Nowoczesność mitem postępu

Z ks. prof. Michelem Schooyansem, emerytowanym profesorem Uniwersytetu
Katolickiego w Louvain, wykładowcą filozofii politycznej współczesnych ideologii
i etyki polityki demograficznej, członkiem Papieskiej Akademii Nauk Społecznych,
Papieskiej Akademii Życia i Meksykańskiej Akademii Bioetyki, rozmawia Franciszek
L. Ćwik

W książce zatytułowanej "Bożkowie nowoczesności", wydanej ostatnio we
Francji, stwierdza Ksiądz Profesor, że "nowoczesność jawi się jako złoty wiek
mitu postępu". Mimo obecnego kryzysu wydaje się, że mit ten jest nadal żywy. W
jaki sposób można uświadomić współczesnemu człowiekowi, że prowadzi on donikąd?

– Współczesny człowiek zafascynowany odkryciami w fizyce, chemii, biologii i
medycynie stworzył nową wiarę w postęp wynikający z rozwoju nauki i służący
dobru człowieka. W tej wizji odrzuca się ideę tajemnicy, a prawdy religijne
traktuje się jak przesądy. Już Hugo Grotius [holenderski filozof i prawnik
żyjący na przełomie XVI i XVII w., zwany ojcem prawa międzynarodowego – red.]
wyłączył Boga z relacji międzynarodowych, twierdząc, że religie są przyczyną
wojen. Boga wyklucza się również z badań naukowych. Pytania o istnienie lub
nieistnienie Boga nie są już dziś "metafizycznie" interesujące. Według tego
podejścia religia ma do zaoferowania jedynie gmatwaninę przesądów. Mit ten
wspierany przez niektórych "filozofów" zawiera przekonanie, że nic nie może
wymknąć się rozumowi ludzkiemu. Świat jest chaosem, ale na szczęście człowiek
może zaprowadzić w nim porządek! Postęp zależy jedynie od człowieka i jego
wysiłku, zwłaszcza na polu nauki. Przy pomocy własnych środków, ludzie – a
przynajmniej niektórzy z nich – dotrą do szczęścia, do "gwiazd". Z tego
przekonania ludzi "oświeconych" bierze początek rozwój nowych scientyzmów,
obiecujących rozwiązać problemy sensu, których ani religia, ani metafizyka nie
mogła – ich zdaniem – rozstrzygnąć. To do tych "oświeconych" przynależeć będzie
misja prowadzenia społeczności ludzkiej do dobra i szczęścia. Tego typu
koncepcja postępu obecna jest w kwaterze głównej rządów globalnych. Z niej
wywodzi się wyniosła technokracja, która lekceważy zarówno obywateli, jak i
suwerenne narody. Tymczasem większość naukowców odchodzi od koncepcji
immanentnego postępu. Uważają oni, że w świecie panuje ład i że jesteśmy
powołani do odkrywania tego ładu.

Mimo to wielkim problemem Zachodu jest decyzja odrzucenia Boga i
konsekwencje, jakie z tego wynikają.

– Obojętność na prawdę stała się cechą charakterystyczną społeczeństw
zachodnich. Panuje przekonanie, że wszystkie prawdy są sobie równe. Nazywa się
to "pluralizmem" lub "tolerancją doktrynalną", która idzie w parze z
agnostycyzmem. Ta obojętność jest dziś naszą największą słabością. O wszystkim
decyduje jedynie wola większości. Jest to pośmiertny tryumf Jeana-Jacques´a
Rousseau. Ta większość jest uznawana za zdolną zapewnić prawom "cywilną
świętość", której należy bezwzględnie przestrzegać, by nie być oskarżonym o
antyspołeczność i być za nią skazanym. Nie ma tu miejsca na wyższą instancję, na
którą można byłoby się powołać, by podważyć jakiekolwiek prawo. Jednocześnie
stosunek między prawem pozytywnym i dochodzeniem sprawiedliwości staje się
przypadkowy.

