Kryzys strefy euro
Ekonomista amerykański i laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii
profesor Milton Friedman przestrzegał, kiedy UE wprowadzała system walutowy
euro, że "nie ma prawa przetrwać jednego większego deszczu". Wydaje się, że
deszcz nadszedł, a UE przestaje być mocną oraz zwartą konstrukcją. Unią rządzi
tandem niemiecko-francuski, inne kraje muszą walczyć, by nie wypaść na margines
polityczny, gospodarczy, a nawet społeczny. Kryzys obnażył strukturalne słabości
całej strefy euro! Polska powinna zawiesić plany wchodzenia do strefy euro.
Bezpieczeństwo złotego należy upatrywać w reformach finansów publicznych, a nie
w walucie opartej na czymś tak ulotnym jak dobre chęci innych rządów, często
nieżyczliwych Polsce, a nawet egoistycznych.
Poza strefą euro funkcjonują członkowie UE – Wielka Brytania, Szwecja, Dania. To
ich świadomy wybór, chcą prowadzić własną politykę, dotychczasowy poziom
integracji w pełni im wystarcza, nie zamierzają jej pogłębiać. Są przy tym
bogaci i mają niezłe perspektywy rozwoju. Wspólna waluta, w przeciwieństwie do
wspólnej strefy handlu, od początku miała poprawić samopoczucie elit, a nie
życie obywateli. Pół biedy kiedy koniunktura była dobra. Ale teraz rachunki za
portugalskie drogi donikąd, fikcyjne gaje oliwkowe w Grecji, hiszpańskie
przywileje obciążają wszystkie państwa UE niezależnie od tego, jak się
gospodarowało.
Wydawało się, że państwa Unii Europejskiej mają wspólną politykę ekonomiczną i
finansową. Obecny kryzys ekonomiczny obnażył bezlitośnie, że UE nie ma nawet
wspólnej polityki finansowo-gospodarczej! Rządzą nią egoistycznie interesy
najbardziej wpływowych państw: Niemiec, Francji, Belgii, Włoch, a nawet małego
Luksemburga. Wielu uważało, że wprowadzenie powszechnej europejskiej waluty
okaże się ogromnym sukcesem ekonomicznym, finansowym, wręcz dziejowym. Dzisiaj
coraz częściej słychać na razie dyskretne obawy, że tak jak łatwo euro się
pojawiło, tak samo łatwo może zniknąć któregoś dnia. Wypowiadam się na ogół na
tematy polityczne, historyczne, militarne, a spraw ekonomicznych, finansowych
unikam, bo po prostu się na nich nie znam. Ale obecna sytuacja po raz kolejny
pokazała, że wybitni profesorowie ekonomii, eksperci finansowi, analitycy i
doradcy bankowi nie mieli pojęcia o nadciągającym kryzysie, a teraz robią dobrą
minę do złej gry. Jak zawsze zresztą. Pod tym względem w Polsce mamy takich
gwiazd ekonomii pod dostatkiem – Balcerowicz, Kołodko, Rosati, Belka. Dołączył
obecnie do nich pan minister finansów rządu premiera Tuska, kompromitujący się
podobnie jak jego poprzednicy bufonadą i kompletnie błędnymi analizami
ekonomicznymi. Zastanawiam się, czy ta stosunkowo duża grupa ekonomistów,
bankowców, finansistów to tylko ignoranci czy również cyniczni gracze? Jedno nie
wyklucza drugiego i w każdym przypadku normalni obywatele powinni nie tylko
patrzeć im na ręce, ale także trzymać się za kieszeń. Inaczej może się zdarzyć,
że nasze własne pieniądze znikną nie tylko z naszych kont bankowych, ale nawet z
naszych kieszeni. Nikt dotąd nie sprecyzował jednoznacznie, czy obecny kryzys,
który dosięga także Polski, ma charakter tylko finansowy czy też szerszy, czy to
jest skutek tylko manipulacji, czy też spekulacji wymierzonych m.in. w polską
złotówkę? Czy może kryzys, zwłaszcza w Polsce, ma charakter tylko wirtualny i
wynika m.in. z manipulowania księgowością? No bo przecież co zwykłego
Kowalskiego powinien obchodzić kurs franka na giełdach świata?
Józef Szaniawski
