Emigracja wewnętrzna
Wybory parlamentarne 9 października to więcej niż przegrana. To klęska i
zmarnowana szansa Polski. Trzeba spojrzeć w zuchwałe oczy prawdy! Największą
klęską jest fakt, że ponad połowa obywateli nie wzięła w ogóle udziału w
wyborach. To tak zwana milcząca większość, jak się to określa w USA. Wygląda na
to, że ludzie nie utożsamiają się nie tylko z żadną partią, z żadnym politykiem,
żadnym programem, ale przestają się utożsamiać także z własnym państwem.
Żadna to dla mnie satysfakcja, że rok temu przestrzegałem przed tym dokładnie
na tej stronie. W wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej nastąpiła tak jak za
komuny, jak za PRL, alienacja polityczna, czyli wyobcowanie się władzy od
społeczeństwa. Co gorsza, z winy kolejnych rządów – także rządu Donalda Tuska –
obywatele nie utożsamiają się z własnym państwem, a nawet z Ojczyzną. Kolejne
wybory i niska w nich frekwencja są tylko jednym z bardzo wielu na to dowodów. W
amerykańskiej socjologii politycznej nazywa się to zjawisko emigracją
wewnętrzną. Na emigrację wewnętrzną udaje się coraz więcej obywateli, dokładnie
tak jak za PRL. Jest to zjawisko niesłychanie niepokojące i tak jak za PRL winę
za to ponoszą rządzący, o których poeta pisał: "Wy – którzy Rzecząpospolitą
władacie". To zjawisko osłabia państwo, co więcej – może prowadzić do
anarchizacji państwa. To niezwykle groźna erozja polityczna Polski.
III RP to państwo zmarnowanych i marnotrawionych szans, to państwo nie na miarę
swoich potencjalnych możliwości. III RP to w dużej mierze Polska skorumpowana,
nieuczciwa. To Polska agentury, aferzystów, nikczemników i manipulatorów,
wprowadzających do mediów tzw. tematy zastępcze, robiących Polakom wodę z mózgu.
Państwo polskie ponownie staje się wrogie i nieżyczliwe swoim obywatelom. To
państwo gnębi i oszukuje swych obywateli, marnotrawi ogromne podatki przez nich
płacone. Media stały się pierwszą władzą nie tylko w Polsce, ale w skali
globalnej są szkodliwe, gdy hałaśliwa mniejszość zakrzyczy milczącą większość.
Zwykli Polacy tak jak za PRL coraz częściej są poniewierani przez tych, którzy
powinni im pomagać i służyć. Podobnie jak za komuny PRL nie była państwem
robotników i chłopów, tylko partyjnych biurokratów, tak samo III RP jest
państwem urzędników, a nie obywateli.
W wyniku politycznej selekcji negatywnej do rządów nad Polakami dostają się
miernoty, ludzie niekompetentni, często skorumpowani. Nigdy dotąd w całej
historii Polski, nawet za komuny, nie było takiej armii urzędników.
Wszechogarniająca biurokracja coraz bardziej zaciska pętlę na szyi zwykłych
Polaków – już prawie nic nie da się normalnie załatwić, wszędzie najpierw
odmowa, a potem można pisać odwołanie do urzędników. W labiryncie często
bzdurnych i wykluczających się wzajemnie przepisów Polacy tracą bezproduktywnie
swoją energię, inicjatywy i czas. Arogancja władzy w Polsce występuje na każdym
kroku. "Obywatelską" jest tylko Platforma, natomiast zwykli obywatele III RP
liczą się coraz mniej, z każdym rokiem stają się coraz bardziej
ubezwłasnowolnieni przez dokuczliwe przepisy, represyjne urzędy, bezdusznych
urzędników. Marszałek Piłsudski prawie 90 lat temu pytał: Czy wiecie, panowie,
dlaczego budynek Sejmu jest okrągły? I sam na to pytanie odpowiedział: A czy
ktoś widział kwadratowy cyrk? Ta anegdota jest ciągle aktualna, szczególnie
teraz, po wyborach 9 października, gdy w polskim Sejmie zasiadają ponowie
posłowie pokroju Palikota, Pitery, Niesiołowskiego i spółki.
Józef Szaniawski
