Medycyna wykluczeń

Przyjęte przez Sejm RP tzw. ustawy zdrowotne nie poprawią jakości leczenia,
nie skrócą czasu oczekiwania na świadczenia medyczne i nie przyczynią się do
zmniejszenia ceny leków. Stworzą natomiast realne zagrożenia poczucia
bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. Pacjent stanie się najsłabszym ogniwem w
skomercjalizowanym i sprywatyzowanym systemie ochrony zdrowia.

Pakiet ustaw zdrowotnych chroni i otacza opieką prezesów spółek prawa handlowego
oraz otwiera drogę do szerokiej prywatyzacji i wyprzedaży majątku publicznego. W
tym odhumanizowanym systemie ochrony zdrowia pacjent stanie się przedmiotem na
wolnym rynku usług, będzie zagubiony, a niejednokrotnie postrzegany jak intruz w
przypadku kosztochłonnej procedury. Zdrowie będą wygrywać tylko młodzi, zdrowi i
bogaci. Niestety, oni także tylko do czasu.

Dwie kolejki do lekarza

Sztandarowa ustawa o działalności leczniczej tak naprawdę zmusza samorządy jako
organa prowadzące samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej do
komercjalizacji, czyli przekształcenia publicznych szpitali w spółki prawa
handlowego. Co prawda, ustawa nie przewiduje obligatoryjnego przekształcenia
szpitali w spółki, ale te samorządy, które nie przekształcą szpitali, będą
musiały w ciągu trzech miesięcy pokryć ujemny wynik finansowy, a jeśli tego nie
zrobią, to w okresie 12 miesięcy i tak będą zobowiązane zmienić formę
organizacyjno-prawną szpitala.
Natomiast jeśli od razu przekształcą szpitale w spółki prawa handlowego, to
skorzystają z umorzenia zobowiązań publiczno-prawnych i otrzymają dotację na
pomoc w spłacie kwoty głównej zadłużenia lub odsetek zobowiązań cywilno-prawnych
oraz z zaciągniętych kredytów bankowych. Samorząd nie będzie miał więc wyboru!
Po prostu przekształci szpital w spółkę prawa handlowego.
W jaki sposób spółka prawa handlowego może osiągać zysk, skoro są limity i jeden
płatnik – NFZ jako monopolista, i skoro nie będzie wzrostu nakładów na ochronę
zdrowia? Są dwie drogi. Spółka chce być na rynku i nastawia się na zysk, w razie
niepowodzenia ostatecznie ogłasza upadłość, co otwiera drogę do niczym
nieskrępowanej prywatyzacji.
Droga druga – spółka od początku nie jest zbytnio zainteresowana wynikami, więc
dość szybko ogłasza upadłość i w błyskawicznym tempie obiera kierunek
prywatyzacji. Zatem wyprzedaż majątku publicznego, dorobku naszych rodziców, w
większości przypadków, za przysłowiową złotówkę. Ci najsłabsi zdrowotnie, którzy
powinni być szczególnymi beneficjentami, zostaną powoli wykluczeni z tego
systemu.
Najpierw dojdzie do dezorganizacji systemu ochrony zdrowia, jego demontażu. Będą
bowiem rozwijały się te dziedziny medycyny, które są opłacalne, natomiast te,
które są kosztochłonne, będą stopniowo wygaszane i likwidowane. Żadne
przedsiębiorstwo nie pozwoli sobie na utrzymywanie oddziału, który nie przynosi
dochodu, a z istoty rzeczy powinien istnieć, jak dotąd, w szpitalu jako zespole
naczyń połączonych.
Kto będzie leczył choroby i stany, które są kosztochłonne: przewlekłe serce
płucne, przewlekłą niewydolność krążenia, nawracające zaburzenia rytmu serca,
choroby nowotworowe, POCHP (przewlekła choroba obturacyjna płuc),
niedokrwistości, zmiany zwyrodnieniowe, wreszcie przewlekłe powikłania, np.
cukrzyca, stopa cukrzycowa, owrzodzenia podudzi itd.? Pacjent będzie "dobierany"
i niejednokrotnie będzie błąkał się po systemie ochrony zdrowia i czuł jak
intruz tylko dlatego, że jego choroba ma nieopłacalną procedurę. Dotąd nie było
w żadnej kategorii medycyny wykluczeń, obecnie mogą się pojawić, z powodów li
tylko opłacalności danego schorzenia. Niepostrzeżenie dojdzie do tzw. hazardu
moralnego: albo zysk firmy, albo jakość świadczonych usług medycznych.
Wprowadzi się zatem na szeroką skalę usługi komercyjne. Po pierwsze, z powodu
kończących się limitów ustanawianych przez NFZ, a po drugie, dla rentowności
firmy. W ten sposób system ochrony zdrowia stanie się systemem dwóch prędkości,
dwóch kolejek. Komercyjnej, szybkiej – dla tych, których będzie stać na
opłacenie pobytu w "przedsiębiorstwie podmiotu leczniczego", i drugiej kolejki –
dla tych, których nie będzie stać na zapłatę.
Mało tego, rząd PO i PSL dokonał skandalicznego zapisu w art. 32 ustawy,
zezwalając przedsiębiorstwom na zaprzestanie (częściowe lub całkowite)
działalności leczniczej w rodzaju stacjonarnych i całodobowych świadczeń
zdrowotnych w zakresie świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków
publicznych. Tak więc oddział będzie mógł nadal funkcjonować, ale tylko dla
pacjentów komercyjnych.

