Smoleński skandal

Obywatele Smoleńska skarżą się…
Zamiana tablic upamiętniających 96 Polaków, którzy zginęli w ubiegłorocznej
katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, spotkała się z oburzeniem ze strony
rodzin ofiar tej tragedii. Swojej dezaprobaty nie kryła też duża część polskiej
opinii publicznej. Zuzanna Kurtyka, wdowa po prezesie IPN, określiła piątkowe
wydarzenie mianem "skandalu dyplomatycznego".
Według wersji oficjalnej, decyzję w sprawie usunięcia płyty ufundowanej przez
Stowarzyszenie Katyń 2010 i zastąpienia jej "skróconą" wersją dwujęzyczną podjął
już w grudniu mer Smoleńska Aleksandr Daniluk "po licznych sygnałach od
obywateli rosyjskich, którzy skarżyli się, że nie rozumieją napisu na tablicy".
Biorąc pod uwagę rosyjskie realia, takie wyjaśnienie można uznać za wręcz
demonstracyjnie niewiarygodne, a rzeczywistych autorów tego posunięcia szukać
raczej na Kremlu niż w Smoleńsku. Zresztą, jak przyznał rzecznik prasowy
Daniluka, decyzja ta była "konsultowana" z rosyjskim Ministerstwem Spraw
Zagranicznych, które z kolei miało "wielokrotnie" interweniować w tej sprawie w
Warszawie. Ostatecznie Rosjanie całą operację zamiany płyt przeprowadzili
jednostronnie, nie informując o swojej decyzji ani kierownictwa polskiej
dyplomacji, ani fundatora. W dodatku uczynili to w przededniu zaplanowanych w
tym miejscu uroczystości rocznicowych. Na nowej tablicy zabrakło znajdującego
się tam wcześniej stwierdzenia, że Polacy, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 r.
pod Smoleńskiem, znajdowali się "w drodze na uroczystości upamiętnienia 70.
rocznicy sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim, dokonanej na jeńcach
wojennych, na oficerach wojska polskiego w 1940 r.". W porównaniu z tablicą
Stowarzyszenia Katyń 2010 na płycie rosyjskiej zabrakło też symbolu krzyża oraz
informacji o fundatorze. Dlaczego władze rosyjskie zdecydowały się na ten krok?

Katyń – przestępstwem urzędniczym?
Należy przypuszczać, że u źródeł tej decyzji leżała konsekwentna niezgoda
obecnych władz Federacji Rosyjskiej na uznanie zbrodni katyńskiej za – jak to
swego czasu ujął prof. Witold Kulesza – "niepodlegającą przedawnieniu i
nieukaraną zbrodnię wojenną, dokonaną na jeńcach wojennych i polskich więźniach,
stanowiącą również zbrodnię ludobójstwa". Odrzucając taką interpretację, strona
rosyjska stanęła natomiast na stanowisku, że zbrodnia katyńska była konsekwencją
nadużycia władzy przez kilku wysokiej rangi sowieckich funkcjonariuszy
państwowych, a więc przestępstwem służbowym, które zgodnie z prawem uległo
przedawnieniu po 10 latach. Czy naprawdę rozstrzelanie wiosną 1940 r. 22 tys.
polskich obywateli da się sprowadzić do banalnego przestępstwa służbowego? Czy
fundatorzy tablicy bezpodstawnie nazwali tę zbrodnię – ludobójstwem?

Prawda – szansą czy zagrożeniem?
W rzeczywistości napis na usuniętej płycie odzwierciedlał poglądy nie tylko
wielu zainteresowanych tym problemem Polaków, ale również współbrzmiał ze
stanowiskiem polskich prokuratorów badających tę sprawę. Rok temu prokurator
Małgorzata Kuźniar-Plota, prowadząca z ramienia IPN tzw. polskie śledztwo
katyńskie, pisała na ten temat: "Uprawnione jest twierdzenie, że zabójstwa,
jakich dopuścili się funkcjonariusze NKWD na polskich jeńcach wojennych oraz
polskiej ludności cywilnej, motywowane były zamiarem wyniszczenia części
polskiej grupy narodowej. Z tych też względów omawiane czyny wyczerpywały
znamiona zbrodni ludobójstwa określonej w art. II Konwencji w sprawie
zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa". Co więcej: z faktu wniesienia
sprawy mordu katyńskiego do Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze
oraz oskarżeń wypowiadanych przed nim przez sowieckiego prokuratora płk. Jurija
Pokrowskiego wynika, że tuż po wojnie, dopóki Moskwa dostrzegała szansę na
obciążenie tą zbrodnią III Rzeszę, nie widziała niczego złego w tym, by
traktować zbrodnię katyńską jako element "fizycznej eksterminacji narodów
słowiańskich". Przez krótką chwilę po rozpadzie Związku Sowieckiego wydawało się
zresztą, że taką właśnie kwalifikację tej zbrodni podtrzyma jego prawna
sukcesorka, czyli Federacja Rosyjska. W sierpniu 1993 r. w orzeczeniu komisji
ekspertów, powołanej przez Główną Prokuraturę Wojskową Federacji Rosyjskiej,
znalazło się stwierdzenie, że ze względu na swoją skalę mord katyński "powinien
być traktowany jako ludobójstwo". Niestety, orzeczenie to zostało następnie
unieważnione przez tę samą prokuraturę, która zleciła jego wykonanie. O tym, że
Katyń nie był bynajmniej przestępstwem urzędniczym, lecz zbrodnią przeciwko
ludzkości, pisało również wielu rosyjskich historyków, by przywołać na przykład
nazwisko Natalii Lebiediewej. Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno zrozumieć,
dlaczego w walce z nieaprobowanym przez siebie, ale przecież uprawnionym
poglądem, wyrażanym także przez badaczy rosyjskich, władze Federacji podjęły
decyzję o zamianie tablic upamiętniających katastrofę smoleńską, decyzję, którą
nawet w zazwyczaj bardzo powściągliwym języku polskiej dyplomacji określono jako
"złą i niepotrzebną". Śledząc tego typu działania, trudno oprzeć się wrażeniu,
że rosyjskie władze, bagatelizując fakty, konsekwentnie starają się pomniejszać
znaczenie zbrodni katyńskiej i minimalizować jej prawne konsekwencje. Wielka
szkoda, bo jak trafnie pisał swego czasu koordynator Komisji Polskiej
Stowarzyszenia Memoriał Aleksander Gurjanow: "[my Rosjanie] potrzebujemy
rozliczenia zbrodni katyńskiej nie do poprawy relacji z Polską, lecz głównie dla
nas samych".

 

Dr hab. Zdzisław Zblewski
 


Autor jest historykiem, adiunktem w Instytucie Historii Uniwersytetu
Jagiellońskiego.

drukuj