Dla pielgrzyma każdy kamień tu jest święty

Nie wyobrażają sobie, aby tego dnia nie być w Watykanie. Na beatyfikację
Jana Pawła II przybywają pielgrzymi z całego świata. Pieszo, na rowerach lub –
tak jak grupa Francuzów – statkiem. Spotykamy wiernych z państw, do których
pielgrzymował Ojciec Święty, ale szczególną grupę stanowią katolicy z krajów, do
których Jan Paweł II nie mógł się udać, a które były bliskie jego sercu. To
właśnie pielgrzymi z tych państw, gdzie katolicyzm jest do dziś szczególnie
znienawidzoną religią, przybywają do Watykanu, aby podziękować za wyniesienie na
ołtarze człowieka, który zawsze odważnie bronił wolności religii i
prześladowanych chrześcijan.

19-letni Liu przyleciał do Europy z Chin. Jak wyjaśnia, oficjalnie jest tu wraz
ze swoją grupą, aby zwiedzać włoskie zabytki. – Dla nas jako dla katolików
wyjazd do Watykanu na uroczystości beatyfikacyjne to była wewnętrzna konieczność
– podkreśla. Nie wie wprawdzie, czy będą w stanie zostać w Rzymie aż do 1 maja,
ale korzystając z okazji, na pewno pójdą na grób Papieża, pokłonić się
przyszłemu błogosławionemu. Kiedy go spotykamy, właśnie stara się dowiedzieć,
jak dostać się do Grot Watykańskich. – Jestem mocno zagubiony. Szczerze
powiedziawszy, nawet nie wiem, w którym ogonku stanąć – przyznaje
skonsternowany. Rozpromienia się jednak, kiedy dostrzega resztę swojej grupy,
która równie podekscytowana jak on czeka już w rozciągniętej przez cały plac
Świętego Piotra kolejce do grobu.
Coraz większa liczba pielgrzymów przybywa do Rzymu podobnie jak Liu samolotem. –
To jest najtańszy środek transportu dla osób, które mieszkają tak daleko –
wyjaśnia Marko, francuski student, który oprowadza pielgrzymki po watykańskich
muzeach i bazylice. – Ci, którzy przylatują, to najczęściej Brazylijczycy i inni
przedstawiciele Ameryki. To nie znaczy jednak, że wszyscy tak robią.
Oprowadzałem osoby, które przyjechały tutaj na rowerach czy nawet przyszły
pieszo. Ale najczęściej wśród przyjezdnych słyszy się właśnie język hiszpański –
dodaje. Przyznaje, że prawdą jest, iż wielu spośród odwiedzających Stolicę
Apostolską to zwyczajni turyści, ciekawi wyłącznie architektury, malarstwa i
rzeźb. – Jednak chyba większy procent stanowią te osoby, dla których jest to
miejsce niezwykłe przede wszystkim ze względów religijnych. Dla nich bardzo
często każdy kamień na tym placu jest święty. To bardzo ciekawe zderzenie,
kontrast w stosunku do tych ciekawskich, popijających kawkę i patrzących na to
miejsce z boku – komentuje Marko.
Do tej grupy zaliczyć należy Konrada i jego syna Andreasa z Niemiec, którzy do
Watykanu przybyli pieszo. Na plac św. Piotra weszli zaledwie kilka godzin temu.
Kiedy ich spotykamy, wypoczywają pod obeliskiem i podziwiają piękno Bazyliki
Świętego Piotra. – To był mój pomysł, aby pójść na beatyfikację pieszo – mówi
Konrad. – Ale syn bardzo szybko to podchwycił i to on zaplanował szczegóły –
dodaje. Zanim wyruszyli na pielgrzymkę, co weekend organizowali "spacerki" po
15-20 kilometrów. – Chcieliśmy osiągnąć formę, aby być pewnymi, że nie opadniemy
z sił i nie zejdziemy ze szlaku. Chcieliśmy się przygotować do życia w marszu,
bo przecież na tym polega bycie pielgrzymem – wyjaśnia Andreas. Najtrudniej było
zaplanować trasę, tak by nie nocować pod gołym niebem. – Staraliśmy się wybierać
jak najtańsze hotele. Pieszy wędrowiec nie potrzebuje luksusów. Po przejściu
tylu kilometrów zasnąłby nawet na kamieniu – śmieje się. Ojcu i synowi humor
dopisuje mimo przebycia kilkuset kilometrów piechotą.
Jak wyjaśnia nam ojciec David, który przyjechał do Watykanu z Erytrei, każdy
pielgrzym musi się w jakiś sposób przygotować. – To nie jest tak, że
przyjeżdżasz tu i koniec. Każdy ma przecież jakąś intencję w sercu. To trzeba
omodlić. Szczęśliwie tuż przed beatyfikacją był Wielki Post. To czas, który
sprzyja wytężonej modlitwie i przygotowaniu swojego ducha na tak ważne
wydarzenie – podkreśla. – Ale mało powiedziane "ważne". To jest wydarzenie
historyczne! – podkreśla z całą mocą duchowny. Zapytany o sytuację katolików w
jego kraju, odpowiada z uśmiechem: – Nie jest łatwo, jeśli żyjesz w kraju, w
którym większość stanowią muzułmanie. Ale przecież Papież Jan Paweł II mówił
"Nie lękajcie się". I właśnie dlatego, że w rzeczywistości jest tam nas tylko
garstka, to czujemy się mocni. Mocą Pana Boga i mocą Jana Pawła II – wyznaje.
Pielgrzymi odznaczają się jednak nie tylko wytrwałością i hartem ducha, ale
także pomysłowością. Grupa Francuzów postanowiła bowiem na uroczystości
wyniesienia na ołtarze Jana Pawła II… przypłynąć. Specjalny statek dla swoich
wiernych zorganizowała diecezja Aix en Provence-Arles. Znad Sekwany specjalnymi
pociągami także przybędą liczni pielgrzymi, aby dzielić radość z ogłoszenia
nowego błogosławionego.

 

Łukasz Sianożęcki

drukuj