Odszkodowania nie dla wszystkich

Wydawać by się mogło, że prawo wreszcie będzie sprzyjać pacjentowi w jego walce
o odszkodowanie bądź zadośćuczynienie za wyrządzoną krzywdę, bez konieczności
wstępowania na drogę sądową. Nic bardziej mylnego.
Zgodnie z ustawą o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, uzyskanie
odszkodowania lub zadośćuczynienia będzie możliwe na drodze administracyjnej.
Odszkodowania mają dotyczyć tylko szkód związanych z opieką szpitalną w Polsce.
Aby szkoda mogła być zrekompensowana, wojewódzka komisja ds. orzekania musi
ustalić, czy nastąpił błąd medyczny (obecnie: zdarzenie medyczne) osoby lub osób
wykonujących zawód medyczny. Komisja nie będzie ustalać wysokości odszkodowania.
W skład komisji wejdą specjaliści z dziedzin medycyny i prawa, organizacji
pacjenckich, Ministerstwa Zdrowia i rzecznika praw pacjenta. Orzeczenie będzie
musiało być wydane w ciągu pięciu miesięcy od dnia złożenia wniosku.
Propozycję odszkodowania ma przedstawić zakład ubezpieczeń, który zawarł umowę
ze szpitalem, w którym doszło do zdarzenia medycznego. Zamiast odszkodowania
możliwa będzie renta. Osoby ubiegające się o odszkodowanie będą mogły uzyskać:
do 300 tys. zł w przypadku śmierci pacjenta (dla spadkobiercy) i do 100 tys. w
przypadku zakażenia, uszczerbku na zdrowiu i rozstroju zdrowia pacjenta.
Wysokość renty może wynieść do 3 tys. złotych. Tyle suchych faktów i chwytliwej
socjotechniki.
Rząd deklaruje, że nawiązuje do sprawdzonego i chwalonego na Zachodzie systemu
skandynawskiego. Otóż zaproponowany system nie ma nic wspólnego z tym systemem.
Tam wysokość odszkodowania wynika z tego, iż jest to system zabezpieczeń
socjalnych dla poszkodowanych. Nie wymaga orzeczenia naruszenia zasad wiedzy czy
procedur medycznych, lecz tylko udowodnienia, że do tego stanu nie powinno było
dojść przy właściwym leczeniu. Ta forma odszkodowań ma charakter zabezpieczenia
dla tych osób, którym nie udaje się udowodnić, jak doszło do szkody.
W Polsce zaś ograniczenie wysokości odszkodowania ma być wprowadzone mimo
orzeczenia o przyczynie powstania szkody czy o naruszeniu procedur. Ustawa nie
tylko nie rozszerzy grupy osób, mogących otrzymać odszkodowania, ale
równocześnie ograniczy jego wysokość.

