Szósty zestaw deputowanych

Za półtora miesiąca, 4 grudnia, w Rosji odbędą się wybory do Dumy
Państwowej. Prawie 110 milionów wyborców i 450 miejsc do obsadzenia.

Zapisy konstytucji Federacji Rosyjskiej na temat głównego organu ustawodawczego
są podobne do tych znanych z Polski. Zasady wyboru są bardzo zbliżone, podobnie
jak kompetencje Dumy. Ta nazwa, przywrócona w 1993 roku, nawiązuje do czasów
carskich. Rosja nie ma jednak długiej tradycji demokratycznej. Po raz pierwszy
parlament pojawił się dopiero w 1905 roku i przetrwał tylko do rewolucji
bolszewickiej, która wywróciła ustrój do góry nogami, zmieniając i nazwy, i
funkcje organów imperium. Pierwsza Duma była niestabilna, skłócona i raczej nie
pomagała chwiejącemu się państwu podnieść z kryzysu. Pierwsze dwie kadencje
zakończyły się przed czasem, potem były jeszcze dwie następne i przyszedł rok
1917. Rosja współczesna będzie wybierać już szósty zestaw deputowanych. Po
zmianach konstytucyjnych z 2008 roku kadencje organów władzy zostały wydłużone.
Rosjanie wybiorą swoich przedstawicieli na pięć lat, a wkrótce prezydenta na lat
sześć.
Około 110 milionów wyborców i 450 miejsc do obsadzenia. Prawo gwarantuje w Rosji
wszelkie możliwe swobody demokratyczne. Jest przecież kampania wyborcza, kilka
komitetów, procedury głosowania zapewniają tajność i rzetelne liczenie głosów.
Jednak systematycznie obserwatorzy z Rady Europy i OBWE stwierdzają, że
rosyjskie wybory nie są ani wolne, ani uczciwe. W tym roku na wszelki wypadek w
ogóle ich nie zaproszono. Główne zastrzeżenie dotyczy trudności z utworzeniem i
zarejestrowaniem komitetu wyborczego, rażącego braku równości w dostępie do
mediów elektronicznych i manipulacji oraz innych utrudnień podczas kampanii
wyborczej. Wprawdzie nie notuje się ewidentnych fałszerstw, jednak zdarzają się
naciski i manipulacje, kupowanie głosów, próby wymuszenia poparcia dla Jednej
Rosji w zakładach pracy. Dochodzi do tego głównie na prowincji i w obwodach
zamkniętych, np. wojskowych.
Rosjanie o polityce dowiadują się przede wszystkim z telewizji i innych dużych
mediów. A w tych mówi się w zasadzie tylko o jednej partii, pozostałe
przedstawia się jako margines lub ciekawostkę. Żadna niezależna siła nie posiada
takich środków, żeby dotrzeć do wyborców rozproszonych w ogromnym państwie. A
własne struktury mają tylko organizacje, które są koncesjonowaną opozycją.
Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew mają obecnie do dyspozycji 70 proc. miejsc
w Dumie, oddanych działaczy, głosujących zgodnie ze wskazówkami Kremla i Białego
Domu (siedziby rządu). Pozostałym 30 proc., podzielonym na trzy kłócące się
frakcje, pozwala się oczywiście wygłaszać przemówienia o tym, że władza rządzi
źle i jest niesprawiedliwa, a nawet głosować od czasu do czasu przeciw. Dzięki
temu Rosja należy do państw cywilizowanych, demokratycznych.

