Wykorzystam ścieżkę odwoławczą
Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodzin ofiar katastrofy
smoleńskiej, rozmawia Marcin Austyn
Pana wniosek dotyczący przywrócenia zgody na wykonywanie fotokopii akt
śledztwa smoleńskiego spotkał się z negatywną odpowiedzią. Czym Wojskowa
Prokuratura Okręgowa w Warszawie motywuje swoją decyzję?
– Nie tylko ja, ale i rodziny, które reprezentuję, jak również inni pełnomocnicy
poszkodowanych otrzymali taką odmowę. Uznano, że na tym etapie śledztwa nie
można wykonywać fotokopii akt, a można jedynie na miejscu zapoznawać się z tym
materiałem i czynić odręczne notatki. Prokuratura wojskowa swoją decyzję
argumentuje tzw. dobrem śledztwa.
Spodziewał się Pan innej decyzji?
– Kiedy prokuratura wprowadzała zakaz robienia fotokopii, rozumiałem decyzję,
choć się z nią nie zgadzałem. Prokuratorzy motywowali ją faktem, że ujawniane są
materiały, które z uwagi na dobro śledztwa winny być znane tylko prokuratorowi i
ewentualnie osobom uprawnionym, a nie opinii publicznej. Skoro jednak wszczęte
od czasu wprowadzenia zakazu postępowania karne w sprawie przecieków z akt
śledztwa smoleńskiego kończą się umorzeniami, bo nie stwierdzono zagrożenia
interesu śledztwa, to pewną niekonsekwencją prokuratury jest podtrzymywanie
braku zgody na wykonywanie fotokopii akt. Z tej perspektywy nie bardzo rozumiem
tę decyzję prokuratury. Liczyłem na to, że śledczy zmienią zdanie i nadal mam
taką nadzieję. Dlatego na to postanowienie będę składał zażalenie do prokuratora
wyższego rzędu.
W jakim stopniu wprowadzenie zakazu wykonywania fotokopii akt utrudnia
Państwu pracę?
– Zakaz jest dla nas uciążliwy. Oczywiście jest szereg czynności, w których
możemy brać udział i które nie wymagają dostępu do akt. Możemy korzystać ze
swoich źródeł, wiedzy ekspertów, uczestniczymy w przesłuchaniach osób, które
reprezentujemy. Jednak znacząca część naszej pracy to analiza akt śledztwa.
Jeśli one są dostępne tylko w określonych godzinach i miejscu, to jest to dla
nas utrudnienie. Każdy z nas czynnie wykonuje swój zawód, ma swoje obowiązki i
możliwość przeczytania akt w domu czy kancelarii, zakreślenia w nich istotnych
rzeczy, możliwość szybkiego powrotu do źródła jest nieoceniona. Żadne notatki
tego nie zastąpią. Przecież niemożliwe jest, aby ręcznie przepisać 150 tomów
akt.
Pełnomocnicy chcą uzyskać kopie rejestratorów z pokładu Tu-154M. Ta decyzja
prokuratury wskazuje, że może być to niewykonalne?
– Obawiam się takiego scenariusza, choć takie postępowanie prokuratury byłoby
kompletnie niezrozumiałe. Przecież część zapisów była ujawniana przez stronę
rosyjską. Jeżeli zapisy z polskiej skrzynki (ATM) różnią się od zawartości
rejestratorów pokładowych znajdujących się w Moskwie, to jest to okoliczność,
która dodatkowo uzasadnia przekazanie nam tych kopii. Jeżeli zaś zapisy są
tożsame, to można przyjąć, że zostały już ujawnione i nie ma powodów, by ten
materiał "chować" przed pełnomocnikami.
Utrudnienia to bezpośredni efekt jednej publikacji tygodnika "Wprost".
Dziennikarze mogli pozyskany materiał wykorzystać w sposób, który nie
zakończyłby się tak ostrą decyzją prokuratury?
– Zdaję sobie sprawę z tego, na czym polega praca dziennikarzy i wiem, że muszą
państwo docierać do źródeł, ujawniać pewne rzeczy i bardzo często przynosi to
pozytywne efekty. Także w sprawie smoleńskiej rola dziennikarzy jest bardzo
istotna. Jednak kompletnie nieprofesjonalne było przyznanie się opinii
publicznej, że dziennikarze "Wprost" mają w rękach kilkadziesiąt tomów akt ze
śledztwa smoleńskiego, bo z tego wybuchł wielki skandal. Prokuratura w obliczu
takiego braku profesjonalizmu autorów publikacji w tygodniku "Wprost" nie mogła
inaczej zareagować i ograniczyła dostęp do akt. Teraz jednak sytuacja uległa
zmianie. Sprawy karne związane z przeciekiem zostały umorzone i możliwość
wykonywania fotokopii akt powinna zostać przywrócona. Mam nadzieję, że również
dziennikarze wyciągnęli wnioski z tego, co się stało. Ponadto jeżeli znajdzie
się osoba, która będzie kierowała się złą wolą, to bez względu na zakazy jest w
stanie dotrzeć do akt śledztwa i doprowadzić do ich ujawnienia. Ograniczenia
najbardziej uderzają w pełnomocników i samych poszkodowanych.
Dziękuję za rozmowę.