Leki podrożeją

Koszty związane z leczeniem są za wysokie, polscy pacjenci często nie wykupują
leków, bo ich na to nie stać, co wiąże się z pogorszeniem ich zdrowia. Ustawa o
refundacji leków wcale nie obniży kosztów medykamentów. Niezależni eksperci są
zgodni: odpłatność za leki dla pacjenta wzrośnie nawet do 20 procent.
O ile rząd PO i PSL zdrowie w sposób nieodpowiedzialny "rzuca" na wolny rynek, o
tyle w dziedzinie rynku farmaceutycznego wprowadza całkowicie centralnie
regulowaną gospodarkę. Ustanawia sztywne ceny i marże na leki refundowane.
Hurtownie i apteki pozbawia się możliwości konkurowania. Nawet jeśli hurtownik
albo aptekarz chciałby obniżyć cenę leku, nie może tego uczynić. W efekcie
pacjenci poniosą wyższe wydatki na droższe lekarstwa.
Choć już teraz mamy niewielki dostęp do nowoczesnych leków, po wejściu w życie
nowej ustawy refundacyjnej będzie jeszcze gorzej. Najbardziej odbije się to na
pacjentach szpitali, które będą miały poważny problem z zamawianiem drogich
preparatów wykorzystywanych przy leczeniu np. schorzeń onkologicznych. Leki na
najpoważniejsze schorzenia, jak nowotwory, mają być grupowane. Obecnie szpitale
dobierają leki na podstawie stanu zdrowia i wieku pacjenta, a po wejściu ustawy
w życie będą musiały zakupić najtańszy z danej grupy leków. Jeśli kupią droższy,
zapłacą różnicę. Szpitale nie będą też mogły przyjmować za darmo leków od firm i
hurtowni. W skrajnych, pojedynczych przypadkach była to dla pacjentów ostatnia
szansa na skuteczne leczenie.
Firmy farmaceutyczne zapłacą 3-procentowy podatek obrotowy od sprzedaży leków
refundowanych. Rząd ochoczo ten fakt podkreśla, licząc na akceptację, albowiem w
odbiorze społecznym firmy farmaceutyczne są źle postrzegane. Ale to z kolei może
doprowadzić do ograniczenia wydatków na badania nad lekami generycznymi, czyli
tańszymi odpowiednikami produktów innowacyjnych. Podatek obrotowy oznacza
również redukcję zatrudnienia, zahamowanie eksportu i znaczne obniżenie
płaconych przez firmy podatków dla państwa. Niektóre przedsiębiorstwa będą
zmuszone do ogłoszenia upadłości. Dziwne, że tym podatkiem nie zostały obłożone
leki tzw. OTC (leki bez recepty).
Apteki chcące sprzedawać leki refundowane będą miały obowiązek zawierania umów z
NFZ. Zniknie więc tzw. turystyka refundacyjna (cenowa), czyli leki za "grosik",
a w konsekwencji może pojawić się tzw. turystyka kontraktowa. Pacjent będzie
zmuszony poszukiwać apteki, która ma kontrakt z NFZ i określony lek.

Informacje na wynos

Przyjęta ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia niesie nie tylko realne
zagrożenia z perspektywy technicznej funkcjonalności systemu, ale zagraża także
podstawowym prawom pacjenta.
Ustawa przewiduje utworzenie największej bazy danych w Polsce, skupiającej dane
dotyczące stanu zdrowia obywateli. Informacje takie należą do grupy danych
wrażliwych i podlegają szczególnej ochronie. Na posiedzeniu Komisji Zdrowia
inspektor Ochrony Danych Osobowych poddał ustawę miażdżącej krytyce – obecna
ustawa nie zapewnia odpowiedniego poziomu ochrony prywatności pacjentów,
ponieważ nie precyzuje, jaki zakres danych będzie przechowywany w rejestrach
medycznych i komu będą one udostępniane. Konstytucja RP wyraźnie określa zasady
pozyskiwania, gromadzenia i udostępniania danych osobowych i jednoznacznie
nakazuje, że nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do
ujawniania informacji dotyczących jego osoby. Natomiast ustawa upoważnia
ministra zdrowia do tworzenia w drodze rozporządzeń rejestrów zawierających dane
osobowe.
Uchwalona ustawa nie zabezpiecza obywateli przed wyciekiem i udostępnianiem
bardzo wrażliwych i intymnych informacji. Należy szczególnie podkreślić, iż owe
dane medyczne charakteryzuje znaczna wartość rynkowa, związana chociażby z
możliwością ich wykorzystania w działalności firm ubezpieczeniowych.

Felczeryzacja zawodu

Obecnie, aby zostać lekarzem, trzeba ukończyć 6-letnie studia (w przypadku
lekarzy dentystów 5-letnie), a następnie odbyć roczny staż podyplomowy. Ten
system dobrze funkcjonował. Ni stąd, ni zowąd rząd PO i PSL zlikwidował staż
podyplomowy, studia skrócono o rok, na VI roku studiów dla lekarzy oraz na V
roku dla lekarzy dentystów ustanowiono praktykę zawodową. Zmiany obejmą
studentów, którzy rozpoczną studia w 2012 roku. Rozmontowania dotychczasowego
systemu dokonano wbrew opinii samorządu lekarskiego, gremiów akademickich i
prezesów naukowych towarzystw lekarskich.
Przyjęta formuła kształcenia nie zapewnia nabycia umiejętności praktycznych
niezbędnych do wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty. Zmiany są
określane jako dążenie do "felczeryzacji" medycyny i mogą na wiele lat zepchnąć
polską medycynę do światowej klasy B ze wszystkimi tego konsekwencjami dla
pacjentów. Ale najważniejsze jest pytanie: jeśli jakość przygotowania lekarzy do
zawodu znacząco się obniży, czy polscy pacjenci będą mogli czuć się bezpiecznie?
 

Czesław Hoc

Autor jest lekarzem, posłem na Sejm z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

drukuj