Twierdzi się, że odrzucenie Boga jest niezbędne, by człowiek stał się
rzeczywiście wolny i by był panem samego siebie…

– Wielu uważa, że Bóg jest przeszkodą w ich szczęściu, a Jego przyjęcie byłoby
zakuciem się w kajdany i pozbawieniem siebie wolności. Ludzie ci, odrzucając
ideę zależności, odrzucają a priori ideę stworzenia. Dla nich perspektywa bycia
stworzonym oznacza życie w uzależnieniu, czyli bycie niewolnikiem. Niewolnik
zaś, aby odzyskać wolność, musi zabić pana. Z tego punktu widzenia dostrzeganie
w stworzeniu świata pierwszego objawienia jest pozbawione sensu. Dostrzeganie w
człowieku obrazu Boga jest tym bardziej czymś bezsensownym. Jedynym prawem,
którym powinien kierować się człowiek, jest prawo natury w sensie czysto
materialistycznym. Cechą natury jest jej brutalność: eliminuje ona mniej
zdolnych. Ludzie powinni podporządkować się tej naturze, bo są produktem
ewolucji czysto materialnej i gdy ich życie dobiegnie kresu, powrócą do ziemi.
Kultura śmierci rozpoczęła się w momencie, w którym ludzie ogłosili śmierć Boga.
To pozwala zrozumieć tę kulturę i rewoltę przeciw Bogu i przeciw człowiekowi,
który jest stworzony na Jego obraz.

Konsekwencją odrzucenia Boga było powstanie wszelkiej maści totalitaryzmów.
Upadł wprawdzie system sowiecki, ale jego miejsce zajmuje równie bezbożny
liberalizm, przedstawiany jako recepta na postęp i nowoczesność. Czy
rzeczywiście komunizm i liberalizm to dwa różne systemy?

– Obserwowaliśmy niepowodzenia i upadek sowieckiego systemu. Obecnie jesteśmy
świadkami zgubnego oddziaływania innego rodzaju totalitaryzmu liberalnego. Kiedy
przyjrzymy się tym dwóm ideologiom: z jednej strony – komunizmowi, z drugiej –
liberalizmowi, stwierdzimy, że mają one wspólne cechy: stawiają na walkę i
zwycięstwo najsilniejszych. Stąd bierze się popularność idei Petera Singera,
który postuluje fizyczną eliminację najsłabszych członków społeczeństwa. W
systemie komunistycznym walka klas miała zapewnić zwycięstwo klasy
najsilniejszej. W ideologii liberalnej dostrzegamy tę samą dynamikę:
nieokiełznaną konkurencję i walkę o przetrwanie. Istnieje wprawdzie rynek, ale
instrumenty, które powinny go regulować, są ograniczone. Wraz ze swoimi prawami
i operacjami rynek nie odzwierciedla ekonomicznej rzeczywistości i nie służy
dobru ludzkości. Jest polem walki, która przeciwstawia sobie dwie podstawowe
siły: najsłabszych i najsilniejszych. Ci, którzy mają prawo przetrwać, to ci,
którzy mają możliwość produkcji i konsumpcji.

Jeszcze raz okazuje się, że nie można stworzyć sprawiedliwego systemu,
odrzucając Boga. Czy istnieje jakaś szansa dla współczesnych laickich
demokracji, by Boże prawa ponownie stały się fundamentem ich funkcjonowania?

– Rozpocznijmy od wyjaśnienia celowo utrzymywanego nieporozumienia dotyczącego
sposobu rozumienia terminów "laicyzm" i "laickość". Laicyzm jest doktryną
integralnie racjonalistyczną, która ma na celu zniszczenie wszelkiej wiary
religijnej. Na jego usługach działają liczne ruchy, które starają się go
upowszechniać. Przez laickość rozumie się separację dwóch sfer: politycznej i
religijnej. Już od dawna w zachodnich społeczeństwach władza publiczna nie ma
wpływu na władzę religijną, tak samo jak władza religijna nie ingeruje w sferę
władzy świeckiej. To na bazie rozróżnienia między laicyzmem i laickością trzeba
postawić pytanie o charakter współczesnych demokracji. Powszechna Deklaracja
Praw Człowieka była proklamowana przez władzę polityczną. To na tym dokumencie
bazują współczesne demokracje, definiujące się przez uznanie prawa każdego
człowieka do życia i do życia w godności. Ta koncepcja demokracji nawiązuje do
fundamentów chrystianizmu: wszyscy ludzie są dziećmi tego samego Ojca i przez to
są równi w godności. Na tej bazie może się otworzyć konstruktywny dialog między
różnymi religiami, a nawet niektórymi ateistami, by w końcu zwalczyć panujące w
świecie barbarzyństwo. Kiedy podważy się zasadę uznania godności człowieka,
zaistnieje ryzyko zwrócenia się ku niesprawiedliwości i okrucieństwom ubiegłego
wieku.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj