Czas to miłość

Dziś mija 30 lat od śmierci ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, wielkiego
Prymasa Polski. W połowie marca 1981 roku stwierdzono w jego organizmie rozległy
nowotwór. 22 maja ks. Prymas po raz ostatni wystąpił publicznie, otwierając
obrady Rady Głównej Konferencji Episkopatu Polski. Zmarł opatrzony sakramentami
6 dni później nad ranem, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, w swojej
rezydencji przy ul. Miodowej w Warszawie. W stołecznych kościołach zabiły
dzwony. Jego trumna została wystawiona i liczni wierni przybywali do Domu
Prymasów Polski, by oddać hołd wybitnemu Polakowi i wybitnemu Księciu Kościoła.
Wspominając tamte historyczne wydarzenia, czekamy na – miejmy nadzieję rychłą –
beatyfikację.

W maju 1981 roku działo się bardzo wiele. Wyczuwało się napięcie, peerelowskie
władze były w defensywie i zastanawiały się, jak powstrzymać "festiwal wolności"
związany z "Solidarnością". Ten wielki narodowy ruch – który za kilka miesięcy
miał zostać spacyfikowany poprzez wprowadzenie stanu wojennego – nie powstałby i
nie byłoby strajków sierpniowych, gdyby nie pamiętna pierwsza pielgrzymka do
Ojczyzny w 1979 roku Jana Pawła II i gdyby nie Prymas Tysiąclecia, który swoją
ofiarną posługą pasterską siał ziarno wyzwolenia i suwerenności. W tamtym czasie
panowała jednak ciężka atmosfera. Polacy przeżywali zamach na Ojca Świętego Jana
Pawła II. Modlono się i czuwano w kraju i za granicą. Mimo uspokajających
komunikatów medycznych wcale nie było pewne, czy nasz wielki rodak na Stolicy
Piotrowej przeżyje strzały Alego Agcy. Jednocześnie było już wiadomo, że umiera
Stefan kard. Wyszyński. Obawiano się, że może odejść dwóch najwybitniejszych
Polaków i zostaniemy osieroceni.
Relacje między Janem Pawłem II a ks. kard. Wyszyńskim najlepiej oddaje słynne
zdjęcie z inauguracji pontyfikatu, gdy Ojciec Święty, przyjmując homagium
kardynałów, z synowską miłością przygarnął Prymasa Polski. Nie byłoby Papieża
Jana Pawła II, gdyby nie roztropne i dalekosiężne posługiwanie ks. kard.
Wyszyńskiego. Nie byłoby wolności Kościoła w czasach PRL, gdyby nie pełne odwagi
i zawierzenia Bożej Opatrzności pamiętne "Non possumus!" Prymasa Tysiąclecia w
1953 roku, dzięki któremu Kościół w Polsce mógł być suwerennym głosicielem Słowa
Bożego i prowadzić ludzi do zbawienia w totalitarnym systemie. Nie byłoby wolnej
Polski, gdyby nie błogosławione uwięzienie Księdza Prymasa, w trakcie którego
powstał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego oraz program
dziewięcioletniej Wielkiej Nowenny przed Milenium Chrztu Polski.
Pogrzeb, który odbył się 31 maja 1981 roku, był iście królewski – największy w
najnowszej historii Polski. Uczestniczyłem w nim jako fotoreporter
współpracujący z "Tygodnikiem Solidarność". Cała Polska żegnała interreksa,
największy autorytet moralny i społeczny, który w czasach bezkrólewia – czyli
przyniesionej do naszej Ojczyzny na sowieckich bagnetach obcej władzy –
przeprowadził Naród i Kościół przez czarną noc komunizmu. Choć użyto potężnych
instrumentów rażenia do zwalczania religii, to efekty totalnej ateizacji
pozostały niewspółmierne do użytych sił i środków. Prymas Tysiąclecia mówił w
swoim nauczaniu o rodzinie jako wspólnocie życia i miłości, w której przekazuje
się dar życia i wychowuje nowe pokolenia. Podkreślał, że rodzina jest
fundamentem Kościoła i społeczeństwa, a rodzina rodzin stanowi Naród. Zwracał
uwagę, jak ważny jest przyrost naturalny i to, aby w Polsce – jeżeli ma
przetrwać – rodziły się dzieci.
Dziś gołym okiem widać, jak bardzo miał rację. Zwłaszcza jeśli czytamy, że
według badań GUS w 2010 roku spadła w Polsce liczba rodzących się dzieci.
Potwierdzają to również dane o dzietności opublikowane w raporcie The World
Factbook opracowanym na zlecenie CIA. W klasyfikacji tej Polska na 223 kraje
świata zajmuje 209. miejsce. Tym samym znaleźliśmy się w grupie krajów bez
przyszłości, z nasilającymi się problemami gospodarczymi i zapaścią systemu
emerytalnego oraz ochrony zdrowia. Prymas Tysiąclecia w jednej z homilii,
odnosząc się do materializmu praktycznego i egoizmu, jakże mądrze zauważył:
"Powiadają, że czas to pieniądz, ja wam powiadam – czas to miłość!". I to jest
profetyczne przesłanie na nasze burzliwe czasy.

Jan Maria Jackowski
 

drukuj