To odwet za Drzewieckiego

Z Maciejem Wąsikiem, byłym zastępcą szefa Centralnego Biura
Antykorupcyjnego, rozmawia Maciej Walaszczyk

Otrzymywał Pan billingi z numeru telefonu dziennikarza "Gazety Wyborczej"
Bogdana Wróblewskiego w maju 2007 roku?

– Sprawę tę badała już Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze. Postępowanie przez
nią prowadzone m.in. w związku z tą historią zostało prawomocnie umorzone. Jak
stwierdziła, działania służb specjalnych w latach 2005-2007 były w pełni
legalne.

Ale podobno doniesienie w tej sprawie złożył w warszawskiej prokuraturze sam
dziennikarz. Ona podjęła temat i przyznała mu w tym śledztwie status osoby
pokrzywdzonej.

– Nic nie wiem na ten temat. Wszystkie materiały, jakie były potrzebne do
śledztwa prowadzonego przez prokuraturę zielonogórską na ten temat, zostały jej
dostarczone. Mariusz Kamiński zeznawał w tej sprawie w charakterze świadka i
odniósł się do wszystkich poruszonych w niej wątków i elementów.

Ale sytuacja jest dziwna, ponieważ obecny szef CBA Paweł Wojtunik najpierw
poinformował sejmową Komisję ds. Służb Specjalnych, że problemu nie było i CBA
nie prowadziło w latach 2005-2007 nielegalnych działań przeciw dziennikarzom.
Jednak nagle zmienił zdanie i postanowił w specjalnym piśmie sprostować swoją
wcześniejszą deklarację. Jak Pan to komentuje?

– Co ważne, tę informację skierował do speckomisji tajnym pismem, co podkreśla
zresztą "Gazeta Wyborcza". Po czym pan Wojciech Czuchnowski, do tego tajnego
pisma oczywiście "dotarł". Ciekawe, czy zostanie wszczęte śledztwo w sprawie
ujawnienia tajemnicy.

Dlaczego Wojtunik zmienia zdanie, prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie, w
której już raz uznała, że wszystko było zgodne z prawem, a wszystko nagłaśnia
"Wyborcza" w tonacji afery?

– Oczywiście powodem tego wszystkiego, co widzimy, jest nagłośnienie przez
Mariusza Kamińskiego informacji o powiązaniach Mirosława Drzewieckiego ze
światem przestępczym i nielegalnym finansowaniu Platformy Obywatelskiej. To
próba odwrócenia uwagi od tego tematu. Wojtunik już wiele razy kierował przeciw
nam zawiadomienia o przestępstwie. Szukano wszelkich naruszeń prawa, nawet
najdrobniejszych, po czym sprawami tymi prokuratura się nawet nie zajmowała albo
były one po jakimś czasie umarzane.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj