Dom Siostry Faustyny

Drewniany, pobielony dom z dużym ogrodem, w którym ostatni rok przed
wstąpieniem do zakonu mieszkała św. Siostra Faustyna Kowalska, znajduje się
wśród starych, kilkusetletnich dębów w miejscowości Ostrówek w gminie Klembów.
Został wybudowany ok. 1905 r. przez rodzinę Lipszyców. Mimo że stoi już wiele
lat, na jego historii zaważył rok 1924, w którym do drzwi Samuela i Aldony
Lipszyców zapukała dziewiętnastoletnia Helena Kowalska.

Wśród dzieci
Helena Kowalska (późniejsza Siostra Faustyna) do Warszawy przyjechała z
polecenia samego Pana Jezusa, o czym dowiadujemy się z jej "Dzienniczka". Kilka
lat wcześniej opuściła dom rodzinny z zamiarem wstąpienia do klasztoru. Jej
rodzina nie akceptowała tego wyboru, dlatego Helena postanowiła sama zarobić na
wiano zakonne. Któregoś dnia wstąpiła na modlitwę do kościoła pw. św. Jakuba na
Ochocie, gdzie natknęła się na miejscowego proboszcza ks. Janusza Dąbrowskiego.
W czasie modlitwy usłyszała słowa Jezusa: "Idź do tego kapłana i powiedz mu
wszystko, a on ci powie, co masz dalej czynić" ("Dzienniczek", 12). Helena
posłuchała tego wezwania. Ksiądz Dąbrowski dobrze znał rodzinę Samuela i Aldony
Lipszyców z Ostrówka. Przyjaźnił się z nimi od czasu, kiedy był proboszczem w
Klembowie. Lipszycowie wychowywali wówczas pięcioro swoich dzieci i spodziewali
się kolejnego. Mieli duże zaufanie do ks. Dąbrowskiego, który udzielił im ślubu
i chrzcił ich dzieci, dlatego poprosili go o znalezienie pomocy domowej.
Proboszcz uznał, że Helena, która do niego podeszła, będzie odpowiednią osobą.
Posłał ją do Lipszyców wraz z listem, w którym napisał m.in.: "Wysyłam ją do
was, gwarancji nie daję, bo nie znam, życzę, aby się udała". "Hela przyszła do
nas z malutkim węzełkiem (w chustkę z głowy zawiązany był cały jej majątek
zabrany z domu rodziców). Zrobiła wrażenie jasnej, zdrowej, pogodnej, nawet
wesołej. Gładkie, rudawe włosy, duży warkocz, miła, jasna, spokojna twarz, nieco
piegowata" – tak przybyłą dziewczynę opisuje Aldona Lipszyc we wspomnieniach.
Helena została przyjęta bardzo dobrze i traktowano ją nie jak służącą, ale jak
członka rodziny. Do obowiązków dziewczyny należały opieka nad dziećmi oraz inne
czynności związane z gospodarstwem domowym. Maria Nowicka, jedna z córek Aldony
Lipszyc, tak wspomina rok spędzony pod jednym dachem z Heleną w czasie, gdy ona
i jej brat bliźniak mieli pięć lat. – Helena zawsze była dla nas bardzo
życzliwa, pomimo że miała dużo pracy w domu, gdzie trzeba było ciągle prać,
gotować, a na dodatek pomagać w zajmowaniu się dziećmi – opowiada w rozmowie z
nami. – Miała dla nas czas i chętnie się z nami bawiła, śpiewała piosenki,
opowiadała bajki, rysowała i chodziła razem z nami na spacery do pobliskiej
dębiny, zaś w zimie na sanki na Górę Piaskową.
Ilekroć pani Maria mówi o Siostrze Faustynie, jej twarz rozjaśnia uśmiech. –
Była dla nas bardzo ważną osobą – dodaje. Jak mówi, były chwile, że starali się
być szczególnie grzeczni, aby nie sprawiać jej przykrości. – Tak ją kochaliśmy –
wyjaśnia. To, że siostra Faustyna już przed wstąpieniem do zakonu miała tak
częste i dobre kontakty z dziećmi, było planem Bożej Opatrzności. Jezus sam ją
prowadził przez te wszystkie miejsca, w których znalazła się po opuszczeniu domu
rodzinnego. Zanim Helena zawitała do Ostrówka, pracowała jako pomoc domowa w
Łodzi i Aleksandrowie Łódzkim, gdzie również do jej głównych obowiązków należała
