Tajemnice TW „Wolskiego” herbu Ślepowron

Posiada zdolność kamuflażu, zakłamywania pamięci, także poprzez niszczenie
trefnych dokumentów. Dziesiątki lat unika odpowiedzialności za czyny, które
wielu doprowadziły do politycznego niebytu, niekiedy do więzienia. Jaruzelskiemu
uchodzi płazem wiodąca rola w haniebnej czystce antysemickiej w armii, wysłanie
wojska do stłumienia "praskiej wiosny", pacyfikacja Powstania Grudniowego 1970
r. na Wybrzeżu, bezprawne zarządzenie stanu wojennego. Z głównych postaci
ostatnich 50 lat PRL tylko Jaruzelski nie doznał szwanku. Ze sceny politycznej
zeszli w niesławie: Gomułka, Kliszko, Cyrankiewicz, Spychalski, Gierek – tuzy
partii, a tylko on wciąż awansował. Fenomen nietykalności Jaruzelskiego może
tkwić w najmniej znanej części jego życiorysu.

Biografowie (hagiografowie?) pomijają niejasne wątki wczesnego okresu życiorysu
generała armii w stanie spoczynku. W czasie II wojny światowej jako oficer
zwiadu w sztabie 5. Kołobrzeskiego Pułku Piechoty porucznik Jaruzelski
uczestniczy w walkach z podziemiem niepodległościowym na południowo-wschodnim
skraju Polski. Bierze udział w przymusowym przesiedlaniu obywateli polskich
narodowości ukraińskiej do ZSRS (Lech Kowalski, Generał ze skazą. Biografia gen.
armii Wojciecha Jaruzelskiego, Warszawa 2001).
Otrzymuje Krzyż Walecznych, a w drugą rocznicę ogłoszenia Manifestu PKWN –
stopień kapitana. W czerwcu 1947 r. wstępuje do Polskiej Partii Robotniczej.
Powodowany, podobno, doskwierającym z dzieciństwa wspomnieniem, wypełnia
deklarację partyjną "wstrząśnięty niesprawiedliwością społeczną Polski okresu
przedwrześniowego".
Teraz pokonuje szczeble kariery w tempie nieosiągalnym dla kolegów. Lipiec 1948
r. – major, pół roku później – podpułkownik. W wieku 26 lat dostaje angaż
wykładowcy w Wyższej Szkole Piechoty, a w maju 1949 r. szefuje już Wydziałowi
Szkół i Kursów Oficerów Rezerwy oraz Kursów Sztabu Wojsk Lądowych. W awansach
nie przeszkadza mu brak matury.
Służbista. Zdyscyplinowany. Lojalny, pryncypialny członek partii. Przebija się
do pierwszych szeregów armii na przełomie lat 40. i 50. Nie wadzi mu ani go nie
dyskwalifikuje ciążąca przedwojenna szkoła zakonna. Nie przeszkadza – fatalnie
postrzegane w przypadku kolegów – pochodzenie ziemiańskie.

