Paryż w obronie życia
Z Jeanem-Pierre´em Maugendre´em, przewodniczącym stowarzyszenia świeckich
na rzecz katolickiej odnowy Renaissance catholique, rozmawia Anna Bałaban
Ulicami Paryża już po raz 21. w sobotę przeszedł marsz modlitewny w intencji
obrony życia. Jakie są owoce tej inicjatywy?
– Owoce modlitwy są dla człowieka niemierzalne. Nasze działanie ma wymiar przede
wszystkim duchowy. To marsz modlitewny, ekspiacyjny. Oczywiście, kiedy idziemy,
mamy okazję do tego, by podejmować rozmowy z mijanymi ludźmi, by się z innymi
dzielić, ale z przykrością muszę stwierdzić, że gdy chodzi o świadomość
zbrodniczego charakteru aborcji, to niestety od 20 lat niewiele się tutaj w tej
materii zmieniło.
Kiedy w stolicy organizowany był pierwszy taki marsz, ludzie kojarzyli go ze
sprzeciwem wobec aborcji. Dzisiaj jednak ten sprzeciw obejmuje dużo szerszy
horyzont…
– Niestety, to prawda. Uczestnicząc w marszu, chcemy bronić życia niewinnych.
Dziś na życie przypuszcza się atak, kiedy jest ono słabe, bezbronne. A jest ono
takie w trzech przypadkach: u początków życia, u jego kresu i w sytuacji
choroby. Narzuca się społeczeństwu wizję, że prawo do życia mają jedynie ludzie
doskonali, bez najmniejszych defektów, ludzie w pełni władz umysłowych i
fizycznych. A przecież każdy człowiek, czy ten w łonie matki, czy chory, czy
starszy, jest tak samo stworzony na wzór i podobieństwo Boga i ma takie samo
prawo do życia. I to właśnie na tej linii widoczny jest podział w
społeczeństwie.
Charakter marszu jest wyraźnie określony, chodzi o publiczną modlitwę…
– Aborcja, eutanazja to skandal publiczny, a więc zarówno marsz, jak i
towarzysząca mu modlitwa również muszą mieć charakter publiczny. Potrzeba
publicznej ekspiacji, modlitwy przebłagalnej za zbrodnie będące pokłosiem
kultury śmierci. Można zwalczyć ją tylko modlitwą i postem. Manifestując swój
udział w marszu, dajemy świadectwo obrony życia ludzkiego nie tylko w imię prawa
naturalnego, ale przede wszystkim w imię szacunku dla prawa Bożego. I pod tym
względem nasz marsz ma rzeczywiście charakter wyjątkowy. Zdajemy sobie sprawę,
że walka, która się toczy, ma wymiar nie tylko ludzki. Jakiekolwiek ludzkie
działania bez pomocy Bożej łaski byłyby skazane na bezradność wobec tej
szatańskiej machiny śmierci. Tak ekspansywny rozwój kultury śmierci jest
logiczną konsekwencją pewnego pogłębiającego się stanu rzeczy – wyboru
człowieka, który postanowił żyć bez Boga. Aborcja jest przede wszystkim zbrodnią
przeciwko Bogu, dalej zbrodnią przeciwko dzieciom poczętym, wreszcie zbrodnią
przeciwko narodowi i jego przyszłości.
Mówi Pan o potężnym żniwie kultury śmierci… Jak to przekłada się na liczby?
– Oficjalne liczby są przerażające, ale dotyczą jedynie przypadków
zarejestrowanych. Mówi się o 200 tys. aborcji każdego roku, jednak obejmuje to
jedynie aborcje chirurgiczne. Do tego należałoby doliczyć dzieci zabite wskutek
działania pigułek poronnych, antykoncepcji. Myślę, że podawaną oficjalnie liczbę
należałoby podwoić… Dziś we Francji średnio jedna kobieta na dwie poddała się
aborcji.
Większość uczestników marszu to zapewne ludzie wierzący.
– Tak. Zresztą to już reguła, że na całym świecie osoby, które najbardziej
angażują się w obronę życia, to ludzie wierzący. To chrześcijanie. Dzieje się
tak dlatego, że jako wyznawcy Chrystusa jesteśmy przekonani, iż życie ludzkie
jest dlatego świętością, że zostało stworzone na obraz Boga. Jedynymi
instytucjami broniącymi w całości prawa naturalnego, które zawiera się w
Dekalogu, są Kościół katolicki i prawosławny.
A jak budować kulturę życia na co dzień?
– Po pierwsze, samemu być wiernym ewangelii życia, nauczaniu Kościoła. Myślę tu
szczególnie o trzech dokumentach: encyklice Jana Pawła II "Evangelium vitae",
instrukcji Kongregacji Nauki Wiary "Donum vitae" i encyklice Pawła VI "Humanae
vitae". Chodzi o świadectwo własnego życia. Nie o to, by krzyczeć o tym na
rogach wszystkich ulic, ale o to, by działać we własnym środowisku, być blisko
chorych w rodzinie, w gronie przyjaciół, wspierać kobiety, które spodziewają się
dziecka, a myślą o aborcji… Wszyscy, naprawdę wszyscy możemy coś zrobić!
Dziękuję za rozmowę.