Plaga absencji
Sami deputowani chyba są trochę zniechęceni swoją pozycją, bo plagą Dumy jest
wysoka absencja. W Polsce posługiwanie się nie swoją kartą do głosowania jest
przestępstwem. Gdy przyłapano na tym w 2003 roku dwóch posłów SLD, wybuchała
ogromna afera, sprawą zajęła się prokuratura, a winni musieli rozstać się z
polityką. W Dumie nawet podczas ważnych głosowań na sali obrad bywa tylko około
pół setki "dyżurnych" deputowanych, zaopatrzonych w karty swoich kolegów.
Formalnie prowadzący obrady powinni co jakiś czas wyrywkowo sprawdzać kworum,
ale dokonuje się to tylko elektronicznie, więc wychodzi zawsze obecność co
najmniej 80 proc. składu. Nie pomogły apele prezydenta i premiera (Władimir
Putin jest liderem największej partii). Zresztą Miedwiediew nie był zbyt surowy.
Stwierdził tylko, że taka sytuacja mu się nie podoba, ale to "wewnętrzna sprawa
izby".
Największą siłą moskiewskiej "opozycji" są komuniści. Od lat mają stałe, ponad
10-procentowe poparcie, gwarantujące miejsce w Dumie, i środki na działalność.
Następczyni KPZS liczy najmniej członków spośród ugrupowań parlamentarnych, ale
ma dobrze zorganizowane struktury we wszystkich podmiotach Federacji. Od
początku na czele ugrupowania stoi 67-letni Giennadij Ziuganow. W programie
neobolszewików mówi się o socjalizmie XXI wieku. Ale nie wiadomo, czym miałby
się on odróżniać od tegoż ustroju w wieku poprzednim. W dokumentach partii mowa
jest bowiem o marksizmie-leninizmie jako podstawie ideowej, o zarządzaniu
przedsiębiorstwami za pomocą rad robotniczych i związków zawodowych, o
państwowej własności ziemi. Niezależnie od takich czy innych haseł komuniści to
przede wszystkim partia tęskniących za Związkiem Sowieckim z jego symbolami i
instytucjami. Komuniści podtrzymują uroczyste obchody 1 maja i święta rewolucji.
Gdyby wybory nie odbywały się tak krótko po nostalgicznym dla wielu Rosjan 7
listopada, poparcie dla partii Ziuganowa byłoby zapewne mniejsze. Paradoksalnie
w bieżącej polityce to komuniści głosują najczęściej przeciw projektom rządowym
i najbardziej dystansują się od imperialistycznych ambicji najwyższego
kierownictwa państwa. Ale wyjaśnienie tego jest łatwe. I oni, i Putinowska Jedna
Rosja odwołują się do tego samego stereotypu państwa silnej władzy, która
prowadzi państwo, jest jednocześnie potężna i opiekuńcza, troskliwa, zdejmuje z
biednych ludzi obowiązek samodzielnego myślenia, posiadania inicjatywy i
odpowiedzialności.
Liberalno-Demokratyczną Partię Rosji założył i kieruje nią do dziś 65-letni
obecnie Władimir Żyrinowski. To odwołujące się do nacjonalizmu ugrupowanie
pojawiło się jako pierwsza alternatywa dla komunistów jeszcze przed rozpadem
ZSRS. Trudno wskazać, jakie właściwie znaczenie mają słowa "liberalna" i
"demokratyczna" w nazwie, gdyż nawet oficjalne dokumenty programowe partii
mówią, że wolność obywatela może być chroniona, ale tylko w takim stopniu, w
jakim służy to państwu, którego dobru należy podporządkować cały wysiłek
społeczeństwa. Człowiek to tryb w maszynie realizującej imperialny cel.
Żyrinowski opowiada się za kontrolą państwową nad przemysłem i zasadniczo
gospodarką regulowaną. Natomiast zdecydowanie odcina się od komunizmu i
wszelkiego jego dziedzictwa, przy czym trudno wyjaśnić, czym Rosja jego marzeń
różniłaby się od ZSRS epoki Breżniewa albo wczesnego Gorbaczowa. Jako jedyna
duża siła polityczna "liberałowie" opowiadają się za przyłączeniem "oderwanych
prowincji", to jest Białorusi i Ukrainy. Wyborcom przedstawia się wizję
słowiańskiej jedności w Europie. Dlatego LDPR popiera też siły nacjonalistyczne
w państwach słowiańskich, a szczególnie prawosławnych, jak Serbia czy nawet
należąca do UE Bułgaria. Na sojuszu krwi słowiańskiej ma zostać zbudowany wokół
Moskwy blok narodów przeciwstawiających się Zachodowi, a szczególnie USA. Partia
otwarcie podejmuje problem imigrantów, szczególnie obcych Rosjanom rasowo i
kulturowo, w których widzi zagrożenie dla rozwoju ojczyzny, opowiada się za
twardą polityką względem separatyzmu czeczeńskiego. Nacjonalistyczna i
imperialistyczna, czasem też antysemicka, retoryka nie przeszkadza Żyrinowskiemu
w popieraniu posunięć Kremla, zwłaszcza w polityce zagranicznej. Coraz więcej
obywateli zauważa, że rząd Putina powoli realizuje program LDPR. I to jest
główny problem partii Żyrinowskiego. Z poparciem trochę poniżej 10 proc. zapewne
dostanie się do Dumy, ale jej rola polityczna systematycznie spada. Zadanie
przejęcia dużej części niezadowolenia społecznego ostatnich dwóch dziesięcioleci
najprawdopodobniej Żyrinowski już wykonał i może myśleć o emeryturze. W Dumie
jest jeszcze jedna frakcja. To Sprawiedliwa Rosja Nikołaja Lewiczewa i Siergieja
Mironowa. Jeśli wierzyć sondażom, nie przekroczy progu wyborczego wynoszącego w
Rosji aż 7 procent. To ugrupowanie trochę przypomina polską Samoobronę. Mówi
głównie o kwestiach socjalnych, niesprawiedliwości, niskich płacach,
emeryturach, kłopotach z opieką zdrowotną itd.

Urzędujący prezydent kandydatem
Niezależnie od tego, co pokaże czy obieca jakikolwiek polityk, nad Wołgą i tak
wiadomo, kto wygra. Na czele rządzącej Jednej Rosji od kilku tygodni oficjalnie
stoi jako kandydat na premiera obecny prezydent Dmitrij Miedwiediew. Konstytucja
pozwala na taki dziwny manewr, że w wyborach parlamentarnych kandyduje wciąż
urzędujący prezydent. Niezależnie zresztą od tego, jak zostanie zorganizowana
wymiana na Kremlu, partia władzy może liczyć na prawie połowę głosów, co przy
proporcjonalnej ordynacji zapewni jej obsadzenie ponad 2/3 składu Dumy. Jedna
Rosja liczy ponad dwa miliony członków. Należą do niej niemal wszyscy
poważniejsi politycy władz lokalnych. Przynależność jest w zasadzie warunkiem
koniecznym do rozpoczęcia kariery urzędniczej. Trudno natomiast prosto
scharakteryzować program Jednej Rosji. Po prostu popiera Putina i jego politykę.
Jeden z kandydatów w obwodzie moskiewskim opowiadał się nawet za ogłoszeniem
Władimira Putina "najwyższym kierownikiem" państwa.
Działa też w Rosji mnóstwo organizacji o ambicjach politycznych, którym jednak
nie udało się zarejestrować jako partia polityczna. Są wśród nich grupy lewicowe
i prawicowe, populistyczne, narodowe, trockistowskie, libertariańskie, a nawet
wzorowana na niemieckiej Partia Piratów walcząca z prawem autorskim. Jednak
pozorna egzotyka tych grup nie może przesłaniać rzeczywistego problemu, jakim
jest brak rzeczywistego dostępu do polityki wszystkich zainteresowanych
niezależnie od poglądów. W Rosji to centralna komisja wyborcza, a nie obywatele,
eliminuje kłopotliwe siły polityczne.

 

Piotr Falkowski

drukuj