Rusza proces Turowskiego
Ambasador tytularny Tomasz Turowski stanie jutro przed sądem lustracyjnym,
który prawdopodobnie utajni proces z uwagi na możliwość ujawnienia tajemnicy
państwowej. Turowski był odpowiedzialny za przygotowanie wizyty prezydenta Lecha
Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 roku.
Jutro przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpocznie się proces lustracyjny
Tomasza Turowskiego. Prawdopodobnie będzie on tajny. Czy IPN będzie wnosił o
wyłączenie jego jawności? – O tym, czy postępowanie będzie utajnione, zadecyduje
sąd. To pierwszy termin rozprawy. Jeśli wnioski w tej sprawie będą składane
przez prokuratora, to dobrze, by sąd dowiedział się o nich bezpośrednio od
niego, a nie z mediów – odpowiada prokurator Jarosław Skrok, naczelnik
Oddziałowego Biura Lustracyjnego w Warszawie. – Decyzja z naszego punktu
widzenia jest już pewna – dodaje.
Turowski pojawił się już raz w sądzie w lutym. Było to pierwsze posiedzenie w
sprawie wszczęcia postępowania lustracyjnego w jego sprawie. – Jeśli już wtedy
sąd zdecydował się utajnić posiedzenie, to prawdopodobnie podejmie podobną
decyzję na pierwszej rozprawie – zaznacza prokurator. Na salę rozpraw w
warszawskim sądzie okręgowym, gdzie przed XVIII Wydziałem Karnym odbędzie się
jego sprawa, był wówczas konwojowany przez grupę antyterrorystów oraz człowieka,
który chronił go przed dziennikarzami i kamerami. Główną zasadą spraw
lustracyjnych jest ich jawność. – Jednak zgodnie z art. 18 ustawy o ujawnianiu
informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa z lat 1944-1990 w pewnych
wypadkach sąd może jawność wyłączyć – przypomina prokurator Skrok. Chodzi o
obawę ujawnienia informacji niejawnych.
Tomasz Turowski został zwolniony z pracy w MSZ po tym, jak w grudniu ubiegłego
roku pion lustracyjny Instytutu Pamięci Narodowej skierował wniosek o wszczęcie
wobec niego postępowania lustracyjnego, podejrzewając Turowskiego o złożenie
fałszywego oświadczenia lustracyjnego. Oskarżycielem z ramienia IPN jest
prokurator Aneta Rafałko. To na jej wniosek sąd zdecydował się utajnić pierwsze
posiedzenie sądu.
Jeszcze kilka miesięcy temu Turowski był ambasadorem tytularnym w Moskwie. Tytuł
taki otrzymują zazwyczaj osoby zasłużone dla służby dyplomatycznej swojego kraju
i używają go bez względu na to, czy w danym momencie pełnią funkcję ambasadora
jako szefa misji dyplomatycznej. Jak się okazało, w tej randze Turowski był
przed rokiem głównym organizatorem wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w
Katyniu, która miała odbyć się 10 kwietnia 2010 roku. Z relacji pracowników
Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wynika, że odgrywał on pierwszoplanową
rolę także po katastrofie, gdy na płycie smoleńskiego lotniska pojawili się
Donald Tusk i Jarosław Kaczyński.
Według tego, co podawały media, Turowski przez lata był pracownikiem wywiadu
PRL. W 1975 roku po wstąpieniu do zakonu jezuitów jako przeszkolony oficer
wywiadu został wysłany na misję do Watykanu. Pod przykryciem miał działać tam aż
przez 10 lat, a więc dokładnie w czasie, gdy pontyfikat rozpoczynał Jan Paweł
II, i wtedy gdy doszło do nieudanej próby zamachu na jego życie. Meldunki
przypisywane Turowskiemu, przysyłane odrębnymi kanałami, miały mieć oznaczenie
9596, a później miały być podpisywane pseudonimem "Orsom". W 1986 r. Turowski,
tuż przed święceniami, nieoczekiwanie wystąpił z zakonu. Po powrocie do kraju w
1993 r. został pracownikiem w resorcie spraw zagranicznych, w departamencie
zajmującym się Europą Wschodnią. Najpierw jako doradca, a potem w randze
wicedyrektora. Już w początkowym okresie pracy, w latach 1993-1994, ze względu
na liczne i otwarte kontakty z I sekretarzem ambasady rosyjskiej w Polsce
Grigorijem Jakimiszynem był obserwowany przez Urząd Ochrony Państwa. W 1996 r.
trafił do ambasady w Moskwie. Latem 2005 roku wrócił do kraju z placówki na
Kubie i dalej pracował w MSZ jako radca-minister w dyspozycji Biura Kadr i
Szkolenia oraz radca-minister w Departamencie Strategii i Planowania Polityki
Zagranicznej. Od lutego do maja 2007 roku pełnił funkcję ambasadora tytularnego
w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Prawdopodobnie w
związku z obowiązkiem lustracyjnym, jakiemu zaczął podlegać po wejściu na krótki
czas znowelizowanej ustawy lustracyjnej rozszerzającej krąg osób podlegających
lustracji, zrezygnował z pracy w MSZ. Nieoczekiwanie, i to jest najbardziej
sensacyjny wątek w jego okrytej tajemnicą karierze, 14 lutego 2010 roku powrócił
do pracy w MSZ kierowanym przez Radosława Sikorskiego i m.in. podjął się misji
przygotowania wizyt premiera i prezydenta z okazji 70. rocznicy zbrodni
katyńskiej. Wizyt na prośbę władz Rosji rozdzielonych na dwa odrębne terminy.
Tuż po katastrofie Turowski w ramach swoich obowiązków zajmował się także
projektem, który miał doprowadzić do powstania wspólnego dokumentu Patriarchatu
Moskiewskiego oraz Episkopatu Polski poświęconego polsko-rosyjskiemu pojednaniu.
Wymieniano go również jako kandydata na ambasadora w Watykanie. Ostatecznie na
początku stycznia, po publikacjach prasowych m.in. w "Naszym Dzienniku",
Sikorski przyjął dymisję Turowskiego w trybie natychmiastowym.
Maciej Walaszczyk
