Niemoc Dworzańskiego paraliżuje

Brak porozumienia ze strajkującymi od dwóch tygodni pracownikami
białostockiego PKS, brak porozumienia z podlaskimi Przewozami Regionalnymi w
sprawie przewozów pasażerskich w roku 2012, przesunięty w nieznaną przyszłość
termin budowy regionalnego lotniska – takie są destrukcyjne skutki niemocy
marszałka województwa podlaskiego Jarosława Dworzańskiego z Platformy
Obywatelskiej.

Fiaskiem zakończyły się rozmowy marszałka województwa podlaskiego i rady
nadzorczej PKS SA Białystok z protestującą od dwóch tygodni załogą PKS.
Tymczasem czwartek był 11. dniem strajku generalnego w PKS Białystok. Nie
wyjechał ani jeden autobus, a dziennie powinno tu być około 1,2 tys. kursów.
Zarząd spółki szacuje, że każdego dnia przyniosło to około 120 tys. zł strat.
Rada nadzorcza firmy oceniła, że sytuacja ta może doprowadzić nawet do upadłości
PKS Białystok – największego przewoźnika osób w województwie. Cierpią też
pasażerowie. Ludzie nie mają czym dojechać do pracy w Białymstoku. A jest ich
niemało – dziennie z usług firmy korzysta 25 tys. osób. Jednak publicznemu
właścicielowi PKS Białystok – którego reprezentantami są zarząd województwa i
marszałek – jakby to nie przeszkadzało. W tej sprawie nie było do tej pory z ich
strony żadnej zdecydowanej interwencji.
Podlaski poseł PiS Krzysztof Jurgiel wystosował wczoraj apel do marszałka
województwa o zażegnanie konfliktu i zapewnienie sprawnego funkcjonowania
komunikacji. Zaznaczył, że o interwencję proszą go mieszkańcy kilku
miejscowości. PKS Białystok jest największą spółką przewozową w regionie. Z jej
usług korzysta wielu mieszkańców, którzy z powodu strajku i zawieszonych kursów
nie mogą dotrzeć do pracy i szkół. "Są takie miejscowości (np. Krynki), w
których większość społeczności korzysta z usług PKS Białystok. Obecnie większość
z nich jest odcięta od świata" – napisał Jurgiel.
Na skutek dziwnej postawy koalicji radnych wojewódzkich PO, PSL i SLD nie udało
się rozwiązać sprawy strajku w PKS podczas poniedziałkowej, nadzwyczajnej sesji
Podlaskiego Sejmiku Wojewódzkiego. Głosami radnych tych partii nie przyjęto
stanowiska, które decydowało o dymisji prezesa spółki oraz członków zarządu, co
było wówczas głównym postulatem strajkujących. Marszałek województwa Jarosław
Dworzański również był przeciwko odwołaniu prezesa i zarządu. Powiedział, że na
tak twarde decyzje w tej sprawie (po dwóch tygodniach paraliżu komunikacyjnego w
województwie) jest za wcześnie. Strajk więc trwa nadal.
Bez ostatecznego rezultatu zakończyły się również ostatnie rozmowy
przedstawicieli urzędu marszałkowskiego z podlaskimi Przewozami Regionalnymi.
Tematem spotkania były połączenia kolejowe w regionie w 2012 roku. Wcześniej
urząd marszałkowski unieważnił przetarg na połączenia kolejowe do 2014 roku.
Podlaskie Przewozy Regionalne chciały 102 mln złotych. Samorząd dawał jedynie 58
mln złotych. Obecnie za roczną umowę (rok 2012) oferuje 15,5 mln złotych.
Podlaskie przewozy mają 76 połączeń na dobę. W ciągu roku korzysta z nich ponad
milion osób. Czy nie znajdą się one wkrótce w takiej samej sytuacji jak obecnie
pasażerowie białostockiego PKS?
Nikt również w najbliższych latach nie ma szans przylecieć w Podlaskie
samolotem, ponieważ fatalne w skutkach decyzje urzędu marszałkowskiego dotyczące
lokalizacji regionalnego lotniska sprawiły, iż w najbliższych latach na pewno
ono nie powstanie. Przypomnijmy, że lokalizację lotniska w Sannikach, którą
wybrał kierowany przez marszałka zarząd województwa podlaskiego, zakwestionowała
Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. W związku z tym nie ma szans, aby ogromne
środki (około 490 mln zł) przyznane przez UE na budowę tego lotniska były
spożytkowane zgodnie z tym przeznaczeniem, bo nie da się go zbudować do 2015 r.,
co jest warunkiem tej unijnej dotacji. Teraz wszystkie procedury trzeba zaczynać
na nowo, co będzie trwało latami, a czy w dotkniętej mocno kryzysem kasie UE
znów znajdą się środki na budowę tego portu lotniczego – bardzo wątpliwe.

 

Adam Białous

drukuj