Donosi bez skrupułów
Jaruzelski bez trudu adaptuje się w towarzystwie komunistycznych zwierzchników
wojska. Faworyt sowieckich dowódców. Bezpośredniemu przełożonemu, gen.
Stanisławowi Popławskiemu, donosi bez skrupułów: "Mimo czujności, jaką wykazała
Komisja Kwalifikacyjna przy naborze kandydatów do szkoły, kilku uczniów wykazało
wrogi stosunek do obecnej rzeczywistości w Polsce i do Związku Radzieckiego.
Zanotowano wrogie wypowiedzi ze strony niektórych uczniów pochodzących
przeważnie ze środowiska inteligenckiego i drobnomieszczańskiego".
Używa argumentacji stosownej do wiatrów napływających ze Wschodu. Energicznie
zabiega o przestrzeganie wzorców wypracowanych w ZSRS. Do rangi priorytetu w
procesie szkolenia bojowego podnosi znajomość "Krótkiego kursu WKP(b)" oraz
problematyki XIX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Promotor
"Programu szkolenia politycznego i ogólnowojskowego dla 2- i 3-letnich Szkół
Oficerskich na lata 1951/1952", którego autorzy krytykują "biologię
burżuazyjną", a jednocześnie wychwalają osiągnięcia sowieckich szarlatanów Iwana
Miczurina i Trofima Łysenki (Piotr Gontarczyk, Wojciech Jaruzelski –
donosicielem w czasach stalinowskich, 7 dni – Polska i Świat, 16.12.2006).
Jaruzelski robi błyskotliwą karierę w okresie postępującego terroru i
stalinizacji armii. Rokossowski jest ministrem obrony i wicepremierem.
Oficerowie sowieccy zajmują około 90 proc. wiodących stanowisk dowódczych i
sztabowych, a Informacja Wojskowa przeprowadza czystkę kadrową w wojsku. Kto i
dlaczego proteguje syna ziemianina?
Jego awanse są zgodne z zawartością tajnej korespondencji szefów – dwu
kluczowych postaci złej sławy instytucji. 7 maja 1949 r. szef wywiadu wojskowego
gen. Wacław Komar przesyła szefowi kontrwywiadu wojskowego płk. Stefanowi
Kuhlowi listę dziesięciu oficerów typowanych do pracy w wywiadzie, z prośbą o
zaopiniowanie. Po kwerendach w archiwach i ewidencji operacyjnej wojskowa
bezpieka przedstawia rutynową rekomendację: "Jeruzelski Wojciech, syn Władysława
(…) zarządcy majątku (…) w lipcu 1943 zmobilizowany do Armii Polskiej i od
tego czasu służy w WP (…) Jest naszym tajnym informatorem, pseudonim "Wolski"
– zwerbowanym 23.03.46 w 5. pułku piechoty 3. Dywizji Piechoty na uczuciach
patriotycznych. Dobry tajny współpracownik, nadający się na rezydenta (…)
jednostka wartościowa, członek Partii. Kompromitujących materiałów nie
posiadamy".
Błąd w nazwisku jest ewidentny, ale nie ma wątpliwości. Do postaci przypisane są
bezbłędnie pozostałe dane osobowe, jak data i miejsce urodzenia, zajmowane
aktualnie stanowisko. Historycy weryfikują odnalezioną w materiałach
archiwalnych korespondencję, odzwierciedlającą ciąg dalszy urzędowego biegu
sprawy werbunku TW "Wolskiego". To datowana 9 maja 1949 r. "Informacja na
oficerów wytypowanych do pracy w II Oddziale Sztabu Generalnego WP".
Błędny zapis nazwiska nie był naonczas jakimś ewenementem. Pisarze wojskowi
niekoniecznie posiadali cechę staranności. W skierowaniu na kurs w Centrum
Wyszkolenia Piechoty podano z kolei "Jarozelski". Wspomnianą "Informację na
oficerów…" badacze IPN odnaleźli w zespole b. Ministerstwa Bezpieczeństwa
Publicznego. Przed przekazaniem Instytutowi Pamięci Narodowej dokument
przechowywano w archiwum b. Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL, którym przez
ostatnie dziewięć lat kierował gen. Czesław Kiszczak, oddelegowany z wojska
rozkazem Jaruzelskiego.
Dzięki rekonesansowi archiwalnemu dr. Pawła Piotrowskiego znamy treść dokumentu
"Centralny Rejestr Agenturalnej Sieci Nr 1", w którym pod numerem 1846 figuruje
"Jaruzelski Wojciech s. Władysława", tajny informator noszący pseudonim
"Wolski", zwerbowany przez Sekcję Informacji Wyższej Szkoły Piechoty.
Potwierdzałoby to tezę, że został on zwerbowany w 1946 r., stąd tak niski numer
rejestracyjny (Paweł Piotrowski, Sprawa współpracy Wojciecha Jaruzelskiego z
Informacją Wojskową, Biuletyn IPN 2007).
Kolejnym poświadczeniem nieznanej działalności Jaruzelskiego jest "Księga
inwentarzowa tajnych współpracowników nr 1", gdzie pod nr 22 858 znajduje się
wpis: "Jaruzelski Wojciech s. Władysława", pseudonim "Wolski", urodzony w 1923
r., "zawerbowany" 18 lutego 1946 r. w Wyższej Szkole Piechoty (P. Piotrowski,
ibidem).
Wiadomo, że numer nadano aktom na okoliczność złożenia do archiwum, gdzie w
latach 60. intensywnie brakowano (niszczono) dokumenty. Obecny stan badań
pozwala sprecyzować domniemany czas zakończenia współpracy agenturalnej TW
"Wolskiego". Przyjmując, że brakowanie akt nastąpiło zgodnie z przepisami
obowiązującymi w Wojskowej Służbie Wewnętrznej, czyli 10 lat po złożeniu w
archiwum, można określić zakończenie współpracy i złożenie akt do archiwum na
rok 1954.

Ślady po "teczkach" "Wolskiego"
Otwarte pozostaje pytanie o przyczyny zakończenia współpracy TW "Wolskiego",
pochodzącego z rodziny pieczętującej się herbem Ślepowron. Pomocna jest tu
biografia Jaruzelskiego.
W 1952 r. kończy z oceną bardzo dobrą dwuletni kurs Wieczorowego Uniwersytetu
Marksizmu i Leninizmu. Po ukończeniu kursu doskonalenia dowódców Akademii Sztabu
Generalnego, 31 grudnia 1953 r., awansuje na pułkownika i szefa Oddziału
Akademii Wojskowych Głównego Zarządu Wyszkolenia Bojowego. Mógł być
wyrejestrowany automatycznie, zgodnie z obowiązującą (znaną z czasów WSW)
instrukcją, wyłączającą generałów oraz dowódców jednostek i instytucji
wojskowych z grona TW.
Doktor Piotrowski przytacza znamienne dane dotyczące zinfiltrowania agenturą
szkoły piechoty, gdzie Jaruzelski od kursanta dochodzi do posady wykładowcy.
Wśród 1002 pracowników etatowych i kontraktowych oraz kursantów Sekcja
Informacji WSP prowadziła 267 zarejestrowanych tajnych informatorów. Był to
wskaźnik niezwykle wysoki, 1 stycznia 1949 r. stan ewidencyjny Wojska Polskiego
wynosił bowiem 129 881 żołnierzy i pracowników kontraktowych, natomiast w sieci
agenturalnej Informacji Wojskowej 31 grudnia 1948 r. znajdowało się 8180 osób,
co stanowiło 6,3 proc. stanów osobowych.
Archiwiści i historycy IPN nie natrafili dotąd na oryginalną teczkę TW
"Wolskiego". W tym kontekście niezwykle interesujące są ustalenia badacza IPN
dotyczące losu teczki pracy i teczki personalnej tajnego informatora ps.
"Wolski".
Ślad po "teczkach" TW "Wolskiego" urywa się w latach 70., zatem gdy Jaruzelski
jest już wpływowym politykiem. W książce ewidencyjnej znajduje się tylko
adnotacja: [teczka] "u kierownictwa".
Uzasadnione jest podnoszone przez badaczy domniemanie, że "kierownictwem" mógł
być sam Jaruzelski. Wówczas, przypomnijmy, minister obrony i członek Biura
Politycznego. Sam zainteresowany, względnie ktoś z jego usłużnych przybocznych.

Obraz dopełnia ewidentna próba zatarcia śladów łączących nazwisko Jaruzelskiego
z tajnym informatorem ps. "Wolski". W zachowanej ewidencji Informacji Wojskowej
zamazano flamastrem zapisy dotyczące Jaruzelskiego – "Wolskiego". Jednak użyto
flamastrów marnych jakościowo. Zamazania wyblakły i zapisy są całkiem czytelne.

Tajną niewątpliwie operację "flamaster" podjęto jedynie w tym przypadku. Może to
wskazywać na podjęcie decyzji o "oczyszczeniu" archiwum WSW z wszelkich danych
mogących świadczyć o agenturalnej przeszłości Wojciecha Jaruzelskiego (P.
Piotrowski, ibidem).
Aktualny stan badań nie pozwala jednoznacznie stwierdzić ani kto zacierał ślady
tożsamości i działalności TW "Wolskiego", ani kiedy. Zatem nie można
jednoznacznie określić, czy niefortunną próbę podjęli ludzie z podległej
Jaruzelskiemu WSW, czy np. funkcjonariusze WSI w niepodległej Rzeczypospolitej,
kiedy teoretycznie już mu bezpośrednio nie podlegali.

Front obrony generała
Generał jest zaskoczony wydobyciem na światło dzienne śladów dossier TW
"Wolskiego". Miały być zatarte… W pierwszym odruchu traci rezon. Odmawia
komentarzy, zasłania się niepamięcią. Zbywa dziennikarzy "obecną atmosferą
lustracyjną". Bałamuci o "nasilonych atakach i pomówieniach", zapowiada, że
będzie "obiektem polowania". W istocie bagatelizuje zarzuty dotyczące swojej
aktywności w ostrych walkach z UPA: "Z natury rzeczy nie mogę wykluczyć, że
miałem wtedy różnego rodzaju rozmowy i kontakty z przedstawicielami
kontrwywiadu, bo to było naturalne w takiej sytuacji" (PAP, 8.06.2005).
Jaruzelski dekuje się przed mediami krótko. Z jednej strony twierdzi, że
"niemożliwością jest spamiętanie wszystkich szczegółów" sprzed 60 lat, ale zaraz
przechodzi do ofensywy. Na ujawnienie czarnej karty swojej stalinowskiej
przeszłości reaguje jak zwykle. Histerycznie. Impertynencko. Gra na nutę
quasi-patriotyczną: "Ja się nie włączę w usprawiedliwianie swojej osoby wobec
ludzi, którzy nie mają żadnego tytułu, żeby tego ode mnie żądać, bo mnie by to
uwłaczało jako żołnierzowi i Polakowi".
Z odsieczą Jaruzelskiemu spieszy gazeta "Trybuna" (z 9.06.2005). Prezentuje brak
rzeczowej analizy, pochylenia się nad niuansami, a jedynie ujadanie na posłańców
złej nowiny: "Wyciek z IPN-u korespondencji na temat "podpułkownika
Jeruzelskiego" pokazuje, w jakim stanie znajduje się instytucja kierowana przez
prof. Leona Kieresa".
Organowi dinozaurów nieboszczki PZPR wtórują fani zmobilizowani pod szyldem
Społecznego Komitetu Obrony Dobrego Imienia, Czci i Honoru Generała
Jaruzelskiego. Żądają "zaprzestania oszczerczej kampanii propagandowej
wymierzonej w jego patriotyczny – żołnierski i obywatelski dorobek życiowy".
Wśród sygnatariuszy są Maria Szyszkowska, Katarzyna Maria Piekarska, weterani
PZPR i oficerowie Ludowego Wojska Polskiego. Zwolennicy dyktatora zakładają
witrynę internetową, której swoista preambuła wyjaśnia wszystko: "Strona jest
poświęcona Dorobkowi Życiowemu Wielkiego Polaka".
Jaruzelski deprecjonuje odnalezione i ujawnione materiały, a posłańców złych
wiadomości odsądza od czci i wiary. Podobnie jak jego fani, uznaje odkrycie
nieznanych opinii publicznej niechlubnych kart jego młodości za zemstę
polityczną historyków IPN. Rutynowo nie przyznaje się do niczego i nie szczędzi
obelg ludziom kwestionującym jego własną wersję historii.
Tajny współpracownik "Wolski" musiał wybijać się w pracy, skoro otrzymał
rekomendację na rezydenta policji politycznej armii. Kogoś, kto na polecenie
oficera kadrowego kieruje, koordynuje autonomiczną siatką tajnych informatorów.
Reasumując – kandydat na rezydenta musiał cieszyć się szczególnym zaufaniem owej
szczególnej instytucji, której funkcjonariusze z reguły nie dowierzali nikomu.
Najwyższą formą współpracy był agent, czyli współpracownik do wykonywania zadań
specjalnych.
Mimo rekomendacji spółki Komar&Kuhl zachowane czy też dostępne zapisy
ewidencyjne nie potwierdzają podjęcia działalności Jaruzelskiego w charakterze
rezydenta. Współpracę zakończono najprawdopodobniej w 1954 r., a na pewno przed
1955 rokiem (P. Piotrowski, ibidem).
Jak zaznacza dr Piotr Gontarczyk, o ile wyjęcie kart ze stosowanych kartotek
operacyjnych z reguły jest czynnością łatwą i niepozostawiającą żadnych śladów,
o tyle usunięcie zapisów z opasłych dzienników ewidencyjnych jest o wiele
trudniejsze (P. Gontarczyk, ibidem).
Nowe światło na przeszłość Jaruzelskiego rzuca ujawniony przez historyka
Wojciecha Sawickiego dokument, odnaleziony w archiwach b. służby bezpieczeństwa
NRD. W raporcie enerdowskiego kontrwywiadu wojskowego Stasi z 14 marca 1986 r.
Niemcy charakteryzują generała jako aktywnego i wartościowego konfidenta, który
w roku 1952 został pozyskany przez kpt. Kiszczaka jako "nieoficjalny
współpracownik", przez niego zaprzysiężony i wykorzystany do wykonania zadań
kontrwywiadowczych.
Szef GZP WP gen. Kazimierz Witaszewski miał zażądać wydalenia Jaruzelskiego z
armii za niesłuszne pochodzenie. Wtedy Kiszczak dostarczył złej sławy
politrukowi odpowiednie rekomendacje tajnych służb i TW "Wolski" herbu Ślepowron
ocalał. Jeśli informacja jest prawdziwa, rodzi szereg implikacji. Najważniejsza
dotyczy genezy współpracy obu generałów w jesieni ich życia zawodowego.
Niezależnie od niewątpliwie pasjonującego dla badaczy dysonansu poznawczego
pozostają otwarte pytania zasadnicze. Na kogo donosił TW "Wolski"? Czy został
ostatecznie rezydentem IW? A jeśli tak, to kto wchodził w skład siatki jego
informatorów? Wreszcie – kim był jego pierwszy oficer prowadzący? Kiszczak czy
ktoś inny?
Szczegółów nie znamy, ale warto wspomnieć o pewnych stałych punktach
odniesienia. Otóż konfidenci nie składali donosów na potencjalnych wrogów
instalowanego w Polsce reżimu komunistycznego, jak Ukraińcy z UPA czy Polacy z
AK bądź WiN. Żołnierzy niepodległościowego podziemia Jaruzelski namierzał i
denuncjował w oficjalnych meldunkach, wynikających z rutynowych obowiązków
służbowych pułkowego zwiadowcy. Specyfika pracy konfidenta polega na donosach na
ludzi bliskich, w każdym razie znajomych: kolegów, współpracowników, zarówno
podwładnych, jak i przełożonych, niekiedy na członków rodziny. TW "Wolski"
musiał – "z zasady" – donosić w pierwszym rzędzie na kadrę jednostki, w której
służył.
Jak zauważa dr Gontarczyk, hipotezę tę potwierdza zachowany zapis ewidencyjny
zaświadczający, że agent "Wolski" był umieszczony w Wyższej Szkole Piechoty.
Przypomnijmy, w styczniu 1947 r. Jaruzelskiego skierowano do Centrum Szkolenia
Piechoty w Rembertowie.
W lipcu 1956 r. Jaruzelski otrzymuje kolejny awans w "ludowej" armii. Na wniosek
marszałka Rokossowskiego zostaje generałem, jednym z dwóch najmłodszych wiekiem
w WP. Młodszy o rok jest tylko wybitnie zdolny 32-letni gen. Mieczysław Bień.
Jego kariera zatrzymuje się jednak na dużo niższym szczeblu niż pryncypialnego
kolegi, ideowego członka PZPR, mającego wpływowych protektorów.
Kilka miesięcy później Jaruzelski rewanżuje się przełożonemu. TW "Wolski" herbu
Ślepowron jako jedyny generał optuje za pozostaniem Rokossowskiego w Wojsku
Polskim. Moskwa mu to zapamięta.

 

Zbigniew Branach
 


Autor jest dziennikarzem, zajmuje się literaturą faktu, wydał wiele książek
o najnowszej historii Polski.

drukuj