Do następnej katastrofy
Z posłem Michałem Wojtkiewiczem (PiS), członkiem sejmowej podkomisji
nadzwyczajnej ds. zbadania i kontroli procesu szkolenia personelu latającego Sił
Zbrojnych RP, rozmawia Anna Ambroziak
Wśród odpowiedzialnych za niedopełnienie obowiązków i brak nadzoru służbowego
w jednostkach Sił Powietrznych w zakresie bezpośrednio związanym z katastrofą
CASY ówczesny dowódca Sił Powietrznych wskazał płk. pil. Mirosława Jemielniaka.
Z kolei jako osobę odpowiedzialną z tytułu nadzoru służbowego gen. Andrzej
Błasik wymienił gen. bryg. pil. Leszka Cwojdzińskiego, obecnego szefa Szkolenia
Sił Powietrznych. Dwa lata później obu panom przybyły gwiazdki na pagonach. Nie
szokują Pana te nominacje?
– Po katastrofie CASY w 2008 roku wielu wysokim rangą oficerom Sił Powietrznych
postawiono poważne zarzuty, ale dotąd minister obrony narodowej Bogdan Klich nie
wyciągnął w stosunku do niektórych z nich żadnych konsekwencji służbowych, nie
pociągnął ich do odpowiedzialności dyscyplinarnej. W dodatku, jak widzimy,
awansował ich po katastrofie rządowego Tu- 154M, w której zginęła elita
polskiego Narodu.
Teraz zrozumiałe staje się milczenie MON, bo trzeba by było skonfrontować się
z własnymi poważnymi zaniedbaniami.
– Domyślam się, że ktoś z przełożonych zakazał żołnierzom wypowiadać się w tej
sprawie. To jakaś zmowa milczenia. Taka sama panuje na kolejnych posiedzeniach
sejmowej Komisji Obrony Narodowej poświęconych tragedii smoleńskiej – biorący w
nich udział wysocy rangą funkcjonariusze MON nie reagują na zarzuty podnoszone
przez polityków Platformy Obywatelskiej wobec załogi. Jak widać, nie mogli tego
zrobić, bo oznaczałoby to zbyt wyraźną konfrontację z zarzutami, jakie niektórzy
spośród nich sami usłyszeli. Przecież najłatwiej zwalić winę na tych, którzy już
nie żyją. Na pewno nie wszystko w wojsku było takie, jakie być powinno. Jednak
teraz zrzucanie winy na pilotów to już zwyczajna spychologia.
Ale badali Panowie sprawę szkolenia pilotów i nie dopytywali o nazwiska?
– Badała to podkomisja, której jestem członkiem, powstała już po katastrofie
wojskowej CASY. Miała zająć się zbadaniem poziomu szkolenia polskich pilotów.
Jednak tempo jej prac było wyraźnie spowalniane przez jej przewodniczącego,
posła Platformy Obywatelskiej Czesława Mroczka.
Użył Pan zwrotu "badała". To znaczy zakończyła pracę?
– Formalnie nie, ale ostatni raz spotkaliśmy się ponad rok temu. Po prostu pan
przewodniczący poseł Mroczek nie zwołuje kolejnych posiedzeń. Po katastrofie
tupolewa byliśmy w 36. SPLT i to był koniec naszej pracy. Natomiast podczas
wcześniejszych prac podkomisji odwiedziliśmy liczne instytucje wojskowe, w tym
ośrodki, w których polskich pilotów szkoli się na F-16. Tak samo odwiedziliśmy
36. SPLT już po katastrofie. To, co stwierdziliśmy po wizycie w specpułku, to
brak odpowiednich szkoleń na symulatorach, brak paliwa, podstawowego sprzętu.
Absolutnie nie jest moim zamiarem oskarżanie pilotów: po pierwsze – nikt nie
jest samobójcą, a takimi na pewno nie byli członkowie załogi tupolewa, po drugie
– gdyby były zachowane procedury związane nie tylko z samym szkoleniem, ale też
z bazą techniczną, tak jak sprawdzanie samolotu, czy przekazane prawidłowe dane
meteorologiczne, do katastrofy zarówno CASY, jak i Tu-154M by nie doszło.
Prokuratura wojskowa zapowiada, że postawi zarzuty w śledztwie smoleńskim w
wątku wojskowym. Komu?
– Nie mam złudzeń co do tego, że zarzutów nie usłyszy na pewno ani minister
Bogdan Klich jako szef Ministerstwa Obrony Narodowej, a więc resortu, któremu
podlegają wszystkie inne jednostki związane z wojskowością, ani podlegli mu
wiceministrowie. Skąd ta pewność? Stąd jak działa ten rząd. Tuż po katastrofie
rządowego samolotu, w której zginął pan prezydent Lech Kaczyński i 95
towarzyszących mu osób, cały rząd Donalda Tuska powinien podać się do dymisji.
Tak się jednak nie stało. Dlatego bardzo wątpię w to, czy jakiekolwiek zarzuty
usłyszą ministrowie tego rządu. Sądzę, że być może będą to osoby niższego
szczebla, ale na pewno nie ministrowie.
Casus pułkownika Jemielniaka i generała Cwojdzińskiego wskazuje, że MON nie
wyciągnęło absolutnie żadnych wniosków. Nie da się nad tym stanem rzeczy tak po
prostu przejść, chodzi o bezpieczeństwo załóg i osób latających rządową flotą.
– Mamy do czynienia z wręczeniem nagrody zamiast wymierzenia kary. Nie mam
wątpliwości, że to gigantyczny skandal i naruszenie pewnych dobrych obyczajów.
Moim zdaniem, po katastrofie tupolewa minister obrony powinien sam podać się do
dymisji. To skandal, żeby w ten sposób funkcjonowało wojsko. Kiedy na budowie
ktoś spadnie z drabiny, przychodzi prokurator i ten, kto tę budowę prowadzi, ma
w związku z tym duże nieprzyjemności. W wypadku CASY zginęli ludzie, a osoby
odpowiedzialne jeszcze się za to awansuje!
Sejmowa Komisja Obrony Narodowej zajmie się problemem tych nominacji?
– Oczywiście należy złożyć taki wniosek do prezydium komisji. Pani redaktor
obiecuję, że biorę to na siebie.
Dziękuję za rozmowę.