opieka nad dziećmi. Po latach, podczas jednego z objawień, już jako siostrze
zakonnej Pan Jezus polecił: "Broń dzieci przed złem" – mówi s. Dominika ze
Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Cicha świętość
Dom Samuela i Aldony Lipszyców, zawsze pełen dzieci, tętnił życiem. Z tego też
powodu miejscowi nazywali go "Dziecinnym Dworem". U swojej przyjaciółki z lat
szkolnych Aldony Jastrzębskiej Lipszycowej dość często bywała wówczas s.
Katarzyna Steinberg. W swoich wspomnieniach tak opisała swoje spostrzeżenia na
temat Heleny: "Robiła na mnie bardzo jasne, ujmujące wrażenie jakiegoś spokoju,
powagi, pogody. Miała w sobie coś, co wzbudzało szacunek, coś, co mogłabym nawet
nazwać dostojeństwem. (…) Wszyscy ją w domu bardzo lubili i szanowali".
Opisuje również jej niezwykłą skromność oraz sumienność: "Widać było, że spełnia
wszystkie swoje obowiązki dobrze, cicho i po prostu bez cienia zwrotu do siebie.
Nie pamiętam nigdy, aby narzucała swoją pobożność komuś. Była w niej jakaś
dyskrecja i umiar". Ten przykład życia młodej dziewczyny przemawiał jednak do
innych o wiele silniej, niż to się mogło wydawać. Przyznaje to sama s.
Katarzyna, dla której spotkanie z przyszłą świętą było przełomowym momentem w
życiu. "Okres, w którym ją znałam, był okresem mego nawrócenia się (…). Samo
zetknięcie z nadprzyrodzonością – faktem wiary, znacznie silniej do mnie
przemawiały niż słowa i przekonywania. (…)" – wyznaje. Pobożność Heleny była
również niezwykłym doświadczeniem dla pani Marii Nowickiej. Dobrze pamięta, że
Helena bardzo lubiła śpiewać pieśni religijne. To była jej główna forma
modlitwy. – Dzięki niej nauczyłam się bardzo trudnej wówczas dla mnie, jako dla
kilkuletniego dziecka, pieśni "Jezusa ukrytego mam w Sakramencie czcić" –
wspomina pani Maria. – Było to wychowywanie do modlitwy, a nie narzucanie jej.
Helena była bardzo ułożoną i harmonijną osobą, co wynikało przede wszystkim z
bezgranicznego zaufania Panu Jezusowi – zaznacza s. Dominika. W Ostrówku miało
miejsce również ważne wydarzenie w życiu Heleny – złożenie ślubu czystości. – W
mniemaniu pani Aldony najlepszą rzeczą dla dziewiętnastoletniej dziewczyny
byłoby zamążpójście, dlatego czyniła pewne starania w tym kierunku. Ślub
czystości był odpowiedzią serca Heleny na zabiegi pani Aldony, która z dobrej
woli próbowała ją wydać za mąż – wyjaśnia s. Dominika. Kiedy nadszedł dzień, w
którym Helena opuszczała Ostrówek, by wstąpić do zakonu, w rodzinie Lipszyców
zagościł wielki smutek, tak jakby tracili kogoś bardzo bliskiego. "Gdy 1
sierpnia 1925 roku wyjeżdżała do klasztoru, żegnali ją wszyscy z miłością,
wzruszeniem i żalem, a w domu została jakaś pustka" – zanotowała s. Katarzyna.

Rozpoznać swoje powołanie
Dom, w którym przez rok przebywała Siostra Faustyna, od wielu lat stoi
niezamieszkały. Obecnie opiekę nad nim sprawują siostry ze Zgromadzenia Sióstr
Jezusa Miłosiernego, które powstało na wyraźne polecenie Jezusa przekazane
Siostrze Faustynie. Ośrodek jest miejscem rozeznawania powołań i istnieje
głównie ze względu na młodzież. – Jest to miejsce przeznaczone na modlitwę,
skupienie i wyciszenie – mówi s. Dominika. W domu jest możliwość odprawienia
Mszy Świętej oraz odmówienia Koronki do Miłosierdzia Bożego. 24 września
bieżącego roku zostanie on poświęcony i oficjalnie oddany na cele kultu św.
Siostry Faustyny Kowalskiej.

 

Bogusław Rąpała

drukuj