Z faktami się nie dyskutuje
Z dr. hab. inż. Piotrem Gaworem, profesorem nadzwyczajnym Politechniki
Śląskiej w Gliwicach, kierownikiem Katedry Elektryfikacji i Automatyzacji
Górnictwa, rozmawia Bogusław Rąpała
Jakie motywy przyświecały Panu jako autorowi listu i innym naukowcom
składającym pod nim swoje podpisy?
– Od co najmniej 30 lat jestem zaangażowany w obronę życia. Poza tym misją
nauczyciela akademickiego jest przekazywanie prawdy. Stąd list jest wezwaniem
skierowanym do osób, które będą decydowały o życiu poczętych Polaków, aby
pamiętały o prawdzie udowodnionej naukowo, że od momentu poczęcia mamy do
czynienia z życiem ludzkim, z człowiekiem. Nasz list jest też niejako pokłosiem
listów innych grup zawodowych: dziennikarzy, ginekologów, prawników. Dlatego
postanowiliśmy również my, nauczyciele akademiccy, zabrać głos w tej sprawie.
Czym wobec tego można wytłumaczyć próbę podważania tych faktów i wywołania
dyskusji na temat tego, kiedy zaczyna się życie?
– Sam moment poczęcia, a więc połączenia komórek płciowych, jest tak
przekonujący, że nie istnieją argumenty mogące dowieść, że to nie jest życie
ludzkie. Na ten temat nie może być żadnej dyskusji. A dlaczego niektórzy ludzie
to podważają? Jedni z braku wiedzy i zainteresowania tym tematem, inni z kolei
na skutek odrzucenia tej wiedzy. Jakiś czas temu zorganizowana była w Sejmie
akcja, w której posłom i senatorom próbowano wręczać około 10-centymetrowe
modele będące kopią ciała dwunastotygodniowego dziecka. Wielu z nich nie chciało
ich przyjąć ani nawet oglądać, bo to burzyło ich sposób myślenia.
Wspomniał Pan o poprzednich akcjach, w których Pan uczestniczył. Czym ta
obecnie prowadzona wyróżnia się na tle poprzednich?
– Przede wszystkim ważny jest czas ukazania się listu, ponieważ niedawno został
zgłoszony społeczny projekt ustawy całkowicie zakazującej aborcji, którą
osobiście wolę określać jako ustawę chroniącą życie od początku. Dlatego kieruje
nami również chęć dostarczenia argumentów tym osobom, które będą wspierały ten
projekt w Sejmie, w tej lub następnej kadencji. Chcemy pokazać, że projekt ten
popiera nie tylko 600 tys. podpisanych pod nim osób, ale też wielu Polaków,
którym obrona życia dzieci poczętych leży głęboko na sercu. Nasz list znalazł
się na stronie internetowej www.za-zyciem.pl obok listów podpisanych przez
reprezentantów innych profesji. Wśród nich zauważyłem również list pewnej
ateistki. Wszystkie one są niesłychanie istotne, ponieważ dają decydentom do
zrozumienia, że muszą się liczyć z opinią publiczną.
Czy poprzez zajęcie tak jednoznacznego stanowiska chcą Państwo wpłynąć na
postawę moralną swoich studentów, dać im przykład, wskazać kierunek?
– Chcemy wysłać wyraźny przekaz zarówno do obecnych, jak i byłych studentów, że
nauczyciele akademiccy są za życiem. I – można powiedzieć – z jednej strony są
rozczarowani postawą tych, którzy się temu życiu sprzeciwiają, a z drugiej
strony zbudowani postawą tych, którzy go bronią.
W jaki sposób zamierzają Państwo kontynuować swoją akcję? Czy ludzie nauki z
innych polskich uczelni mogą się do niej jeszcze przyłączyć?
– Na naszej liście znajdują się głównie nauczyciele akademiccy Politechniki
Śląskiej w Gliwicach, ale są również reprezentanci innych ośrodków
uniwersyteckich z Warszawy, Lublina, Olsztyna czy Wrocławia. Chcielibyśmy
wszystkich zachęcić do wzięcia udziału w naszej akcji. Na razie żadnych innych
działań nie przewidujemy. Chodzi nam głównie o pokazanie obiektywnej prawdy o
życiu. Na stronie internetowej www.za-zyciem.pl można w dalszym ciągu składać
podpisy. Na końcu naszego listu znajduje się adres specjalnej skrzynki
e-mailowej, na którą mogą się zgłaszać następni sygnatariusze. Nazwiska osób,
które do nas napiszą, zostaną dołączone do listy tych, którzy popierają nasz
list.
Dziękuję za rozmowę.
