Demoliberalna plutokracja

Aresztowanie szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego pod zarzutem
gwałtu ma wymiar wieloaspektowy i rodzi dalekosiężne konsekwencje. Zatrzymanie
to jedno, ale ważniejsze było to, co się działo po wyprowadzeniu z samolotu w
kajdanach francuskiego polityka i finansisty. Wszystko odbyło się w atmosferze
ogromnego skandalu. Charakterystyczne, że amerykański sąd – obawiając się, iż
Dominique Strauss-Kahn ucieknie z USA, podobnie jak przed laty po gwałcie na
nieletniej zbiegł również obywatel francuski Roman Polański – zastosował wobec
niego areszt tymczasowy jak dla zwykłego kryminalisty.

Ponieważ Dominique Strauss-Kahn uchodził za murowanego kandydata socjalistów w
wyborach prezydenckich 2012, więc jego widowiskowe aresztowanie spowodowało
polityczne trzęsienie ziemi we Francji. Stało się nad Sekwaną elementem
wewnętrznej rozgrywki i osłabiło prestiż Francji na arenie międzynarodowej.
Jednocześnie wzrosły nastroje antyamerykańskie. Prezydent Nicolas Sarkozy –
oskarżany przez lewicę, że aresztowanie Straussa-Kahna jest mu na rękę, bo z
wyścigu do Pałacu Elizejskiego opadł już na starcie jego największy konkurent –
zwrócił się do ministrów i posłów rządzącej partii, aby unikali komentarzy w
mediach na temat zaistniałej sytuacji. Spotkało się to ze zrozumieniem, bo w
kwestii ekscesów Straussa-Kahna we francuskich elitach panuje swoista "zmowa
milczenia".
Dominique Strauss-Kahn, podobnie jak lewacki aktywista Daniel Cohn-Bendit czy w
Polsce Adam Michnik, wywodzi się z pokolenia rewolucji 1968 roku. Jest to
pokolenie, które kształtuje współczesną politykę, media, gospodarkę, kulturę.
Strauss-Kahn, jak wielu z tego pokolenia, był w młodości działaczem
komunistycznym, a następnie socjalistycznym. W przeszłości był oskarżany o
korupcję i o skandale seksualne z jego udziałem, a francuska prasa broni się
teraz przed oskarżeniami mediów zagranicznych, które zarzuciły jej pobłażliwość
dla jego wybryków.
Afera Straussa-Kahna ujawniła to, co raczej przed opinią publiczną jest
skrywane: styl życia "klasy próżniaczej", międzynarodowej plutokracji, która ma
liczne przywileje i udogodnienia, uzyskuje bajeczne dochody, żyje ponad prawem
na zasadzie, że im więcej wolno, często jest zwolniona z płacenia podatków. To
są ludzie odpowiedzialni za realizowany obecnie model globalizacji, w którym
wąska grupa bogatych jest coraz bogatsza, a biedni są coraz biedniejsi. Przed
trzydziestu laty szefowie dziesięciu największych instytucji finansowych
zarabiali trzydziestokrotność przeciętnego wynagrodzenia. Obecnie otrzymują
średnio 275 przeciętnych wynagrodzeń, a w wyniku ich ryzykownych i
nieodpowiedzialnych działań miliony ludzi traci pracę i poczucie bezpieczeństwa
socjalnego. Do tej grupy należą nie tylko przedstawiciele banków, ale również
wyżsi rangą pracownicy MFW, Banku Światowego, Światowej Organizacji Handlu, a
także znakomicie opłacani i uprzywilejowani urzędnicy Komisji Europejskiej czy
ONZ oraz globalnych instytucji finansowych i organizacji międzynarodowych.
Afera z szefem MFW w roli głównej to swoiste memento mori dla demoliberalnego
porządku świata. Afera bardzo podważyła reputację MFW. Fundusz obraca setkami
miliardów dolarów, narzucając programy gospodarcze nie tylko poszczególnym
krajom, ale całym kontynentom. Przy okazji eksportuje monetaryzm, liberalizm i
globalizację. Nie przypadkiem opiniotwórcze światowe gazety podkreślają, że
trudno o gorszy moment na pozostawienie bez lidera Międzynarodowego Funduszu
Walutowego odgrywającego rolę zaworu bezpieczeństwa w światowym systemie
finansowym. Jest już raczej przesądzone, że nikt z Europy (która najwięcej łoży
na MFW, ale też jest jego największym dłużnikiem) nie ma szans na objęcie po
Straussie-Kahnie fotela dyrektora zarządzającego, co burzy dotychczasową zasadę,
że Europejczyk jest szefem, a Amerykanin wiceszefem.
Gospodarka światowa jest pogrążona w recesji, Europa w kryzysie, a strefa euro
zmierza w stronę chaosu. Spór między Azją, USA i Europą o obsadzenie fotela
szefa MFW stawia pod znakiem zapytania przyszłość tej instytucji, która jest
znakiem firmowym i zwornikiem obecnego globalnego systemu finansowego.

Jan Maria Jackowski
 

drukuj