Jan Paweł II żyje w naszych rodzinach!

Są takie domy, w których na życzliwość gospodarzy zasługuje się samą
obecnością. Zwykłe spojrzenia w milczeniu zdają się tam pokazywać jakąś
ponadczasowość, cudowną misję przemijania we wspólnocie, w rodzinie, zgodę na
przemijanie. Tam życie splata się z modlitwą, jest modlitwą. Z takich domów
wychodzi się umocnionym, lepszym, utwierdzonym w przekonaniu, że jest głębszy
sens, że warto iść pod prąd na przekór mądrym tego świata.

To właśnie jeden z takich domów, dom zwykłych rolników podczas spływu po
mazurskich Wigrach odwiedził ks. Karol Wojtyła, a potem po latach – Papież Jan
Paweł II. Był przyjacielem każdego człowieka, "szukał nas", a rodzinom poświęcił
szczególne miejsce w swoim pontyfikacie. Nie wahał się ofiarować swego
cierpienia, by ocalić współczesną rodzinę. W 1994 roku – Roku Rodziny, Jan Paweł
II wyznał: "Właśnie dlatego, że rodzina jest zagrożona, że rodzina jest
przedmiotem ataków. Papież musi być przedmiotem ataków, musi cierpieć, aby każda
rodzina na świecie mogła zobaczyć, że istnieje, że tak powiem, wyższa Ewangelia:
Ewangelia cierpienia, która przygotowuje przyszłość, trzecie tysiąclecie rodzin,
każdej rodziny i wszystkich rodzin…" .
Wymowny jest fakt, że 13 maja 1981 roku miała zostać powołana Papieska Rada ds.
Rodziny. Nie została proklamowana tego dnia – audiencji nie było, gdyż padły
strzały. Ojciec Święty mawiał, że pragnie być "Papieżem odpowiedzialnego
rodzicielstwa". Od pierwszych lat swego kapłaństwa czuł "jak gdyby wewnętrzne
przynaglenie, aby przygotowywać młodych do małżeństwa i uczyć ich miłości. Jako
młody kapłan – nauczyłem się miłować ludzką miłość. To jedna z tych podstawowych
treści, na której skupiłem swoje kapłaństwo, swoje posługiwanie na ambonie, w
konfesjonale, a także używając słowa pisanego" – podkreślił w rozmowie, której
zapis stanowi książka "Przekroczyć próg nadziei", Jan Paweł II. Na przekór, albo
właśnie dlatego że "mentalność współczesna – w dużej mierze zlaicyzowana –
skłonna jest afirmować ludzkie wartości rodziny, odrywając je od wartości
religijnych i uznając za całkowicie niezależne od Boga" (przemówienie do
Trybunału Roty Rzymskiej, 2003 r.), pragnął ukazać prawdę o rodzinie, o jej
transcendentalnym wymiarze. Dlatego dzisiaj jesteśmy bogatymi spadkobiercami
myśli nauczania Ojca Świętego o rodzinie.

Promieniowanie ojcostwa
Elżbieta i Piotr Markowie, małżeństwo z ponaddwudziestoletnim stażem, poznali
się tuż przed trzecią pielgrzymką Papieża do Polski w 1987 roku. Oboje, choć
jeszcze osobno, uczestniczyli w kolejnych spotkaniach z Janem Pawłem II. Piotr,
żeby wziąć udział we Mszy św. na Zaspie, musiał wyjść na nielegalną "przepustkę"
z jednostki, w której po studiach odbywał służbę wojskową.
Rok 1979. Pierwszy powiew wolności! Pierwsza pielgrzymka Ojca Świętego do
Ojczyzny. – Podczas spotkania z młodzieżą przed kościołem św. Anny bardzo mocno
odczułam promieniowanie ojcostwa, tak bardzo realne. Było to dla mnie niezwykłe
doświadczenie, że słucham osoby, której dotąd nie znałam, a jednak w jakiś
przedziwny sposób bardzo bliskiej. Osoby, która dotyka mnie swoją osobowością,
swoją miłością. Nie znałam jeszcze wówczas dramatu Karola Wojtyły
"Promieniowanie ojcostwa" – wspomina Elżbieta. – Dla mnie Papież był ikoną Boga
– dodaje. Sam wybór Karola Wojtyły na papieża był przełomowym momentem w jej
życiu. Dalsze losy, losy jej rodziny odzwierciedlają słowa z "Promieniowania
ojcostwa": "Żaden człowiek nie ma ścieżek gotowych. Rodzimy się jak gąszcz,
który może zapłonąć podobnie jak krzak Mojżesza lub może uschnąć".
Elżbieta i Piotr doczekali się czworga dzieci. Elżbieta prowadzi poradnię
rodzinną przy kościele Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. Piotr jest
wykładowcą na Politechnice Warszawskiej. Od swoich rodziców otrzymali wzór
popękanej miłości małżeńskiej, bez mocnego fundamentu wiary. Stworzyli wspaniałą
rodzinę, autentyczną wspólnotę miłości, w jakiejś niezwykłej prostocie i
harmonii. Dorastali w buncie przeciwko panującemu reżimowi i faryzejskiej
moralności dorosłych, w świecie rosnącej tendencji do rozwodów, rewolucji
seksualnej, która mimo reżimu i cenzury jednak docierała z Zachodu.
Trudno się dziwić, że moment wyboru Jana Pawła II na papieża był odbierany przez
nich jak cud, coś, co swoją wagą przekraczało normalny bieg zdarzeń, coś
oszałamiającego.
– Myśleliśmy, że reżim nigdy się nie skończy, że będzie zawsze (od dzieciństwa
tylko to pamiętaliśmy). I nagle poczułam, że to czas przełomu, że wszystko jest
możliwe. Mimo że nie słyszałam wcześniej o Karolu Wojtyle, wyczuwałam, że jest
to ktoś wielki. Pierwszy rok pontyfikatu, do jego pierwszej pielgrzymki, był dla
mnie czasem prawdziwej wiosny w moim życiu. Dotarło do mnie, że Bóg jest
Miłością! Ja tego po prostu wcześniej nie usłyszałam – dodaje Elżbieta.
Było też wiele osobistych doświadczeń, które rzutowały na kierunek jej życia. –
W czerwcu 1979 roku, po pielgrzymce, przyśnił mi się Ojciec Święty w żartobliwy,
charakterystyczny dla niego sposób, pokazując jakby karykaturę moich planów,
zamierzeń, które wtedy chciałam podjąć. Dla mnie była to ewidentna odpowiedź na
moje ówczesne problemy i pytania. Po jakimś czasie rzeczywistość zweryfikowała
je jeszcze dobitniej, pokazując, że nie tędy droga. Wybrałam się na uczelnię
(niepoprawną politycznie) w poszukiwaniu studiów dla siebie. Zwróciłam uwagę na
Zakład Teologii Praktycznej, który z czasem przekształcił się w Instytut Studiów
nad Rodziną. Cały pięcioletni okres studiów to czas swoistych rekolekcji –
ocenia kobieta.
Przygotowanie do małżeństwa było dla Elżbiety i Piotra poszukiwaniem prawdy o
małżeństwie i rodzinie. – Nauczanie "Humanae vitae" stało się drogą. Głęboko
uświadomiliśmy sobie, że małżeństwo jest powołaniem! Jest głęboką więzią
duchowo-cielesną, całkowitym darem z siebie, wymaga ofiarności, do której wciąż
trzeba dorastać. To był fundament naszej rodziny i, co istotne, rozumieliśmy się
w tym, myśleliśmy tak samo o ważnych dla naszej rodziny sprawach – opowiada
Elżbieta.
– Mieliśmy taki zwyczaj: Ela czytała ciekawe fragmenty książek, m.in. "Mężczyzną
i niewiastą stworzył ich", katechezy środowe Jana Pawła II, a potem
dyskutowaliśmy o tym, snuliśmy nasze refleksje. To taka małżeńska medytacja –
dodaje Piotr.
Oboje podkreślają wpływ maryjności Ojca Świętego, jego zawierzenie Maryi, na ich
życie. Sami doświadczyli pośrednictwa Maryi. Przyjęli z wiarą przesłanie
papieskie z listu "Rosarium Virginis Mariae": "Jako modlitwa o pokój Różaniec
był zawsze modlitwą rodziny i za rodzinę. Niegdyś modlitwa ta była szczególnie
droga rodzinom chrześcijańskim i niewątpliwie sprzyjała ich jedności". Są
przekonani o szczególnym wstawiennictwie Matki Bożej, gdy mieli problemy z
synem. Gdy zdali sobie sprawę ze swojej niemocy, zwrócili się ufnie do Maryi:
"My Tobie go zawierzamy. Rób, co chcesz!". – Efekt naszej modlitwy był zupełnie
spektakularny. Po prostu jednego dnia problemy znikły. Nauczyciele w szkole też
nie umieli uzasadnić tej nagłej zmiany – opowiadają rodzice.
Duchowość maryjna splotła się z życiem rodziny w szczególny sposób od czasu
zamachu na Ojca Świętego w 1981 roku. Wówczas też czujniej odczytywali znaczenie
przesłania fatimskiego. Wspólnie z dziećmi odprawiali nabożeństwo pierwszych
sobót miesiąca. Gdy dzieci były małe, poszukiwali sposobów, by modlitwa nie była
dla nich nużąca. W sobotę, 2 kwietnia, również odprawiali to nabożeństwo. Ojciec
Święty umierał. Kiedy skończyli, była godzina 21.37. Jan Paweł II odszedł do
Domu Ojca. – To było dla nas wymowne przesłanie, że to nabożeństwo i Różaniec
jest drogą, przez którą Maryja może działać w rodzinie i przez rodzinę dla
świata – wspomina wzruszona Elżbieta.

Zaufali Matce Bożej Pięknej Miłości
Kasia i Krzysztof wkrótce się pobiorą. Dla Kasi małżeństwo nie było od początku
jasno nakreślonym powołaniem. Myślała o wyjeździe na misje. Przykład życia św.
Joanny Molli – kanonizowanej przez Jana Pawła II, która kiedyś też pragnęła
pracować na misjach – stał się wyraźnym znakiem, że stworzenie szczęśliwej
rodziny stanowi wyzwanie, którego potrzebuje współczesny świat. Gdy Kasia
poznała Krzysztofa, bardzo wiele w jej życiu się zmieniło.
Oboje urodzili się i dojrzewali podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Podobnie jak
Elżbieta i Piotr darzą Maryję szczególnym nabożeństwem. Ten kierunek duchowości
zaczerpnęli z przykładu Ojca Świętego. – Papież wskazywał na Matkę Bożą, a swoim
życiem pokazał, jak Jej zawierzyć.
Do naszego narzeczeństwa zaprosiliśmy Maryję, odmawiamy wspólnie różaniec, i też
wzywamy Jej orędownictwa jako Matki Pięknej Miłości – wyznają narzeczeni. Bo
przecież, jak mówił Jan Paweł II – "tajemnicą młodości jest odkrycie miłości"
("Przekroczyć próg nadziei", s. 103).
"Młodzi w gruncie rzeczy szukają zawsze piękna w miłości, chcą, ażeby ich miłość
była piękna. Jeśli ulegają swoim słabościom, jeżeli idą za tym wszystkim, co
można by nazwać "zgorszeniem współczesnego świata", a jest ono, niestety, bardzo
rozprzestrzenione, to w głębi serca pragną pięknej i czystej miłości" –
tłumaczył w tym samym wywiadzie Ojciec Święty Jan Paweł II. – Naszą decyzją i
też zadaniem jest trwanie w czystości przedmałżeńskiej, co niewątpliwie jest
trudne, ale też wzajemnie nas do siebie zbliża – dodają narzeczeni. Swoją
postawą zdają się przekonywać, że znają "ciężar złotych obrączek", że
"przyszłość zależy od miłości", jak poetycko wyjaśniają jubiler i Teresa w
dramacie Karola Wojtyły "Przed sklepem jubilera".
Kasia i Krzyś Poznali się w drodze na Jasną Górę, dlatego też Matce Bożej
zawdzięczają swoją znajomość. I na znak wdzięczności zaplanowali ślub na maj. –
Jan Paweł II szczególnie umiłował Maryję i to było w nim takie naturalne i
autentyczne. Tym bardziej cieszy nas, że zostanie ogłoszony błogosławionym
jeszcze przed naszym ślubem. Jego beatyfikacja przypada u progu maja – miesiąca
w szczególny sposób poświęconego Niepokalanej. Błogosławiony Jan Paweł II
zapewne będzie szczególnym patronem naszej rodziny – podkreśla Kasia.

Mądrość płynąca z Krzyża
W powołaniu do małżeństwa Agnieszki i Michała Pietrusińskich, Jan Paweł II miał
również niebagatelne znaczenie. Światowe dni młodzieży organizowane przez Ojca
Świętego były okolicznością, kiedy na poważnie zaczynali myśleć o życiu i
powołaniu. Treści oświecone nauką Kościoła mówiące, że każde powołanie, także to
do małżeństwa wiąże się z krzyżem. – Bardzo kochaliśmy się w narzeczeństwie, ale
i też bardzo ścieraliśmy się ze sobą. Na szczęście w porę dotarło do nas, że
prawdziwa małżeńska miłość, to nie tylko to, co przyjemne, ale też trud,
ofiarowywanie siebie, wzajemne umieranie dla siebie – wyznaje dziś Michał.
Zapadła mu szczególnie w pamięć jedna z wypowiedzi Jana Pawła II mówiąca o tym,
iż nie czas wstydzić się Ewangelii, ale czas głosić ją z "dachów domów".
Odczytał ją jako wezwanie do radykalizmu ewangelicznego, "by uwierzyć Jezusowi
bez reszty".
Po trzech latach małżeństwa urodziła się im córeczka – Zuzia. Jest dla nich
darem od Boga, oczekiwanym, choć wbrew opiniom lekarzy – zaskakującym. Ci, do
których trafiali, proponowali zapłodnienie metodą in vitro. Michał i Agnieszka
zawsze pragnęli mieć więcej dzieci. Kiedy zetknęli się z problemem niepłodności,
zaczęli szukać, co Kościół ma do powiedzenia w tej sprawie. Usłyszeli, że trzeba
się leczyć, i to w sposób godziwy, nie uciekać się do sztucznych technik, które
nie respektują nauczania Kościoła związanego z przekazywaniem życia, uderzają w
godność człowieka, godność dziecka.
Zainteresowali się naprotechnologią. Wówczas tą metodą leczenia m.in.
niepłodności w Polsce interesowało się niewielu lekarzy. Pomocy szukali za
granicą. Dziś Agnieszka jest instruktorką modelu Creightona – metody naturalnego
rozpoznawania i monitorowania płodności. Pomaga innym małżeństwom. Sama
jednocześnie zawierza Ojcu Świętemu własną rodzinę, żywi nadzieję, że Bóg
obdarzy ich dziećmi.
Przykład Ojca Świętego pomaga Agnieszce i Michałowi znosić ból niepłodności. –
Kiedy przeżywaliśmy nasze cierpienie, rodziło się wiele pytań: "Dlaczego nas to
spotyka, dlaczego nasze życie musi się różnić od życia naszych znajomych, którzy
mają po kilkoro dzieci?". Na końcu pojawia się pytanie: "Czy Bóg nas w tym
wszystkim kocha?". Spojrzenie na życie Jana Pawła II, którego życie było
naznaczone cierpieniem od samego początku – umarła mu matka, potem ojciec,
przeżywał dramat wojny, został sam – stanowiło dla nas odpowiedź. I jest to dla
nas wymowny przykład potwierdzenia słów: "Bóg tych, których miłuje, tych też
doświadcza" – wyznaje Michał.
– Od śmierci Ojca Świętego prosimy go o wstawiennictwo, o dar dzieci w naszej
rodzinie. Ja mam nadzieję, że Pan Bóg spełni swoje plany w naszym życiu, a nas
uzdolni do ich przyjęcia – wyznaje pokornie mężczyzna, dodając – żyjemy bardzo
radośnie, codzienne życie daje wiele pięknych doświadczeń obecności Pana Boga.

Miłość nam wszystko wyjaśnia
W rodzinie Joanny i Bronka Jakubowskich Ojciec Święty również zaznaczył swój
ślad. Sześć lat temu, kiedy odchodził Jan Paweł II, urodził się ich najstarszy
synek – na znak pamięci Ojca Świętego nosi imię Karol Maria. – Mam nadzieję, że
nasz mały Karol spotka się kiedyś w niebie z wielkim Karolem – wyznaje Joanna.
Przed laty, w pierwszą rocznice śmierci Ojca Świętego, Joanna w swoich
notatkach, którymi dzielą się z gronem przyjaciół, znajomych, zapisała:
"Miłość nam wszystko wyjaśniła,
Miłość wszystko rozwiązała
– dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek by przebywała.
(…) O dziesiątej Karol pojawił się na świecie. Było coś niesamowitego w tym
wszystkim: Bronek kursował między domem a szpitalem, uczestniczył we Mszy
Świętej na placu Piłsudskiego, załatwiał różne formalności, z czarną opaską na
ramieniu, wśród tysięcy ludzi z oznakami żałoby na ubraniach, samochodach, w
perspektywie polskich i watykańskich flag przybranych kirem lub opuszczonych do
połowy masztu, by uczcić pamięć wielkiego Karola. Równocześnie w mokotowskim
szpitalu wytrysnęło nowe życie małego Karolka".
Siedem lat wspólnego życia przemknęło dla nich niemalże błyskawicznie. Ich
rodzina powiększyła się o dwóch kolejnych synów: Mikołaja Marię i Dominika Marię
oraz córeczkę Klarę Marię. Ich dom w podwarszawskich Ząbkach tętni życiem,
przepełniony jest niekłamaną miłością, codzienną zwykłą życzliwością. Joanna –
wcześniej bardzo aktywna – teraz poświęca się swoim dzieciom, rodzinie. Bronek
zajmuje się tłumaczeniami. Z dużą troską i prawdziwym heroizmem zabiega o czas
dla rodziny, by w porządku dnia nie zabrakło czasu na modlitwę, na wspólne
posiłki, na dodatkową pracę, której poświęca się wczesnym rankiem – wtedy, kiedy
dzieci jeszcze śpią. I nie jest tanim sentymentalizmem określenie, że w ich domu
wyczuwa się serce wkładane w każdy drobiazg, począwszy od artystycznie
ozdobionych słoików z konfiturami, ręcznie dekorowanych pierników, którymi
obdarowują znajomych przy okazji świąt, rysunkami dzieci wykonywanymi specjalnie
dla odwiedzających cioć i wujków, po zawsze szczere, serdeczne zatroskanie o
każdego odwiedzającego, który do nich zawita. Tam "Miłość wszystko wyjaśnia",
ale też wyznacza kierunek i nadaje sens każdemu działaniu.

Jan Paweł II modli się za nami!
Kiedy Katarzyna i Łukasz Jaworscy zawierali małżeństwo pewnym przewodnikiem była
dla nich rozprawa filozoficzna Karola Wojtyły "Miłość i odpowiedzialność". W
bogactwie i różnorodności myśli na temat małżeństwa odnaleźli też i taką prawdę:
"Miłość kobiety i mężczyzny opiera się na wrażeniu, z którym w parze idzie
wzruszenie, a jego przedmiotem jest zawsze wartość. (…) Wartość osoby związana
jest z całym bytem osoby, a nie z płcią, płeć zaś jest tylko właściwością bytu.
Dzięki temu każda osoba drugiej płci posiada przede wszystkim wartość jako
osoba, a później dopiero posiada jakąś wartość seksualną". – Prosiliśmy Ojca
Świętego o dar rodzicielstwa – wspomina Kasia. Pod dwóch latach małżeństwa
urodziła się Maria Józefina. Była to czwarta rocznica śmierci Jana Pawła II – 2
kwietnia 2007 roku. Teraz oczekują na narodziny kolejnego dziecka. – Ojciec
Święty w jakiś sposób pokazał nam Świętą Rodzinę jako wzór. Mamy szczególne
nabożeństwo do św. Józefa – opiekuna Świętej Rodziny – mówi kobieta. – Zanim się
poznaliśmy, modliliśmy się o dobrego współmałżonka za wstawiennictwem św. Józefa
– dodaje Łukasz. Po czterech latach małżeństwa wciąż na nowo odnajdują siebie w
bogactwie różnorodności charakterów, sytuacji życiowych.
– Główne przesłanie Jana Pawła II do rodzin to przede wszystkim budowanie
wspólnoty małżeńskiej w kontakcie z Bogiem. To wypełnianie Jego woli i właśnie
ten aspekt dobitnie pokazał nam Jan Paweł II. Wola Boża objawia się z czasem,
uczy cierpliwości słuchania, odczytywania znaków – podkreśla Łukasz. – Pokazuje,
jaki ma plan wobec nas. Co nas codziennie zaskakuje, jak przemawia do nas przez
czytania, liturgię, jak Bóg pokazuje nam te większe drogi i mniejsze dróżki. –
Trudno czasami usłyszeć, co Bóg chce nam powiedzieć. Bywa to trudne w codziennym
zabieganiu. Podjęliśmy decyzję, że żyjemy bez telewizji. Dzięki temu mamy więcej
czasu dla siebie, więcej czasu na skupienie – dodaje Kasia. – Często, kiedy o
godz. 21.37 mój wzrok zatrzymuje się na zegarku, mówię w myślach "Święty Ojcze,
Janie Pawle II, módl się za nami". Polecam naszą rodzinę. Wiem, że wyprzedzam
oficjalne fakty ogłoszenia go świętym, ale przecież wszyscy wiemy, że był
świętym człowiekiem i może orędować za nami – stwierdza Łukasz.

 

Małgorzata Jędrzejczyk

drukuj