Rosja zbroi Asada
Syryjskie władze poinformowały wczoraj, że zakończyły już operację
wojskową w portowym mieście Latakia, gdzie wcześniej doszło do antyrządowych
demonstracji, krwawo stłumionych przez wojsko i siły bezpieczeństwa. Tymczasem –
jak informuje telewizja Al-Dżazira – pomimo międzynarodowej presji Rosja
kontynuuje dostawy broni dla reżimu w Damaszku.
Syryjska państwowa agencja informacyjna SANA, informując o zakończeniu operacji
w Latakii, podała, że siły bezpieczeństwa pokonały "uzbrojone grupy terrorystów,
które poprzez kryminalne czyny zastraszały obywateli". Agencja dodaje też, że
podczas akcji aresztowano wiele osób. Tymczasem organizacje broniące praw
człowieka mówią nie tyle o aresztowanych, ile o dziesiątkach zabitych przez siły
rządowe. W operację w tym portowym mieście zaangażowane były nie tylko siły
lądowe wspierane przez czołgi, ale także marynarka wojenna. Cytowani przez media
świadkowie twierdzą bowiem, że prowadzono ostrzał miasta z morza. Informacjom
tym stanowczo zaprzeczają jednak władze w Damaszku. Jak twierdzi też agencja
SANA, siły bezpieczeństwa zbombardowały także obóz dla uchodźców w Latakii.
Ucieczką z niego ratowało się ponad 5 tys. osób.
Kraj ten, który jest rządzony przez jedną z najsurowszych dyktatur na Bliskim
Wschodzie, ogarnęła w połowie marca arabska rewolta, zapoczątkowana w Tunezji.
Wychodzący na ulicę obywatele żądają reform i ustąpienia prezydenta Baszara
el-Asada, którego rodzina rządzi krajem od ponad 40 lat. Protesty te są jednak
krwawo tłumione przez służby bezpieczeństwa i wojsko, które twierdzą, że
organizują je uzbrojone bandy i islamscy bojownicy. Jak zauważają syryjscy
obrońcy praw człowieka, do tej pory z rąk sił bezpieczeństwa zginęło około 2,2
tys. obywateli. Liczba ta będzie jednak z pewnością wzrastać, gdyż reżim w
dalszym ciągu ma zapewnione dostawy broni. Jak poinformowała bowiem telewizja
Al-Dżazira, Rosja w dalszym ciągu dostarcza broń do Syrii. Informacje te
potwierdził wczoraj także zapytany o tę kwestię Anatolij Isajkin, dyrektor
rosyjskiej państwowej agencji ds. obrotu bronią Rosoboroneksport. – Na razie nie
otrzymaliśmy żadnych rozporządzeń rządu w kwestii redukcji współpracy
wojskowo-technicznej z Syrią – powiedział Isajkin na konferencji prasowej
zorganizowanej w ramach odbywającego się w mieście Żukowski pod Moskwą 10.
Międzynarodowego Salonu Lotniczego i Kosmicznego (MAKS 2011). Słowa te wywołały
olbrzymią konsternację opinii międzynarodowej, która od miesięcy nawołuje do
zaprzestania dostaw broni dla tego reżimu. Prośby te potwierdziła w ubiegłym
tygodniu także sekretarz stanu USA Hillary Clinton, apelując do partnerów
handlowych Syrii o opowiedzenie się "po właściwej stronie historii". Pod adresem
Moskwy skierowano już wiele wezwań o zaprzestanie dostaw.
Zastraszają obywateli za granicą
Nowojorski dziennik "Wall Street Journal", powołując się na źródła w
administracji USA, podał też wczoraj, że na wezwanie władz w Damaszku syryjscy
dyplomaci zastraszają swych rodaków przebywających poza granicami kraju za
krytykowanie reżimu i udział w antyrządowych demonstracjach. Wspomniani
informatorzy gazety twierdzą, że dysponują wiarygodnymi dowodami na to, iż reżim
el-Asada wykorzystuje swoje ambasady do odnajdywania m.in. osób o podwójnym,
amerykańsko-syryjskim obywatelstwie, które brały udział w pokojowych
demonstracjach w Stanach Zjednoczonych. Sześciu Amerykanów, do których dotarł
dziennik, twierdzi, że z powodu ich działalności w USA syryjskie władze
przesłuchiwały i aresztowały w kraju członków ich rodzin oraz groziły im.
Marta Ziarnik
