami rządów poszczególnych państw.

W Pani książce możemy przeczytać również, że znajdujemy się obecnie w
sytuacji "postrewolucyjnej". Jakie są jej symptomy na polu kulturalnym, duchowym
i politycznym?

– Nikt nie zaprzeczy, że na Zachodzie w latach 60. i 70. doszło do rewolucji
kulturowej. Miała ona gwałtowny przebieg i w fundamentalny sposób zmieniła
kulturę, styl życia, model edukacji, relacji rodzinnych, praktyk religijnych. O
dokonaniu się rewolucji można mówić wtedy, kiedy większość członków
społeczeństwa nie sprzeciwia się nowej ideologii bądź też chętnie przystaje na
propozycje jej głosicieli. Z taką właśnie sytuacją mieliśmy do czynienia na
Zachodzie dopóty, dopóki cele rewolucji nie zostały przekształcone w globalne
normy polityczne. Stało się to po 1990 roku, wraz ze zrównaniem statusu kobiet i
mężczyzn. Dziś młodzi ludzie nie są już doktrynerami ani wojownikami ideologii,
ale raczej ofiarami skutków rewolucji. Ludzie są zmęczeni ideologiami i to
zmęczenie wydaje się zjawiskiem globalnym.

Twierdzi Pani, że nie powinniśmy walczyć z rewolucją kulturową, ale pomóc jej
otworzyć się na Boga. W jaki sposób możemy to osiągnąć?

– Cóż, w pewnych sytuacjach musimy oczywiście walczyć. Rodzice muszą np.
mobilizować się, jeśli szkoła proponuje ich dzieciom szkodliwe ideologie.
Obywatele muszą mobilizować się przeciwko propozycjom prawnym mogącym zagrozić
naszemu człowieczeństwu. Weszliśmy jednak w świat nowej kultury
charakteryzującej się zbiorem nowych wartości, takich jak troska o środowisko
naturalne, równość statusu kobiety i mężczyzny, budowanie konsensusu,
komputeryzacja, dialog, solidarność. Te wartości są natomiast interpretowane
ideologicznie przez ekspertów, którzy pociągają za sznurki na poziomie
globalnego zarządzania i którym wielu biernie się podporządkowuje. Naszym
zadaniem jest wprowadzenie do nowej kultury kontekstu Bożego Objawienia, które
oświeca misterium relacji człowieka i natury czy wzajemnego uzupełniania się
kobiety i mężczyzny.

Jesteśmy wezwani do tego, aby odczytywać znaki czasów. Wskazuje Pani, że Bóg
budzi obecnie w ludzkich sercach pragnienie budowania cywilizacji miłości.

– Jednym z pozytywnych osiągnięć ostatnich procesów rozwoju kulturalnego jest
zwrócenie uwagi na zmierzch epoki niektórych nadużyć nowoczesności, takich jak
racjonalizm wraz z jego wykrzywioną antropologią. Nowoczesność przyznała
całkowity prymat rozumowi na niekorzyść sumienia i serca. Ludzi przestały już
pociągać "wielkie teorie" i abstrakcyjne systemy. Istnieją oznaki mówiące o tym,
że międzyludzka solidarność stała się wartością praktyczną nowej etyki.
Zwłaszcza młodzi ludzie są bardzo wyczuleni nie na abstrakcyjne teorie, ale na
szczerą miłość. Wiedzą, kiedy są naprawdę kochani.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj