Pielgrzymka wielkich szans

Już jutro rozpoczyna się czterodniowa pielgrzymka Benedykta XVI do
ojczyzny. Chociaż towarzyszą jej wielkie nadzieje niemieckich katolików na
ożywienie religijne w ich kraju, to jednak dla mediów, jak na razie, nie jest to
wydarzenie priorytetowe. Stąd też do sporej części społeczeństwa niemieckiego
może, niestety, w ogóle nie dotrzeć głos Ojca Świętego.

Choć Niemcy są logistycznie doskonale przygotowani do papieskiej wizyty, to
Benedykt XVI przybędzie do tego kraju w dość trudnym okresie dla tutejszego
Kościoła. Ciągle postępująca laicyzacja życia, systematyczne odchodzenie od
wiary, puste świątynie, brak powołań kapłańskich, marginalizacja religii nie
tylko w szkołach, ale także w życiu publicznym – to obraz Niemiec, z jakim
zetknie się Papież w ojczyźnie. Pasterze Kościoła katolickiego mają nadzieję, że
obecna pielgrzymka pozwoli wzniecić iskierkę nadziei na powrót do wartości
chrześcijańskich, szczególnie u młodych ludzi, którzy wykazują wyjątkowo duże
zainteresowanie nie tylko obecnością na Mszach św., ale także chcą służyć jako
wolontariusze podczas pielgrzymki. Dla biskupa archidiecezji Hamburg
Hansa-Jochena Jaschkego tak duże zainteresowanie tegoroczną papieską pielgrzymką
szczególnie młodych ludzi to bardzo dobry znak. – Należy mieć nadzieję na
odrodzenie się wiary w narodzie poprzez młode pokolenie – stwierdził ksiądz
biskup w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Katolicy nie ukrywają, że wiele
spodziewają się po papieskiej pielgrzymce, choć wiedzą, że na jej owoce trzeba
będzie poczekać. – Trzeba jednak liczyć na każdy promyk, który może dać nadzieję
– podkreśla ks. bp Jaschke. – Mam nadzieję, że usłyszymy z ust papieskich wiele
uzdrowicielskich słów dla całych Niemiec – dodaje ks. kard. Joachim Meisner z
Kolonii.
Ojciec Święty będzie gościł w ojczyźnie w dniach od 22 do 25 września br.
Pierwszym punktem podróży Benedykta XVI ma być Berlin, następnym diecezja
Erfurt, a na końcu archidiecezja Freiburg. W Berlinie Ojciec Święty będzie
przemawiał w niemieckim parlamencie. Dla wiernych punktem kulminacyjnym wizyty w
stolicy Niemiec będzie jutrzejsza Msza św., którą o godz. 18.30 Papież odprawi
na Stadionie Olimpijskim w Berlinie. Będzie to trzecia wizyta Benedykta XVI w
Niemczech, ale dwie poprzednie nie były państwowe. W 2005 roku Ojciec Święty
przyjechał do Kolonii z okazji Światowych Dni Młodzieży, a w roku 2006 odwiedził
Bawarię.

 

Waldemar Maszewski, Hamburg

***

 

Niemcy potrzebują nowej ewangelizacji

Z prof. Hubertem Gindertem, przewodniczącym Forum Niemieckich Katolików,
rozmawia Bogusław Rąpała

Jakie oczekiwania niemieccy katolicy wiążą z rozpoczynającą się jutro wizytą
Ojca Świętego Benedykta XVI w ich kraju?

– Trudno jest mówić o katolikach w Niemczech jako jednej społeczności.
Najogólniej rzecz biorąc, tych, których w ogóle interesują sprawy związane z
Kościołem, można podzielić na dwie grupy. Jedna to ci, którzy oczekują tak
zwanych reform. Mają oni nadzieję, że Papież wypowie się w kwestii celibatu,
kapłaństwa kobiet, a więc zabierze głos na tematy określane u nas jako
"drażliwe". Oczekują odpowiedzi na pytania dotyczące tych i innych spraw.
Natomiast druga grupa, określana jako konserwatywni katolicy, spodziewa się, że
Ojciec Święty umocni ich w wierze, doda otuchy i podniesie na duchu. Bardzo tego
potrzebują, ponieważ w ostatnim czasie czują się zdezorientowani m.in. z powodu
nagłośnienia i wyolbrzymienia przypadków nadużyć wśród duchownych w Niemczech.

