Tusk sam nie wie, jak żyć

Ze Stanisławem Kowalczykiem, producentem papryki z Woli Wrzeszczowskiej w
woj. mazowieckim, rozmawia Jacek Dytkowski

Zasłynął Pan bezkompromisową rozmową z premierem Donaldem Tuskiem, który w
połowie sierpnia odwiedził mazowieckie "zagłębie paprykowe" po przejściu
nawałnicy. Skonfrontował Pan szefa rządu z pytaniem: "Jak żyć, panie
premierze?".

– A co miałem powiedzieć, kiedy huragan rozwalił część mojego majątku i gdy
traci się pieniądze w przeciągu kilku minut? I nie chodzi tu o sumę 5 czy 50
tys. zł, ale o jeszcze większe pieniądze. Co teraz mam zrobić, tym bardziej że
to zjawisko dotknęło mnie już po raz drugi? Dwadzieścia lat temu zniszczone już
zostały 32 tunele foliowe pod uprawę papryki – takie mam gospodarstwo
ogrodnicze, w tym się specjalizuję. W tym roku natomiast szkody dotyczą 50
tuneli foliowych. Miałem prawo tak powiedzieć premierowi, mam rodzinę, muszę
jakoś zabezpieczyć jej byt. Na dzień dzisiejszy jeszcze mamy z czego żyć, ale co
będzie później?

Donald Tusk okazał pomoc? Przyjechał obejrzeć straty, wyglądał – przynajmniej
w telewizji – na zainteresowanego sytuacją osób, które ucierpiały w wyniku
kataklizmu…

– Tak… i na tym się skończyło. A ja nie po to z nim godzinę rozmawiałem. To
nie był dyskurs towarzyski. Z premierem raczej w ten sposób się nie rozmawia –
przynajmniej nie z takimi petentami jak ja. Premier może sobie towarzysko
porozmawiać ze swoimi kolegami. Ja w takim charakterze nie występowałem. Miałem
konkretne pytania do premiera i nie uzyskałem na nie odpowiedzi. Jeżeli
natomiast dostałem, to raczej negatywną. Teraz już wiem, w jakiej sytuacji
znajduję się razem z moimi kolegami, producentami rolnymi.

Ostatnie zdanie zabrzmiało bardzo pesymistycznie. Rząd obiecywał przecież
wesprzeć tych, którzy ucierpieli w wyniku huraganu.

– Tylko że żadnej pomocy nie będzie. Od czasu mojej rozmowy z premierem nic się
nie zmieniło. Prosiłem go, by może przyspieszyć – jeżeli nie wypłatę gotówki, to
przynajmniej rozpatrzenie wniosków o odszkodowania, które złożyliśmy. Ale
żadnego wsparcia do tej pory nie dostaliśmy. Nic się nie robi w kierunku
umożliwienia ubezpieczenia tuneli foliowych. Jeżeli taka klęska powtórzy się w
przyszłym roku, to ponownie będę szukał premiera? A o to mi chodziło w rozmowie,
chciałem załatwić te kwestie perspektywicznie.

W jakim zakresie poniósł Pan straty?
– W konstrukcjach stałych praktycznie 100 procent, bo wszystko nadaje się do
wymiany, a w plantacji minimum 50 procent. Jest to jednak szacunek hipotetyczny,
bo dopiero na jesieni podczas zbiorów będę mógł to określić precyzyjnie.

Politycy Platformy Obywatelskiej mówią teraz, że Pana sytuacja jest
wykorzystywana politycznie. Zwłaszcza że odwiedził Pana Jarosław Kaczyński…

– Absolutnie nie czuję się przez nikogo wykorzystywany. To, co robię, robię sam.
Podkreślam jeszcze raz: nikt mnie nie wykorzystuje. Nikt mnie nie prosił ani nie
przekupywał, żeby premier Jarosław Kaczyński mógł do mnie w czwartek przyjechać.
Zapytano tylko, czy mogę przyjąć u siebie premiera. Zgodziłem się. Nie jest on
premierem urzędującym, ale może przyszłym. Zapraszałem wielokrotnie urzędującego
szefa rządu, ale ten nie przyjeżdża. W związku z tym trafiła się okazja, by
przyjąć byłego premiera. Mam nadzieję, że może zostanie on w przyszłości szefem
rządu i będzie miał większe serce do nas jako producentów papryki, ale nie tylko
do nas, także do wszystkich rolników. Sprawy, które poruszam, absolutnie nie
dotyczą tylko mojej branży.

Jakie są Pana oczekiwania wobec rządzących?
– Oczekuję systemowego, ustawodawczego rozwiązania kwestii pomocy rolnikom w
całym kraju. Kiedy bowiem np. atakuje mróz, to cierpią sadownicy oraz ogrodnicy
uprawiający na gołym, nieosłoniętym polu. Przecież były przypadki kilkanaście
lat temu, gdy się nawet wieszali z rozpaczy, bo w ciągu kilku minut powymarzały
im uprawy. Teraz też zdarzają się takie przypadki, ale kogo to obchodzi?

Dziękuję za rozmowę.

 


Nikt mnie nie prosił ani nie przekupywał, żeby premier Jarosław Kaczyński
mógł do mnie przyjechać. Zapraszałem wielokrotnie urzędującego szefa rządu, ale
ten nie przyjeżdża

drukuj