Rozbity gang nadal grabi

Już pięć lat w elbląskim sądzie trwa proces członków jednego z
najgroźniejszych gangów w Polsce – gangu "Kulawego". Przez ostatnie dwa lata, na
wniosek głównego oskarżonego Jana R., odczytywano 250 tomów akt sprawy. Do tej
pory ten prawdopodobnie najdroższy proces w historii polskiego sądownictwa
kosztował podatników około 4 milionów złotych. Sąd planuje zakończyć go w w tym
miesiącu, jednak biorąc pod uwagę przebiegłość oskarżonego, który próbuje
podważyć dowody przestępstw, nie wiadomo, czy mu się to uda.

Głównym oskarżonym w procesie jest przywódca gangu Jan R. ps. "Kulawy". Za
czasów PRL był funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej. Gang zaczął organizować
już pod koniec lat ´80. Jego siedzibą było niewielkie miasteczko Kisielice w
województwie warmińsko-mazurskim. Widocznie Jan R. cieszył się tam swego czasu
dobrą opinią, skoro mieszkańcy wybrali go na początku lat ´90 na radnego
miejskiego. Oficjalnie Jan R. zajmował się biznesem, handlem. Hojnie wspierał
instytucje charytatywne. Nieoficjalnie był szefem gangu, który – jak czytamy w
akcie oskarżenia – zajmował się m.in. wyłudzeniami odszkodowań komunikacyjnych,
przemytem narkotyków, alkoholu i papierosów. W wyniku jego działalności – według
wyliczeń białostockiej prokuratury – Skarb Państwa miał stracić ponad 83 mln
złotych. Jednak ten rachunek jest wciąż otwarty, gdyż na chwilę obecną koszty
procesu sądowego gangu "Kulawego" oscylują już wokół sumy 4 mln złotych.
Przypomnijmy, że w roku 2008 sąd oceniał je na 2 mln złotych. Wysokie koszty
procesu oprócz powodu, którym jest niewątpliwie czas jego trwania, wynikają z
licznych wydatków na ekspertyzy, obrońców z urzędu (było już trzech obrońców),
ławników, ochronę oraz sanitariuszy obecnych podczas każdej z rozpraw. "Kulawy"
bowiem po wypadku samochodowym w 1980 r. jest sparaliżowany i nie może
samodzielnie się poruszać.
Grupa przestępcza Jana R. została namierzona, gdy na granicy duńsko-szwedzkiej
podczas próby przemytu 2 kg amfetaminy zatrzymano jednego z jej kurierów
narkotykowych. Kurier wyjawił wówczas szwedzkiej policji kulisy działania gangu
"Kulawego". Do rozpracowania bandytów, które trwało 2 lata, ówczesny komendant
główny policji Adam Rapacki powołał specjalną grupę złożoną z policjantów i
funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego z Olsztyna, Iławy, Gdańska i
Szczecina. Antyterroryści, którzy w listopadzie 2003 roku weszli na posesję Jana
R. w celu jego aresztowania, znaleźli tam m.in. ukryte w przemyślnych skrytkach
materiały wybuchowe oraz gotowe bomby. Gang działał na terenie województw:
pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, kujawsko-pomorskiego i zachodniopomorskiego,
w Niemczech, Danii, Holandii, Szwecji i Norwegii, był jedną z najgroźniejszych
grup przestępczych w Polsce.
Śledztwo zlecono II Wydziałowi do spraw Przestępczości Zorganizowanej
Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku, która zdobyła uznanie w kraju m.in.
wzorowym prowadzeniem dochodzenia w sprawie dotyczącej afery Rywina – tzw. wątku
"lub czasopisma".
Akt oskarżenia przygotowany wobec Jana R. i jego 15 najbliższych
współpracowników, w tym jego żony oraz 3 innych członków rodziny, liczył 149
stron. Same zarzuty zajęły 104 strony i dotyczą 144 czynów, których grupa się
dopuściła (zarzuty odnoszą się jedynie do lat 1998-2003). Podczas śledztwa
prowadzonego w Białymstoku w roku 2006 aresztowanych zostało co najmniej 20
osób. Jak udało się nam ustalić, wśród osób, którym postawiono wtedy zarzut
korupcji, był były poseł SLD. Mimo że prokuratura wnosiła wówczas o jego
aresztowanie, sąd się na to nie zgodził.
Najcięższe zarzuty, które prokuratura postawiła członkom gangu, dotyczą zabójstw
dwóch biznesmenów. Do zbrodni miało dojść, gdy mężczyźni przyjechali do Jana R.
ps. "Kulawy" w sprawie rozliczeń finansowych. Słuch o nich zaginął, ciał także
do dziś nie odnaleziono. Prokuratura wciąż sprawdza różne informacje dotyczące
zaginięcia przedsiębiorców. Aby zdobyć twarde dowody na zabójstwo, śledczy
jeszcze w ostatnim miesiącu robili odwierty we wskazanej ziemi, gdzie rzekomo
miały znajdować się ciała. Próbki odesłano do badań, a wyniki mają być znane
jeszcze w tym tygodniu.
Proces 15 osób z gangu "Kulawego" rozpoczął się w Sądzie Okręgowym w Elblągu we
wrześniu 2006 roku. Przesłuchano ok. 100 świadków, przeprowadzono liczne wnioski
dowodowe oraz badania specjalistyczne. Prawdopodobnie proces już dawno by się
zakończył, gdyby główny oskarżony nie wykorzystał dziwnego zapisu prawnego,
według którego ma on prawo zażądać odczytania na sali sądowej w jego obecności
wszystkich akt sprawy. Akta stanowią niebagatelną liczbę – 250 tomów, a każdy
tom to ok. 200 stron tekstu. Tak więc przez ostatnie niemal dwa lata sędziowie
elbląskiego sądu występowali w roli lektorów. Głównego oskarżonego Jana R. z
powodu złego stanu zdrowia dowożono na rozprawy na szpitalnym łóżku. Niewiele
chyba jednak słyszał, gdyż przeważnie spał. Sąd nawet nakazywał go budzić, gdy
głośno chrapał. Na początku procesu na każdej rozprawie obecny był lekarz, teraz
jest sanitariusz, który czuwa nad stanem zdrowia Jana R. Sąd Okręgowy w Elblągu
obecnie zamknął postępowanie dowodowe, na sierpień zaplanowano mowy końcowe.
Według sądu, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i nie będzie nadzwyczajnych
okoliczności, wyrok może zapaść na przełomie sierpnia i września.

 

Adam Białous

drukuj