Niemieckie media z chęcią nadstawiają ucha na głosy osób krytykujących
nauczanie i osobę Benedykta XVI. Czy świadczy to o tym, że ta pierwsza grupa ma
większą siłę przebicia?

– Nadzwyczaj dużym poparciem większości mediów cieszą się katolicy domagający
się tzw. reform w Kościele. Sami biskupi są bardzo powściągliwi w wyrażaniu
własnych opinii. Owszem, jest wśród niech pewna grupa, jak np. arcybiskup
Kolonii kardynał Joachim Meisner, biskup Ratyzbony Gerhard Ludwig Mźller, którzy
jasno i odważnie głoszą swoje poglądy, zgodne z nauczaniem Papieża. Ale
większość biskupów unika zabierania głosu w toczonych sporach.

Daje się odczuć duży dystans niemieckich mediów do tej wizyty Benedykta XVI,
które bardzo mało miejsca poświęcają nie tylko tej, ale wszystkim jego
pielgrzymkom.

– To prawda. Można było zaobserwować, że także pielgrzymki Papieża do Anglii
albo na Światowe Dni Młodzieży do Hiszpanii były u nas komentowane relatywnie
krótko. W dodatku podkreślano związane z nimi koszty oraz jakieś marginalne
wydarzenia im towarzyszące. Dużo mniej mówiło się o podniosłości tych ŚDM i
ważności słów, które wówczas Papież wypowiedział. To przemknęło w naszych
mediach prawie niezauważenie. Dzieje się tak dlatego, że w naszym kraju panują
silnie wspierane przez media nastroje antykościelne.

Które na dodatek podsycają niektórzy politycy, którzy manifestują chłodny, a
niejednokrotnie wręcz wrogi stosunek do Papieża…

– Oczywiście jest tak, że te antykościelne nastroje prezentują również niektóre
partie polityczne. Wyrażają to po części w bardzo ekstremalnej formie, np. kiedy
wielu deputowanych partii Lewica zapowiedziało, że zbojkotuje jutrzejsze
przemówienie Benedykta XVI w Bundestagu. Także wśród Zielonych znalazło się
kilku polityków, którzy w tym samym czasie zamierzają opuścić parlament,
ponieważ twierdzą, że Papież jest osobą prywatną i jego przemówienie w
Bundestagu traktują jako mieszanie się Kościoła do polityki.

Czy Niemcy zatem czekają na swojego Papieża?
– Na początku było tak, że starano się za wszelką cenę umniejszyć znaczenie
wizyty Benedykta XVI w ojczyźnie, szczególnie zaś w Berlinie. Planowano, że
miejscem spotkania będzie jakiś kościół, w obrębie którego zmieściłoby się co
najwyżej kilka tysięcy wiernych. Ale zainteresowanie tym wydarzeniem było tak
duże, że ostatecznie zadecydowano o organizacji tego spotkania na stadionie
olimpijskim, na którym odbędzie się Msza św. Dziś swój udział w spotkaniach z
Benedyktem XVI w różnych miejscowościach zgłosiło już 250-300 tys. osób.

Czy wizyta Benedykta XVI może coś zmienić w podejściu katolików w Niemczech
do wiary? Statystyki pokazują, że tylko 10 proc. katolików w Niemczech
uczestniczy w niedzielnych Mszach Świętych.

– Z tego powodu tak ważna jest nowa ewangelizacja Niemiec. Od lat bardzo dużo
się o tym mówi, ale tak naprawdę właściwie nic się nie dzieje. Na pierwszym
miejscu stoi pytanie o Boga. To, że ludzie nie chodzą do kościoła, to zewnętrzny
objaw głębszego problemu. Ujmując rzecz czysto statystycznie, można powiedzieć,
że w Niemczech mieszka jedna trzecia katolików, jedna trzecia protestantów i
jedna trzecia tych, którzy w ogóle nie przynależą do żadnego Kościoła. W
przypadku katolików jest właśnie tak, że tylko 10 proc. z nich chodzi w
niedzielę do kościoła, w przypadku protestantów jest to 2 albo 3 procent. Tak w
rzeczywistości wygląda sytuacja. Stąd właśnie wynika paląca potrzeba nowej
ewangelizacji. My, katolicy, oczekujemy, że Ojciec Święty podczas swojej wizyty
w Niemczech wyzwoli impuls do tej przemiany, że doda również trochę więcej
odwagi biskupom, żeby nie tylko wyszli z ukrycia, ale także bardziej wyraziście
reprezentowali stanowisko Kościoła katolickiego.

Coraz więcej Niemców występuje z Kościoła katolickiego…
– Tak. Trzeba po pierwsze wziąć pod uwagę to, że jeśli około 90 proc. katolików
w Niemczech nie praktykuje, to już tak czy owak można w ich przypadku mówić o
dużym wewnętrznym dystansie do Kościoła. I jeśli do tego dojdzie jakieś choćby
niewielkie wydarzenie, to może być oczywiście również wizyta u doradcy
podatkowego, który powie: "Możesz zaoszczędzić te 7 proc. od podatku
dochodowego" (tyle mniej więcej wynosi podatek kościelny), może się to dla nich
okazać wystarczającą motywacją do wystąpienia z Kościoła. Jeśli porównać liczbę
wystąpień z Kościoła protestantów i katolików, to zawsze było tak, że w
przypadku protestantów liczba wystąpień była o 40-50 proc. większa niż w
przypadku katolików. Ale liczba katolików, którzy w ostatnim roku wystąpili z
Kościoła, była wyższa niż protestantów. Jest to związane z tym, że przypadki
tzw. nadużyć wśród duchownych były wysuwane w mediach na pierwszy plan, co w
sytacji katolików podchodzących z dystansem do swojej wiary pociągało za sobą
decyzję o wystąpieniu z Kościoła. Myślę jednak, że wkrótce sytuacja znowu się
unormuje.

Jak do tego doszło, że aż 90 proc. katolików w Niemczech nie praktykuje?
– Jeszcze w roku 1950 do kościoła chodziło 50,4 proc. niemieckich katolików. Od
tego czasu ta liczba ciągle malała. To oczywiście związane jest z tym, że
wewnętrzne poczucie więzi z Kościołem stawało się coraz słabsze z powodu
rosnącego dobrobytu i przekonania, iż można sobie dobrze radzić bez Boga.
Dlatego – jak już powiedziałem – w przypadku nowej ewangelizacji na pierwszym
miejscu musi zostać postawione pytanie o Boga. Dotyczy to tych 90 proc.
niepraktykujących katolików, z których część w ogóle już nie wierzy w Boga. I w
tym tkwi sedno problemu. A czemu tak się dzieje? Myślę, że u nas, podobnie jak w
całej Europie Zachodniej, obserwujemy skutki takiego sposobu myślenia, że ludzie
mogą budować świat bez Boga. Taki światopogląd staje się coraz silniejszy. Do
tego dochodzą jeszcze powody wewnątrzkościelne.

Ciężko oprzeć się wrażeniu, że nie potrafią lub nie chcą wykorzystać tej
okazji, że ich rodak zasiada na Stolicy Piotrowej…

– To prawda. Być może takim regionalnym wyjątkiem jest Bawaria. Tutaj Joseph
Ratzinger się urodził. Podczas jego wizyty w Bawarii został przyjęty z dużym
aplauzem. Tam postrzegany jest dużo mniej krytycznie niż w innych częściach
Niemiec. Ale wciąż mamy nadzieję, że tak jak w Anglii, gdzie nastroje
niespodziewanie odwróciły się w pozytywnym kierunku, podobnie zresztą jak w
Hiszpanii, taki mały cud wydarzy się również u nas.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj