Potomkowie Chama?
W uroczystość Matki Bożej z Fatimy muzułmanie nie zorganizowali jednak
zapowiadanej masakry w portugalskim sanktuarium, za to mieszkańcy Lublina
zorganizowali sobie profanację świętości i duchową masakrę. Muzułmanie otaczają
szacunkiem Matkę Chrystusa i pewnie do głowy by im nie wpadło, aby zafundować
chrześcijanom kpiny z ich religijnego i ludzkiego szacunku dla Maryi. Natomiast
lublinianie za własne pieniądze, mocą swoich ostatnich samorządowych wyborów
dopuścili u siebie takie właśnie świętokradztwo, i to po sąsiedzku z
archikatedrą, w której znajduje się cudowny obraz płaczącej Maryi. Trudno bowiem
inaczej niż jako kradzież świętości określić otwartą tego dnia w tym mieście
wystawę zatytułowaną "Madonny". Jak świętości nie należy traktować i jakich
granic nigdy nie należy przekraczać, pokazuje właśnie ta ekspozycja, wymykająca
się możliwości opisania w słowach. Każdorazowo musiałyby być one kolejną
profanacją. Zobowiązani do czuwania nad naszym społecznym dobrem mogą jednak, a
nawet powinni, sami, dzięki internetowi, ustalić fakty bez mojej pomocy. A może
już nie mamy powołanych do tych wzniosłych zadań stróżowania dobru społecznemu?
Akurat w tygodniu modlitw o dobrych pasterzy jest dobra okazja, aby to
przemyśleć.
Symbolem braku szacunku dla rodziców został na wieki aż do końca świata
biblijny Cham, który nie uszanował nagości własnego ojca. Chamstwo z Lublina
grubo przekracza poziom syna Noego. Skoro zrobiono to za nasze pieniądze i
potomkowie Chama zaprosili na wystawę nasze dzieci, to nie sposób zamilknąć,
nawet jeśli inni milczą. Milczenie jest złotem dla spragnionych nade wszystko
tego, by ładnie kręcił się jakiś własny handelek. Wtedy i do Chama należy się
pięknie uśmiechnąć, uprzejmie zamilczeć, a nawet zaprosić do duszpasterskiego
dialogu. Wtedy też nie ominie nagroda godna króla Krezusa. Jego bogactwo nie
robiło jednak wrażenia na starożytnych Ateńczykach. Pielęgnowano w tym mieście,
w epoce chwały, nie bałwochwalczy szacunek dla bogactwa, ale szacunek dla cnót
moralnych. Nawet najbogatsi zadowalali się bardzo skromnym stylem życia, a wyżej
od legendarnych skarbów króla Lidów cenili sobie cześć dla własnych rodziców.
Wspomniał o tym Herodot, odnotowując wizytę Solona (prawodawcy ateńskiego,
jednego z siedmiu mędrców) u Krezusa, który popisywał się przed przybyłym swoim
bogactwem. Gość jednak twierdził, że od gospodarza bogatsza jest uboga i prosta
ateńska matka mająca synów, którzy oddali dla niej swoje życie. Oto wzór tzw.
pogan jednak wypełniających czwarte przykazanie! Lepsi w tym zakresie byli oni
także od tych nam współczesnych chrześcijan, którzy zgadzają się na zniewagę ich
matek i Matki Chrystusa. Czyż to nie potomkowie Chama?
Znamy ich najpierw jako biblijnych Kananejczyków (pochodzących od Kanaana, syna
Chama) specjalizujących się – jak czytamy w Księdze Rodzaju – w homoseksualnych
gwałtach i rytualnym dzieciobójstwie. Okazuje się jednak, że nie wszyscy zginęli
w katastrofie Sodomy i Gomory i nie zostali całkiem wytępieni przez
Izraelczyków, ale chyba mocą swojego tzw. fenickiego wynalazku rozplenili się po
całym świecie i dotarli także do Lublina, słynącego od niedawna politycznym
złotem z Polmosu. Już ponad tydzień molestuje się mieszkańców, w tym naszą
młodzież, na rzecz praktyk biblijnego Chama i wspomniana wystawa to jeden z
elementów tej molestacji, pod szyldem jednak "miłości". Celem zatem tej imprezy
jest przekonanie wszystkich – zwłaszcza zaś młodzieży – iż sodomia i aborcja są
miłością. Zjechały się zatem do Lublina całe zastępy znanych w Polsce i w
świecie sodomitów, a na dokładkę zaproszono także zwyczajnych oszczerców, np.
małżonkę pana Grossa, spotwarzającą naszych rodziców, że niczym się nie różnili
od hien cmentarnych i utuczyli się żydowskim mieniem. Kto stanie w obronie
naszych rodziców? Kto stanie w obronie naszych dzieci przy zachętach do
"bydlęcych zachowań", jak określił św. Tomasz z Akwinu praktyki homoseksualne?
Co zatem znaczy dla nas nowy "cud słońca" widziany ostatniego 13 maja w Fatimie?
Czy to znak przymierza akurat z nami?
Marek Czachorowski
