Głosujemy na partyjne szyldy
Z dr. Robertem Szwedem z Instytutu Socjologii
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II
rozmawia Anna Ambroziak
Gdyby miał Pan wskazać najbardziej charakterystyczne zjawisko
kampanii wyborczej 2011?
– Zabrakło dyskusji merytorycznej,
szczególnie nad wizjami państwa. Nieujawniły się one przez ostatnie cztery
lata po wyborach. Dlatego taka dyskusja między liderami PO i PiS dwiema głównymi partiami na polskimrynku politycznym mogłaby wielezmienić. Zabrakło poważnej rozmowy z obywatelami transmitowanej nacały kraj na temat sposobu funkcjonowania kraju w najważniejszych aspektach. Zabrakło dyskusji o wartościach,
szeroko rozumianej kulturze, o znaczeniu gospodarki i miejscu w niej
obywateli, o polityce międzynarodowej. Stosunek liderów do podstawowych kwestii światopoglądowych wcale nie jest taki jasny, tak jak choćby ichstosunek do Kościoła katolickiego.
Dlaczego nie podjęto tych newralgicznych tematów?
– Przede wszystkim takie debaty
muszą być zakorzenione, muszą stać
się częścią polskiej kultury politycznej. Tymczasem kultury, w której spór
pełniłby rolę kluczową, w Polsce nie mamy. W tej kampanii mogliśmy nawet
usłyszeć, że takie dyskusje są niepotrzebne. Ale co w zamian, jeśli niedebaty i rozmowa? Reklama polityczna i billboardy? Dyskusje są esencją
demokracji i tego mi osobiście najbardziej zabrakło. Dyskusje są potrzebne przedewszystkim dla wyborców. W wielu krajach z bogatą tradycją
demokratyczną trwają one godzinami, kandydaci naprawdę się pocąpodczas rozmów z ludźmi, zdejmują
marynarki i w ten sposób naprawdęmożna przekonać się, co myślą politycy.
Oczywiście jest w tym trochę teatralności, ale wyborcy mają większą
szansę zagłosować świadomie.
Ale przecież dyskutowali eksperci,politycy…
– To prawda ale nie było starć liderów. Prezes PiS pojawił się np. w
programie Tomasza Lisa. I oddzielnie
pojawił się Donald Tusk. Uczestnictwo polityków w takich rozmowach to
jednak szacowanie kosztów wizerunkowych. Każde działanie każdego lidera było nastawione na czystą kalkulację, tj. co przyniesie mi wystąpieniew mediach. Nie chodziło o to, co takiespotkanie przyniesie dla wyborców,ale w jaki sposób ja będę mógł efektywnie
zaistnieć w mediach. Efekt
głosujemy na szyldy partyjne.
To chyba kwestia prymatu myśleniapartyjnego ?
– Dokładnie tak. Mieliśmy do czynienia z tzw. partyjnym uprawianiempolityki. Donald Tusk unikał spotkań
z liderami innych, mniejszych partii
politycznych, dlatego że to mogłobyprzynieść mu straty. Podobnie było zJarosławem Kaczyńskim.
Czyli bardziej wizerunkowość niż
merytoryczność?
– Tak. Było to skupianie się na
osobach, a nie przedstawienie wizji kraju, które z takich rozmów mogłyby się wyłonić. Bo przecież każde z
tych ugrupować jakąś wizję ma. Poza
Ruchem Palikota, który nie wiadomo, czym tak naprawdę jest.
Mimo to zaistniał w tej kampanii, i
to na całkiem niezłej pozycji?
– To prawda, ponieważ on bardzo
dobrze odnajduje się w tej logice rywalizacji ugrupowań w kampaniach
wyborczych i kulturze „szokowania i
konsumpcji”. Palikot doskonale potrafi skupić na sobie uwagę publiczności, dotrzeć do niej, ponieważ opinia
publiczna nie interesuje się miałkim
przekazem, ale przekazem zdecydowanym. A takim niewątpliwe Palikot
operował w tej kampanii. Mam namyśli hasła antyklerykalne, pro równościowe. To on wzywał do obalenia systemu, w którym rywalizują partie w
istocie oligarchiczne. Swego czasu podobnie operował takimi hasłami Andrzej Lepper on również mówił okonieczności odsunięcia od władzy
skompromitowanych elit. Janusz Palikot wywołuje u niektórych podobny
efekt: daje nadzieję, że coś się zmieni w polskiej polityce, a jego Ruch jest jedyny, który może to zrobić.
Populizm i radykalizm w jednym?
– Palikot w łączeniu tego jest bardzo dobry.
Jest jeszcze SLD.
– Bardzo słaby lider, ze słabym i
sztucznym przekazem. Sztampowe
występy i miałkość treści w połączeniu z wszystkimi tymi uśmiechami
dawały nie najlepsze wrażenie. Opinia publiczna bardzo łatwo rozpoznaje nieautentyczność przekazu.
Grzegorz Napieralski nie potrafiłstworzyć szczerego wizerunku osoby,która chciałaby się zająć sprawami
zwykłych Polaków, co powinno byćtreścią przesłania partii lewicowej.
Zajął się tym premier Tusk, wyruszając w Polskę „tuskobusem”…
– Rzeczywiście, w tym aspekciekonkurował z lewicą. Nie starał sięwalczyć o elektorat po prawej stroniesceny politycznej, zdawał sobie sprawę,
że został on wypełniony przez Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego zdecydował się
walczyć o głosy lewicy, jego przekaz był zdecydowanie bardziej lewicowy niż w poprzednich
kampaniach. Nie mówił tak wiele o
przedsiębiorczości, o wolności, ale
raczej o tym, że należy zachować spokój, dać szansę młodym ludziom, pochylić się nad losem przeciętnegoczłowieka. Dlatego w tej kampaniibył raczej liderem centrowym spoglądającym w lewą stronę. To znaczyło,
że rywalizował o ten sam elektorat zSLD, jak i z Palikotem. Te trzy ugrupowania zatem walczyły o ten sam
elektorat, co może oznaczać, że być
może polska scena partyjna ze strony
prawej lekko przechodzi do centrum.
Po prawej stronie pozostało więc samo PiS?
W zasadzie samo, z hasłami, które odwoływały się nie tylko do Narodu, do tradycji, ale też do zwykłych
ludzi. To było odwołanie do przeciętnego Polaka, który jest sfrustrowany
obecną sytuacją w Polsce.Były jakieś punkty zwrotne w tej
kampanii?
– Niewątpliwie kwestia Angeli Merkel w ostatnim tygodniu kampanii mogła zaważyć na ostatecznych
wynikach wyborów. Kampania PiS była starannie i konsekwentnie reżyserowana, a jej plany
wprowadzane w życie. Z koleiPlatforma Obywatelska zupełnie bez impetu z rosnącym
w siłę Januszem Palikotem. I nagle pojawiła się ta książka, która okazała się
przebojem, bo zwróciła na siebieuwagę.
Dlaczego wyciągnięto tę sprawę w
ostatnim tygodniu kampanii?
– Przestraszono się rosnącego poparcia dla PiS. Szukano słabych
stron w przekazie tej partii. Książka
była doskonałym materiałem propagandowym z jednej strony. Ale byłateż z drugiej dla przeciwnikówJarosława Kaczyńskiego źródłem
nowych dyskusji i przedmiotem ichuważnej analizy, a co najważniejsze potencjalnie stanowiła materiał,na którym można byłoby oprzećkampanię negatywną.
Dziękuję za rozmowę
