Ekspertyza jest stronnicza
Z Konradem Szymańskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu
Europejskiego z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), rozmawia
Marta Ziarnik
Co Pan sądzi o zaprezentowanej w Parlamencie Europejskim ekspertyzie w
sprawie gazu łupkowego?
– Nigdy nie widziałem ekspertyzy przygotowanej dla Parlamentu Europejskiego,
która byłaby tak stronnicza, pisana pod zamówienie polityczne i w dodatku przez
osoby, które – w moim przekonaniu – tkwią w poważnym konflikcie interesów. Mówię
tak dlatego, że autorzy tej ekspertyzy są zaangażowani w promocję energii
odnawialnej, która jest głównym konkurentem gazu na zmieniającym się rynku
energetycznym.
Mówiąc o autorach tego dokumentu, mówimy o Niemczech…
– I tak, i nie. Bo ekspertyzy nie pisały Niemcy jako kraj, tylko współpracownicy
niemieckiej prywatnej firmy konsultingowej LBST (Ludwik-Bölkow Systemtechnik).
Jeden z autorów tej ekspertyzy reprezentuje Instytut Klimatyczny w Wuppertalu,
który jest dotowany przez rząd Nadrenii Północnej-Westfalii. Rząd ten – tworzony
przez SPD i Zielonych, niedawno wprowadził, jako jedyny land w Niemczech, zakaz
wykorzystywania gazu łupkowego. To są powody dla których sądzę, że autorzy
działają najprawdopodobniej w poważnym konflikcie interesów.
Dlaczego w takim razie komisja ds. środowiska oraz zdrowia publicznego
Parlamentu Europejskiego zleciła wykonanie ekspertyzy właśnie takiej firmie?
– To jest bardzo dobre pytanie. Wystosowałem już w tej sprawie list do
przewodniczącego komisji – posła Jo Leinena z SPD, w którym piszę, iż oczekuję
odpowiedzi i wyjaśnień w sprawie kryteriów, jakie zostały zastosowane przy
wyborze osób do sporządzenia tej ekspertyzy przeznaczonej na użytek posłów do
PE.
Które zapisy tej ekspertyzy budzą Pana największe zastrzeżenia?
– Przede wszystkim ta ekspertyza jest oparta na przestarzałych informacjach.
To znaczy?
– Chodzi głównie o stopień oddziaływania tego typu inwestycji, dzisiaj jest dużo
mniejszy, niż piszą autorzy ekspertyzy. Nie zauważyli oni też zmian
technologicznych, jakie w zakresie gazu niekonwencjonalnego nastąpiły w
ostatnich latach. Drugi problem to niezwykle subiektywne rozważania dotyczące
roli, jaką gaz niekonwencjonalny może odegrać na rynku energetycznym UE. Ta rola
w tym dokumencie jest marginalizowana – wbrew opiniom wielu innych ośrodków,
które mówią o rewolucji energetycznej dokonywanej za sprawą gazu
niekonwencjonalnego. Bardzo kontrowersyjnie brzmią też rekomendacje tego
sprawozdania mówiące o tym, że prawo europejskie powinno specjalnie zareagować
na ten fenomen technologiczny, jakim jest pozyskiwanie gazu ze złóż
niekonwencjonalnych, i zaostrzyć normy administracyjne i środowiskowe wobec tego
typu działalności. To sprawia wrażenie, jakby właśnie na zamówienie polityczne
chciano użyć instrumentów prawa europejskiego do tego, aby gazu
niekonwencjonalnego nie opłacało się wydobywać.
Kto mógł lobbować za takim kształtem ekspertyzy?
– Z całą pewnością można powiedzieć, że mamy tutaj pewną koalicję bardzo różnych
interesów. Na tym, by gaz niekonwencjonalny nie pojawił się na rynkach
europejskich, szczególnie w Europie Środkowej, zależy dotychczasowym graczom –
takim jak np. Gazprom – którzy korzystają ze swojej monopolistycznej pozycji.
Zależy na tym także lobby nuklearnemu – ta właśnie grupa była sprawcą
moratorium, które wprowadzono we Francji. W końcu zależy też na tym lobby
ekologicznemu, które wie, że pojawienie się nowego gazu spowoduje, iż nacisk na
energię odnawialną będzie mniejszy, ponieważ jako paliwo przejściowe gaz jest
efektywny ekonomicznie i również efektywny, jeżeli chodzi o ograniczanie emisji
CO2, na czym podobno zależy Zielonym.
Czy tego typu analizy nie powinno się zlecić kilku firmom, zarówno tym
widzącym przyszłość w gazie łupkowym, jak i optującym za rozwojem innych
technologii energetycznych?
– Dlaczego tak się nie stało, chciałbym się właśnie dowiedzieć od
przewodniczącego komisji ds. środowiska, który ma teraz czas na to, aby wyjaśnić
motywy, dla których wybrał tak stronnicze grono autorów do sporządzenia
ekspertyzy, która ma posłużyć jako grunt pod podejmowanie decyzji politycznych w
PE. Będę się domagał bardzo jednoznacznej i ścisłej odpowiedzi na moje pytania i
wątpliwości dotyczące grona autorów tej ekspertyzy.
Niemiecka opinia uderza poniekąd w priorytety polskiej prezydencji w UE,
jakimi miała być budowa bezpieczeństwa energetycznego.
– Nie przywiązywałbym aż tak dużej wagi do tego dokumentu. Dopóki jest to tylko
dokument ekspercki na potrzeby jednej z komisji Parlamentu Europejskiego, rząd
zachowuje pełną swobodę manewru, jeśli chodzi o promocję i obronę polskich
interesów w zakresie gazu niekonwencjonalnego. Dlatego też mam nadzieję, iż nasz
rząd nadal będzie to robił. I musi pamiętać, że nie może tracić czasu, że musi
cały czas działać i odpowiadać na podobne zarzuty, bo inaczej faktycznie możemy
stracić tę szansę, która z gazem niekonwencjonalnym jest dzisiaj wiązana.
Może jednak dać przeciwnikom jakiś punkt zaczepienia.
– Z całą pewnością nie będzie to łatwe i nasz rząd musi się na to przygotować.
Ta ekspertyza jest pierwszym przejawem tego, że obrona polskich interesów w
zakresie wydobycia i uzyskania korzyści z gazu niekonwencjonalnego będzie rzeczą
bardzo trudną, wymagającą działań i olbrzymiej determinacji. Myślę, że
scenariusz działań, które będą podejmowane, jest w sumie zapisany w tej
ekspertyzie i dlatego powinna być ona bardzo uważnie czytana przez rząd w
Warszawie.
Parlament Europejski sprawia wrażenie, jakby nie zależało mu na
przeforsowaniu inicjatywy, która mogłaby przecież uniezależnić całą Unię od
rosyjskich surowców.
– Parlament Europejski w tej sprawie jeszcze się nie wypowiedział i nie wiadomo,
czy się wypowie. Z całą jednak pewnością w komisji ds. środowiska jest bardzo
wielu posłów, którzy nie widzą nic niestosownego w tym, by zlecać ekspertyzy
firmom, które są podejrzane o konflikt interesów.
Do takich zdarzeń dochodziło już wcześniej?
– Tak. Wcześniej mieliśmy zarejestrowaną deklarację pisemną z apelem o
wprowadzenie zakazu wykorzystania gazu niekonwencjonalnego, ale ta kampania
została tak naprawdę wyizolowana. Dzisiaj to jest postrzegane jako wąska,
francuska inicjatywa, jako próba przeniesienia rozwiązań francuskich na grunt
europejski, których nikt poważny już nie słucha. Bardzo niewielu posłów
zdecydowało się też na poparcie tej deklaracji.
Chciałabym jeszcze wrócić do poprzedniego pytania i do tego, dlaczego Unia
nie chce się opowiedzieć za uniezależnieniem od dostaw surowców energetycznych z
zewnątrz?
– Unia Europejska zarówno w tej kwestii, jak i w wielu innych strategicznych
sprawach ma trudności z określeniem swojego interesu. Jedni widzą w tym szansę –
tak jak Polacy – i słusznie, inni zaś zagrożenie swoich interesów. Na tym
właśnie polega słabość integracji. Z całą pewnością gaz niekonwencjonalny może
wpłynąć bardzo fundamentalnie na interesy firm gazowych, branży energetycznej, a
w szczególności na interesy polityczne, zwłaszcza w naszej części Europy. To
powoduje takie podenerwowanie, bo wszyscy widzą, że może stać się coś
nieprzewidywalnego.
Dziękuję za rozmowę
